TKS-D, O TYM JAK CIĄGNIK ARTYLERYJSKI ZOSTAŁ DZIAŁEM SAMOBIEŻNYM

W zeszłym tygodniu pisałem o TKD, czyli polskim dziale samobieżnym, które musiało na Niemcach wywrzeć spore wrażenie. Oni takiego rodzaju pojazdów we wrześniu 1939 roku po prostu nie posiadali. TKD miał pewne wady, które uniemożliwiły wdrożenie masowej produkcji. Jeszcze przed wojną nad Wisłą poszukiwano lepszej konstrukcji, w którą można było wyposażyć Wojsko Polskie.

TKD, a więc pierwsze działo samobieżne polskiej konstrukcji miało poważne problemy z uzbrojeniem. Nie było ono w stanie skutecznie razić pojazdów pancernych. Kaliber 47 mm nie był zły, problemem była niska prędkość wylotowa pocisku, działo było bowiem krótkolufowe. Konstruktorom zalecono dalsze poszukiwania jescze lepszej konstrukcji działa samobieżnego. Jak to bywa w takich przypadkach rozwiązanie niemalże samo nawinęło się pod rękę. Zespół pod przewodnictwem mjr. R. Gundlacha pracował już bowiem nad ciągnikiem artyleryjskim, którego głównym zadaniem było holowanie armaty przeciwpancernej kal. 37 mm wz.36 Bofors.

tks-dzialo-samobiezne-model

Działo samobieżne TKS-D, które pierwotnie miało być ciągnikiem artyleryjskim. fot. www.czolg.blox.pl

Koncepcja tego wozu była dość niecodzienna. W razie niebezpieczeństwa zakładano, że armatę będzie można demontować z lawety i montować ją bezpośrednio na pojeździe. Ściślej rzecz biorąc na przedniej płycie pancernej. Podczas testów koncepcji, okazało się że TKS-D bo tak oznaczony został nowy pojazd to tak naprawdę gotowe działo samobieżne. Podobnie jak w TKD, podwozie TKS-D było zmodyfikowanym wzorem znanym z tankietek. Charakteryzowało się ono jednakże pewnymi różnicami. Wprawne oko będzie w stanie wypatrzeć chociażby większe kola napinające. Długie i niskie nadwozie podobnie jak w przypadku pierwowzoru charakteryzowało się brakiem pancernego stropu. “Pocieszeniem” dla załogi miał być brezentowy dach, który można było rozwinąć.

To oczywiście fatalne rozwiązanie, ale jeśli weźmiemy pod uwagę konstrukcje budowane już na początku lat 40-tych przez potęgi pancerne, mianowicie SU-76 i Panzerjager I, wyjdzie na to, że TKS-D aż tak kiepski nie był. Podwozie składało się podobnie jak w ciągniku C2P z dwóch par wózków po każdej stronie, w których zamontowane były małe koła nośne. Amortyzacja opierała się na resorach piórowych. Zębate koło napędowe znajdowało się z przodu, natomiast koło napinające z tyłu podwozia. Sercem pojazdu był silnik Fiat -122B. Była to gaźnikowa konstrukcja z 6 cylindrami, chłodzona płynem. Silnik osiągał moc 46 hp przy 2600 rpm. Zbiornik benzynowy był w stanie pomieścić 70 litrów paliwa.

czolgi-model-pojazdy-tksd

Jak widać na załączonej fotografii nie zrezygnowano z funkcji ciągnika artyleryjskiego. fot. J. Magnuski, Karaluchy Przeciw Pancerom, Czołgi w boju.

Novum było usytuowanie stanowiska kierowcy. Tym razem po prawej, a nie jak do tej pory lewej stronie kadłuba. Obok kierowcy było miejsce zarezerwowane dla celowniczego. Ładowniczy znajdował się za celowniczym. Miejsce ostatniego członka załogi, amunicyjnego, znajdowało się z tyłu pojazdu. Jak widać podobnie jak w TKD, załoga TKS-D składała się z czterech osob. W przeciwieństwie do konstruowanego wówczas czołgu lekkiego 4TP, działo samobieżne TKS-D miało nie posiadać radia. To w zasadzie pierwsza poważna wada tego pojazdu. Polscy sztabowcy w połowie lat 30-tych nie myśleli jeszcze jednak o zaawansowanej łączności pomiędzy poszczególnymi oddziałami, co miało zemścić się podczas kampanii wrześniowej.

Jedyne dwa egzemplarze nowego modelu gotowe były w kwietniu 1937 roku. Do budowy wykorzystano dwie tankietki, TKS o numerze seryjnym 8897 i TKS-B nr 1510. TKS-B miało już nieco inne podwozie, niż te znane z seryjnych “tekae-ów”. Obydwa ukończone egzemplarze różniły się nieznacznie między sobą wysokością ścian bocznych kadłuba oraz ich nachyleniem. Pancerz miał grubość 4-6 mm. W odróżnieniu od TKD, TKS-D wyposażony był w dwukołową przyczepę, w której mieściła się dodatkowa amunicja w postaci 80 nabojów. W samym pojeździe mieściło się 68 nabojów.

dzialo-samobiezne-tksd-model

Po lewej TKS-D, z prawej zwykły TKS. fot. www.derela.republika.pl

Jak już wspomniałem oba pojazdy zostały wybudowane w kwietniu 1937 roku. Testy odbywały się niemalże do końca 1938 roku. Wreszcie oba eksperymentalne pojazdy zostały przydzielone do dywizjonu rozpoznawczego 10 Brygady Kawalerii. Podobnie jak TKD, brały udział we wrześniowych manewrch, a zaraz potem w zajęciu czeskiego Zaolzia. Warto dodać, że TKS-D konkurował z PZInż 160 o miano działa samobieżnego dla Wojska Polskiego. Wygrał batalię głównie ceną. Ostatecznie nie doszło jednak do masowej produkcji żadnego z pojazdów.

Część źródeł utrzymuje że we wrześniu 1939 roku TKS-D walczyły u boku 10 Brygady Kawalerii z jednostkami Wehrmachtu. Pierwszy miał być zniszczony 5 września w okolicach Skrzydlnej, a drugi cztery dni później pod Albigową. Do zamknięcia opowieści o polskich przedwojennych działach samobieżnych pozostało mi jeszcze przybliżenie Wam sylwetki PZInż 160. To już niebawem. Wówczas pokuszę się również o pewne wnioski. Coś mi się bowiem wydaje, że Niemcy inspirowali się zdobytymi lub zniszczonymi konstrukcjami, podczas podejmowania decyzji o losie wysłużonych Pzkpfw I, które na poczatku roku 1940 zaczęto wycofywać z dywizji pancernych.

dane-techniczne-tks-d

 

___________________________________________________________________________________________________________________________________________
P. Chamberlain, Ch. Ellis, Tanks Of The World, 1915-1945, Cassel & Co
J. Magnuski, Karaluchy Przeciw Pancerom, Czołgi w boju, Pelta, Warszawa 1995
J. Magnuski, Czołg rozpoznawczy TK(TKS), Typy Broni i Uzbrojenia, Wydawnictwo MON, Warszawa 1975
http://derela.republika.pl/en/10tp.html

Modelstory 18 listopada 2014 DZIECIŃSTWO, GŁÓWNA, POLSKIE