“TeKi” NIE TAKIE ZNÓW TANKIETKI JAK JE OPISUJĄ

To jest dwusetny tekst jaki zamieszczam na blogu i jest on poświęcony polskiej konstrukcji, czołgu rozpoznawczym znanym szerzej jako TK. Polskim to trochę za dużo powiedziane, gdyż konstrukcja bazowała na brytyjskim dwumiejscowym czołgu Carden-Loyd Mk VI. Zmodernizowany przez polskich konstruktorów pojazd posiadał znacznie lepsze właściwości jezdne znacznie mniej wad. 

Zanim przedstawię Wam ulepszenia jakie wprowadzili do konstrukcji Polscy inżynierowie, chciałbym w dużym skrócie przybliżyć historię pojawienia się Carden-Loyd Mk VI nad Wisłą. Było to w czasie kiedy maszyny te zdobywały dużą popularność wśród europejskich armii. Jakiś czas temu na łamach bloga przedstawiłem Wam CV 29 czyli Carro Veloce, włoską odmianę brytyjskiej konstrukcji. Śmiała i rewolucyjna konstrukcja zdobyła uznanie również towarzyszy z kraju rad o czym będę pisać w tekście poświęconym T-27. Geneza pojazdu wywodzi się od koncepcji upancernienia i zmechanizowania całości wojsk, która pojawiła się na “wyspach” w latach 20-tych.

czolg-tankietka-carden-loyd-modyfikacja

Carden-Loyd Mk VI zmodernizowany przez por. S. Marczewskiego. Pojazd posiada dodany resor oraz górne koła podtrzymujące gąsienice. fot. www.derela.republika.pl

Dość szybko znalazła się firma, która na własną rękę zaczęła realizować projekt wybudowania jedno lub dwumiejscowego pojazdu gąsienicowego. Tak powstał Carden-Loyd Mk VI, którego pod swoje “skrzydła” wzięła firma Vickers, wykupując małą, ale dość kreatywną firmę Carden-Loyd. W Wielkiej Brytanii, pojazd służył jako transporter karabinu maszynowego bądź ciągnik armat przeciwpancernych i haubic. W innych armiach szykowano dla niego nieco inne zadania. Do takich krajów należała międzywojenna Polska, która w latach 20-tych posiadała siły pancerne złożone wyłącznie ze szybko starzejących się Renault FT. Pod koniec dekady rozpoczęto poszukiwania nowego pojazdu, który uzupełniałby samochody pancerne w roli pojazdów rozpoznawczych. Wybór padł na konstrukcję brytyjską i już wiosną 1929 roku Carden-Loyd Mk VI pojawił się nad Wisłą. 20.06.1929 r. na poligonie w Rembertowie odbył się pierwszy pokaz dwuosobowego czołgu. Testowano zarówno jazdę jak i strzelanie. Pierwsze testy nie wykazały poważnych wad, z tego też względu zamówiono większą liczbę modeli.

Ogółem zamówiono 10 egzemplarzy oraz wyposażenie dodatkowe, na które składało się 5 gąsienicowych przyczepek oraz części zapasowe. Wartość kontraktu wynosiła 400.000 złotych. Pojazdy przybyły do Polski w sierpniu. Miesiąc później utworzono dwa plutony, w każdym po pięć wozów. Pierwsze miesiące eksploatacji maszyny wykrystalizowały koncepcje przyszłego zastosowania tego typu wozów w Wojsku Polskim. Jednym z pomysłów było wykorzystanie pojazdów do motoryzacji kawalerii. Autorem tej koncepcji był gen. Daniel Konarzewski. Innym pomysłem było utworzenie doświadczalnych oddziałów pancerno-motorowych, w których skład wchodziłyby czołgi rozpoznawcze. Tę koncepcję wysunął Płk. T. Kossakowski. Ostatecznie stanęło na wykorzystaniu małych i lekkich czołgów jako pojazdów rozpoznawczych. Miały one wchodzić w skład wielkich jednostek kawalerii oraz piechoty.

lekki-czolg-szybkobiezny

Lekki czołg szybkobieżny wz. 1930, czyli TK-1. fot. Karaluchy Przeciw Pancerom, Czołgi w boju.

Niezależnie od powyższych rozterek, trwały próby które z biegiem przejechanych metrów wykazywały coraz więcej problemów. Opisy promocyjnych prospektów czołgu rozpoznawczego, nijak miały się do szarej rzeczywistości, która wykazała braki w zawieszeniu. Dawało się ono w znaki zwłaszcza załodze, która po rozpędzeniu maszyny do prędkości zaledwie kilku kilometrów, odczuwała każdą nierówność terenu. W ramach zakupionej licencji Polacy żądali od Anglików wprowadzania ulepszeń konstrukcyjnych, które po kilku miesiącach pojawiały się nad Wisłą w postaci dokumentacji uwzględniającej wprowadzane zmiany. Z uwagi że proces modernizacyjny trwał nieco przydługo, postanowiono wyeliminować ten problem. Powołano grupę roboczą, która pod kierunkiem por. Stanisława Marczewskiego zmodernizowała mechanizm gąsienicowy. Dodano koła podtrzymujące górną część gąsienicy. Wstawiono płaski resor, który zamontowano między kadłubem, a ramą nośną wózków, na których zamontowane były koła nośne. Wstawienie resora zniwelowało wstrząsy poprawiając komfort jazdy.

Chociaż poczynione modyfikacje poprawiły komfort jazdy nie zdecydowano się na rozpoczęcie masowej produkcji. Postanowiono prowadzić dalsze testy, których celem było wyłapanie jak największej ilości wad. Skoncentrowano się na wprowadzeniu kolejnych zmian. W ten oto sposób Carden-Loyd Mk VI zaczął z wolna, przypominać czołg rozpoznawczy TK. Co się natomiast stało z zakupionymi egzemplarzami? Czołgi rozpoznawcze przydzielono do Doświadczalnej Grupy Pancerno-Motorowej. W latach 1930-31 używane były podczas letnio-jesiennych manewrów. Jesienią 1931 roku działały w składzie 6 Samodzielnej Brygady Kawalerii. Ćwiczenia wykazały częste pękanie ogniw gąsienic, co dyskwalifikowało ten pojazd jako skuteczny środek walki na nowoczesnym polu bitwy. Część z nich rozmontowano. Wymontowane części pozwoliły w niedalekiej przyszłości remontować czołgi serii TK.

TK1-model-czolg-rozpoznawczy

Tak wyglądał pierwszy protoyp TK-1. fot. www.pl.wikipedia.org.

Wróćmy jednak do testów i modyfikacji. Próby poligonowe wykazały przydatność dwuosobowych pojazdów we współdziałaniu z kawalerią. Najnowocześniejsze nabytki polskich sił pancernych wypadały lepiej we współpracy z kawalerią niż półgąsienicowe samochody pancerne używane w Wojsku Polskim, czyli Citroen-Kegresse (wz.28), Ursus (wz.29). Szybko zapadła decyzja o opracowaniu na bazie zakupionych pojazdów, ulepszonej konstrukcji, którą można było produkować w dużych ilościach. Wówczas w Polsce nie istniał przemysł pancerny, trudy masowej produkcji spadłyby więc na przemysł samochodowy. W ciągu zbliżającego się 5-letniego programu rozbudowy broni pancernej (lata 1930-35) planowano wybudować 330 czołgów rozpoznawczych.

Modernizację pojazdu zlecono Biurze Konstrukcyjnemu Broni Pancernej Wojskowego Instytutu Badań Inżynierii w Warszawie. Biurem kierował kpt. Mieczysław Skalski. Projekt opracowany został przez mjr. Inż. Władysława Trzeciaka, rtm. Edwarda Karkoza oraz inż. Edwarda Habicha, który niebawem miał stać się główną postacią polskiej myśli broni pancernej. To pod jego wodzą w drugiej połowie lat 30-tych w polskich biurach konstrukcyjnych opracowywane będą pojazdy, które w założeniach nie ustępowały najnowocześniejszym konstrukcjom zachodnim. Wróćmy jednak do czołgu rozpoznawczego.

tk1-model-monument-modlin-nowy

Modlin, postument a na nim TK-1. Czołg przetrwał w tym niezwykłym miejscu walki toczone w pamiętnym wrześniu 39-go roku. Zniknął z postumentu wraz z kapitulacją twierdzy. fot. zabarbakan.blogspot.com.

W marcu 1930 roku do pracy nad polskim czołgiem rozpoznawczym włączyły się Państwowe Zakłady Inżynierii (PZInż). To właśnie tam wybudowano, dwa próbne egzemplarze, nazwane “lekki czołg szybkobieżny wz. 1930”. Jako surowiec posłużyła blacha kotłowa. Oba prototypy były identyczne. Różniły się usytuowaniem układu napędowego, silnika, wlotami powietrza, układu chłodzenia, mechanizmem gąsienicowym. W jednym z pojazdów wstawiono silniki Forda z modelu T. W drugim silnika Forda A o mocy sięgającej 40 hp. Dwa różniące się szczegółami egzemplarze miano poddać testom, które miały wyłonić ten lepszy. Prototypy otrzymały oznaczenie TK-1 oraz TK-2.

Angielski protoplasta nie posiadał kilku rozwiązań, które zastosowano w wozach próbnych TK. “Teki” posiadały rozrusznik elektryczny, lepszy układ chłodzenia, przekładnie boczne, które należało dodać do wozu z mocniejszym silnikiem Ford A. Przekonstruowane i wzmocnione stalą manganową gąsienice miały lepszą wytrzymałość i drastycznie zmniejszyły liczbę pękających ogniw. Obydwa “teki” nie posiadały górnego pancerza, a jedynie pokrywy zakładane w “razie potrzeby”. Już w maju 1930 roku, oba pojazdy były gotowe, przy czym w drugiej połowie miesiąca, “teki” przekazano wojsku, gdzie prowadzono dalsze liczne testy. Odpowiedzialna za nie była Komisja Doświadczeń przy Szkole Czołgów i Samochodów w Warszawie. Po kilku miesiącach intensywnych testów, wyniki w postaci zaleceń przekazano Biurze Konstrukcyjnemu Broni Pancernej, gdzie wprowadzano kolejne modyfikacje. Prototypy odesłano do warsztatów, w których wprowadzano zmiany.

tk1-tk2-model-czolg-nowy

U góry TK-1 poniżej TK-2. Oba pojazdy można łatwo rozpoznać po innym umiejscowieniu kół napędowych. rys. www.moderndrawings.jexiste.be

Tak powstał pojazd oznaczony jako “czołg wz.”31”. Niedługo potem zamówiono trzeci egzemplarz prototypowego pojazdu, który został oznaczony TK-3. Różnił się od poprzedników tym, że koła napędowe miał umieszczone z przodu. Pierwotnie zamianę miejsca układu napędowego planowano przeprowadzić w jednym z dwóch istniejących już prototypów, ale taka przebudowa okazała się nieopłacalna. Taniej było wyprodukować nowy pojazd. Wszystkie, także zmodernizowane prototypy otrzymały całkowite opancerzone i zamknięte przedziały bojowe, co wyeliminowało konieczność oceny sytuacji bojowej pod kątem “w razie potrzeby”. Pojazdy gotowe były w marcu 1931 roku. Zostały włączone w skład Doświadczalnej Grupy Pancerno-Motorowej, a dwa z trzech wozów, wzięły udział w rajdzie doświadczalnym na trasie Augustów Ossowiec-Grodno. Pojazdy bez większych przeszkód pokonały wówczas dystans 500 km. Zaraz po rajdzie, przekazano je  plutonom Carden-Loydów odbywających wówczas ćwiczenia. TK-1 spoczął na postumencie przy jednym z gmachów Centrum Wyszkolenia Broni Pancernych w Modlinie. Przetrwał tam aż do kapitulacji twierdzy 29.09.1939 roku.

Skonstruowanie “teków” było ważnym elementem budowy polskiego przemysłu pancernego. Udane modyfikacje brytyjskiej konstrukcji, ujawniły talent polskich konstruktorów w dziedzinie budowy gąsienicowych pojazdów pancernych. Zastosowanie paru modyfikacji (dodatkowy resor, manganowe ogniwa) pozwoliły zwiększyć żywotność gąsienic oraz poprawić komfort jazdy załogi. Podczas prac konstrukcyjnych zaczęła wybijać się postać Edwarda Habicha, który w najbliższych latach miał udzielać się przy wielu polskich pancernych projektach. Brak koncepcji prowadzenia wojny pancernej zakrojonej na szeroką skalę oraz trudności przemysłowe, zaprzepaściły budowę w Polsce siły pancernej, która mogłaby stawić czoła agresorom w najbliższych latach. Udane eksperymenty przy modernizacji Carden-Loydów pokazały, że Polska tej dziedzinie mogłaby osiągnąć wiele sukcesów.

dane-techniczne-tk1

Jeszcze na sam koniec słowo od niejakiego Condora, który wyjaśnił mi skąd wzięło się określenie tankietka.

Przed wojną, nasza armia używała nazwy: „czołg rozpoznawczy”. Termin „tankietka” pojawił się dopiero około 45 r., a więc po wejściu sowietów. Czyli słowo „tankietka” pochodzi z terminologii rosyjskiej. Prześledźmy jeszcze nazwy tego typu pojazdów na zachodzie. Kiedy w latach 20. War Office zamówiło w firmie Morris kilka sztuk ekstrawaganckich jak na tamten czas pojazdów; nazwano je „tankette”. Ale tego słowa nie tłumaczymy jako „tankietka”, jest to zdrobnienie od słowa czołg (tank), ale brzmiące w stylu: mały czołg / „czołguś”. Dodam ciekawostkę, że ta nazwa miała czysto teoretyczne zadanie marketingowe. Bo jak już pisałem kariera tych wozów dopiero się zaczynała. Francja potęga pancerna również musiała posiadać takie wytwory. Oni przetłumaczyli to słowo na swój język ojczysty, a więc brzmiało to tak: „chenillette” – co w wolnym tłumaczeniu możemy określić jako „czołgiczek”. A nasi południowi sąsiedzi z racji posiadania wyjątkowego języka z lekką dozą humoru zachowali te szkraby „tancikami” – co zauważamy, nie tworzyli nowego słowa, a jedynie angielsko-języcznie brzmiący. Do czego zmierzam i po co te przykłady. Chcę pokazać, że nasze organy, nie podążały drogą ówczesnych „sąsiadów” II RP. Gdzie wszystkie wymienione przeze mnie państwa, w taki czy inny sposób, próbowały nawiązać do nazwy brytyjskiej. My tego typu pojazdy określaliśmy mianem „czołgów rozpoznawczych”, czyli celu w jakim były użytkowane

To tyle jeśli chodzi o “Teki”, których tankietkami od dziś będę bardziej świadomie nazywał. Zachęcam Was do pisania swoich przemyśleń, czy też ciekawostek na temat czołgów. Condor przesłał mi te ciekawe informacje przed kilkoma miesiącami i dość łatwo było o zapomnienie ale pamiętałem o tym aby użyć ich właśnie dziś.

___________________________________________________________________________________________________________________________________________
P. Chamberlain, Ch. Ellis, Tanks Of The World, 1915-1945, Cassel & Co
J. Magnuski, Karaluchy Przeciw Pancerom, Czołgi w boju, Pelta, Warszawa 1995
J. Magnuski, Czołg rozpoznawczy TK(TKS), Typy Broni i Uzbrojenia, Wydawnictwo MON, Warszawa 1975
www.moderndrawings.jexiste.be

Modelstory 15 kwietnia 2014 DZIECIŃSTWO, GŁÓWNA, POLSKIE