TANKFEST ZGROMADZIŁ WIELE WSPANIAŁYCH MASZYN

W kolebce broni pancernej, angielskim Bowington, w ostatni weekend można było odbyć podróż w czasie i przyjrzeć się najważniejszym konstrukcjom pancernym ubiegłego wieku. Fani brytyjskich, niemieckich, radzieckich oraz amerykańskich wozów bojowych mieli swoje eldorado.

Anglicy znani są ze swojej przewidywalności, więc większych zmian w programie Tankfest nie było. Pokazy rozpoczęły się od niemieckiego Leoparda, później wszystko szło jak w zegarku, a więc czołgi pamiętające czasy I wojny światowej, Mark IV Tank i A7V. Później dla odmiany sprzęt, którym posługują się Brytyjczycy w Afganistanie. Znalazł się też czas dla konstrukcji z okresu II wojny światowej. W drugiej części show można było obserwować starcie sił NATO z wojskami Układu Warszawskiego. Słowa nie mogą oddać tego co tam się działo. Wrzucam więc do galerii zdjęcia autorstwa Davida Goulty, Duarte’a Teixeira oraz Mathhew Williamsona. Zapraszam…

Jeszcze jedno. Tak sobie myślałem wrzucając te zdjęcia, że w zasadzie to trzeba mieć szczęście do wszystkiego, nawet do kolekcji sprzętu pancernego. Brytyjczycy mają jedną z największych na świecie, ale solidnie na to zapracowali. Oni jako pierwsi wprowadzili czołg do walki i szybko rozwijali pierwsze, często jeszcze prymitywne konstrukcje w dość szybkim tempie. Śledząc mój blog zdążyliście się już zapewne zorientować, że lata 1916-1918 należą bezsprzecznie do wyspiarzy jeśli chodzi o ilość stworzonych, bądź projektowanych konstrukcji. To, że mają jedynego do tej pory jeżdżącego Tygrysa to niesamowite szczęście. Jak bowiem inaczej tłumaczyć ten fenomen?

Po egzemplarz numer boczny 131 musieli wybrać się z “ekspedycją” na inny kontynent. W Tunezji “upolowali” niemalże w pełni sprawny pojazd. Dzięki ciężkiej pracy fascynatów, goście muzeum czołgów w Bowington mogą dziś cieszyć swoje oczy tym pięknym okazem. Zaraz tylko po co to wszystko piszę? Już wyjaśniam co mnie gryzie. Pomyślcie ile Tygrysów przetoczyło się przez wyspy brytyjskie w latach II wojny światowej, a ile pomiędzy przez teren leżący pomiędzy Odrą, a Bugiem? Kapujecie już 😉 Już nie chodzi mi o to, że nie ma w Polsce ani jednego jeżdżącego egzemplarza, ale nie ma nawet kadłuba z gąsienicami, wieżą i armatą. Ci co interesują się historią broni pancernej dobrze wiedzą co stało się z Tygrysami porzuconymi przez Panzerwaffe na polskiej ziemi. Pozostaje mieć nadzieję, że gdzieś tam czai się jeden, a może dwa egzemplarze, które czekają na szczęśliwca chcącego uszczęśliwić miłośników broni pancernej w naszym pięknym kraju.

 

Modelstory 1 lipca 2013 GŁÓWNA, NIUSY, WYDARZENIA