T-46-5, CZOŁG, KTÓRY PRZEGRAŁ RYWALIZACJĘ Z T-34?

Logika kraju, którego stolicą jest Moskwa, od wielu lat mnie zastanawia. Przykład? Jakiś czas temu pisałem o dziale samobieżnym SU-7, a dobrze wiemy, że SU-7 to symbol także powojennego samolotu. Pół biedy jeśli mowa o dwóch różnych środkach bojowych o tej samej nazwie pochodzących z różnych lat. Jak jednak rozróżnić dwa czołgi, które mają to samo oznaczenie?

Żeby było jeszcze ciekawiej trzeba nadmienić, że oba pojazdy powstały w tym samym okresie i zostały skonstruowane przez tego samego człowieka! O czym dzisiejsza opowieść? Już wyjaśniam. W zeszłym tygodniu pisałem o czołgu T-46. Dziś będę też pisać o czołgu T-46, ale zupełnie innym modelu. Śledząc historię czołgów trzeba mieć na uwadze to, że w ZSRR powstały dwa modele o tej samej nazwie. No może nie do końca tej samej gdyż pełna nazwa dzisiejszego modelu to T-46-5, ale kto będzie zwracać uwagę na tę „piątkę”.

T-46-5-czolg-model

Karabin umieszczony z tyłu wieży pojawił się u Sowietów w drugiej połowie lat 30-tych. Rozwiązanie to z powodzeniem wykorzystano później w IS-2. rys. www.ftr.wot-news.com

T-46-5 był eksperymentalnym czołgiem lekkim, który został zaprojektowany w Leningradzkich zakładach nr 185 w 1936 roku. Jak już pisałem model ten został zaprojektowany przez inżyniera, który projektował omawiany w zeszłym tygodniu T-46, Siemiona Aleksandrowiczowa Ginzburga. Trzeba mieć na uwadze, że inżynier odpowiadał również za takie konstrukcje jak T-50 i SU-76 SPG. Historia nowej „czterdziestki szóstki” zaczęła się niewinnie. W jednym z listów, Ginzburg naszkicował główne założenia nowego, uniwersalnego czołgu lekkiego. Waga 14-18 ton, uzbrojenie, armata kalibru 45 mm oraz 2 do 3 karabinów maszynowych. Prędkość, 45 km/h, zasięg operacyjny 250-300 km. Miała to być odpowiedź na dotychczasowe sowieckie konstrukcje, które w połowie lat 30-tych nie spełniały już wymogów nowoczesnego pola walki.

Według Ginzburga, BT oraz T-26, a także pierwszy model T-46 miały zbyt słaby pancerz. Słabość cienkiego pancerza potęgowało jego ułożenie. W większości wymienionych konstrukcji płyty montowane były przy małym bądź żadnym kącie. Taka była moda lat 20-tych i 30-tych. W połowie lat 30-tych we Francji pojawił się czołg FCM 36, który cechował się głównie pochyłym pancerzem. Nie wiem do końca czy to właśnie ten model zainspirował Ginzburga do eksperymentów z pochyłym pancerzem. Wstępnie planowano zainstalować płyty grubości do 30 mm. Łączenia miały być spawane, ale z tą techniką Sowieci mieli jeszcze spore problemy, dlatego zdecydowano się na sprawdzone rozwiązanie czyli nity.

Prędkość 45 km/h miał zapewnić silnik wysokoprężny MT-5 o mocy 320 hp. Główne uzbrojenie w postaci armaty kalibru 45 mm montowano w stożkowej wieży. Dwa do trzech karabinów maszynowych DT miały stanowić uzbrojenie dodatkowe. Model pozostał w sferze planów, nie wyprodukowano nawet prototypu, ale w 1936 roku wyprodukowano kadłub eksperymentalnego T-46-3. Już pierwsze testy wykazały słabość zainstalowanego pancerza. Z tego też względu powstały plany budowy kolejnego kadłuba, który miał być wyposażony w pancerz grubości 40 do 45 mm. To już zupełnie inna jakość, niż standardowe pancerze stosowane w latach 30-tych. Pochyły pancerz grubości 45 mm stosowano przecież z powodzeniem w T-34.

Obiekt 111 lub też T-111 to nic innego jak T-46-5, różnił się w kilku istotnych kwestiach od T-46. Już na pierwszy rzut oka widać pewne różnice. Podstawowy T-46 był „kwadratowy” i przypominał raczej T-26. T-46-5 miał więcej pochyłych pancerzy. Konstrukcja była krokiem w kierunku czołgów z ukośnym pancerzem. Rozwiązanie to okazało się „strzałem w dziesiątkę” gdyż w latach II wojny światowej to właśnie pojazdy z tak ułożonym pancerzem miały odgrywać pierwsze skrzypce na polach bitewnych. Z planów tych nie za wiele jednak wyszło. Jeśli przyjrzeć się bliżej jednemu z nielicznych zdjęć to łatwo w T-46-5 rozpoznać bardziej zalążki KW-1, niż T-34/76.

model-t-46-5-czolg

Ten “lekki” czołg posiadał pancerz grubości 60 mm oraz wagę 38 ton. W Europie końca lat 30-tych, żaden czołg lekki nie mógł mierzyć się z sowieckim prototypem T-46-5. fot. www.arrows.newmail.ru

Zawieszenie T-46-5 przypominało rozwiązanie stosowane w T-26. Główna jego część to wózki, w których montowane były małe koła nośna. T-46, który opisywałem w zeszłym tygodniu miał efektywniejsze zawieszenie typu Christie, czyli duże koła nośne bez wózków jezdnych. Dlaczego powrót do tego typu zawieszenia. To rozwiązanie jest dla mnie niezrozumiałe tym bardziej, że podwozie typu Christie świetnie radziło sobie w czołgach z rodziny BT. Jeśli przyjrzymy się także trendom w Europie, łatwiej sobie uzmysłowimy, że zawieszenie oparte o wózki to już przeszłość. Zarówno w Anglii, a także w Polsce konstruktorzy myśleli w drugiej połowie o dużych kołach nośnych. Wystarczy zerknąć na projektu 10TP, czy też 14TP.

Przez kilka lat drugiej połowy lat 30-tych nie za wiele działo się przy projekcie T-46-5. Dopiero zimą 1938 roku wznowiono prace nad tym projektem z tą różnicą, że zamiast pancerza grubości 45 mm, planowano wykorzystać płyty grubości 60 mm! Prototyp T-111 powstał w kwietniu 1938 roku. Ostatecznie z przodu umieszczono walcowane blachy pancerne o grubości 60 mm. Znacznie cieńsze (20 mm) tworzyły strop oraz podłogę. Miejsce kierowcy zlokalizowane było z lewej strony kadłuba. Dowódca znajdował się za kierowcą. Model napędzany był silnikiem dieslowskim o mocy 300 hp, MT-5. Jeden z karabinów zamontowany był w tylnej części wieży. Ten patent Sowieci będą wykorzystywać podczas II wojny światowej, chociażby w czołgach IS-2.

Wiosną i latem 1938 roku obiekt 111 testowano na poligonach, jednakże nie zrobił on wrażenia na komisji oceniającej nowy pojazd. Co prawda dobry pancerz wytrzymywał ostrzał z dział kalibru 37 i 45 mm, podobno nawet 76,2 mm, jednakże sama siła ognia prototypu nie była zbyt dobra. Sceptycyzm nie zdołały zniwelować dobre wyniki jazdy zarówno na drodze jak i w terenie. Pojazd był szybszy niż T-26 mod 1939, ale nie mógł się równać z czołgami szybkimi.

Co w takim razie z tym uzbrojeniem? Planowano zastosować mocniejszą armatę, mianowicie PS-3 kalibru 76,2 mm, jednakże konstruktor tej armaty został aresztowany. Taki mały pstryczek dla przemysłu zbrojeniowego ze strony Stalina. Skoro konstruktor broni został aresztowany, zaczęto myśleć o armacie L-10 kalibru 76,2 mm, jednakże ten model był zbyt wielki jak na wieżę, którą zamontowano w prototypie. Nie był to jedyny kłopot. Okazało się, że układ napędowy trapiły liczne trudności. Nic dziwnego, gdyż był on przystosowany do maszyny o masie co najwyżej 18 ton, a prototyp ważył już około 32 tony!

dane-techniczne-t-46-5_01

Próbowano zaradzić temu poprzez montaż mocniejszej jednostki napędowej. Główne skrzypce miał grać teraz DTM-8 o mocy 400 HP, ale na opisywanym etapie prac, nie był on jeszcze wybudowany. Pomimo tych kłopotów w 1939 roku, kontynuowano prace nad prototypem. Ostateczna ocena skazała projekt na niebyt. Konstrukcji zarzucano, że uzbrojenie jest niewystarczające i w 1939 roku wstrzymano wszelkie prace. W tym właśnie czasie kształtów nabierał A-20 protoplasta, najsłynniejszego czołgu okresu II WŚ, T-34. Prototyp T-46-5 wysłano do Kubinki. W 1941 roku, ślad o nim zaginął. Czyżby T-46-5 miał być konstrukcją która przegrała rywalizację z T-34? To mogłoby tłumaczyć dlaczego tak mało wiemy o tym prototypie.

___________________________________________________________________________________________________________________________________________
www.ftr.wot-news.com
www.aviarmor.net

Modelstory 5 sierpnia 2014 DZIECIŃSTWO, GŁÓWNA, ROSYJSKIE/ZSRR