ST. CHAMOND – SŁOŃ NA NOGACH GAZELI

Nieproporcjonalny w stosunku do podwozia kadłub, wystająca z przedniego pancerza armata kalibru 75 mm i napęd hybrydowy to cechy charakterystyczne czołgu St. Chamond. Model ten był drugim seryjnie budowanym we Francji pojazdem tego typu.

Nazwa nowego czołgu pochodziła od miejscowości, w której był produkowany. St. Chamond zaczął być projektowany po tym jak wojskowa administracja dowiedziała się o rozwijaniu projektu cywilnego. W kręgach wojskowych nie do pomyślenia było, aby żołnierze walczyli bronią, która została zaprojektowana przez cywili. Wojskowi koniecznie chcieli mieć własny pojazd szturmowy. Uciekali się nawet do blokowania projektu cywilnego, ale ostatecznie ich model wszedł do produkcji, jako drugi.

Zadaniem stworzenia czołgu został obarczony podporucznik Fouche. Dostał on do dyspozycji dwa ciągniki Holt’a. W przeciwieństwie do Schneider’a CA, nowy pojazd miał przekraczać szersze okopy. Dostawienie trzeciego wózka do gąsienicy, wydłużyło trakcję oraz zwiększyło możliwości pokonywania transzei. Ta decyzja wynikała ze zmian, jakie Niemcy wprowadzili w konstrukcji okopów po pierwszych starciach z brytyjskimi maszynami. Poszerzali je w nadziei że pojazdy aliantów nie będą w stanie ich pokonać.

DZIWACZNY KADŁUB

Wady i zalety czołgu Schneider CA były już znane, więc armia pokładała w nowym projekcie spore nadzieje, licząc, że uda się w pojeździe St. Chamond wyeliminować wcześniejsze błędy. Niestety na etapie konstruowania nie ustrzeżono się innych. Zlecenie na realizację nowego pojazdu otrzymał pułkownik inżynier Emilie Rimailho. Miał on już na koncie kilka konstrukcji. Były to haubica 155 mm wz. 1904 i szybkostrzelne działo polowe kalibru 75 mm. Te drugie miało być wstawione do nowego modelu, a jego gabaryty znacznie wydłużyły przód pojazdu. Około 3,3 m kadłuba wystawać miało poza gąsienicę. Przód pojazdu był wysunięty na około 2 m, Tył również wydłużono. W ten sposób otrzymano dziwną konstrukcję. Była ona przyczyną większości problemów z poruszaniem się w terenie.

czolg-st.chamond-linia-montazowa

Linia montażowa czołgów St.Chamond. Wydaje się, że wnętrze jest przestronne, jednak po zamontowaniu silnika i uzbrojenia pozostawało mało przestrzeni dla 9 czołgistów. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond

W teorii St. Chamond mógł przekroczyć rów o szerokości 2.44m. W praktyce, ze względu na nawis pancerza z przodu i z tyłu, tylko 1,8m. Był w stanie pokonać pionową przeszkodę o wysokości 0,38 m i stok o nachyleniu 57%. Małe nisko umieszczone koło napinające powodowało, że manewrowość pojazdu na nierównym terenie była niska i czołg podatny był na zarycie już przy niewielkich wybrzuszeniach terenu.

Próbowano temu przeciwdziałać. W dolnej części przedniego pancerza zamontowano dwie drewniane rolki w kształcie beczek. Miały one zwiększyć mobilność czołgu podczas pokonywania przeszkód. O ile na suchym terenie to rozwiązanie było dobre, na grząskim w ogóle nie sprawdzało się. Podobne rolki zamontowano z tyłu kadłuba, z podobnym zresztą skutkiem. Dlaczego w takim razie zdecydowano się montować armatę wpływającą tak negatywnie na konstrukcję? Z prostej i przyziemnej przyczyny. Inżynier nie był zadowolony z dotychczasowej sprzedaży armaty własnej konstrukcji. Rekomendując ją do czołgu miał pewność, że armia zamawiając nowe egzemplarze będzie musiała kupować także jego działa.

czolg-st.chamond-proby-prototypu

Widoczny na zdjęciu prototyp posiadał pancerz chroniący zawieszenie. Rozwiązanie to było niepraktyczne ponieważ utrudniało dostęp załodze do gąsienic. System jezdny trzeba było często czyścić z błota. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Na jesieni 1916 roku zademonstrowano prototyp, który potwierdzał obawy odnośnie zakopywania. Długość 7,91 m (z działem 8,93 m), szerokość 2,67 m, wysokość 2,35 m – tak w dużym skrócie prezentował się St. Chamond. Masa czołgu wynosiła 19,9 tony. W warunkach bojowych i po zamontowaniu dodatkowego pancerza wzrastała do 24 ton. Płyty podobnie jak w Schneider CA były nitowane do kratownicy. Pancerz podstawowy grubości 11 mm na przedzie, 8,5 mm na bokach i 5 mm na dachu był zbyt cienki. Dodano dodatkowe płyty grubości 8 mm do przedniego pancerza. Kadłub w kształcie płaskiego prostopadłościanu opierał się na niezależnym zawieszeniu.

KONSTRUKCJA

Podwozie składało się z trzech wózków z ośmioma rolkami bieżnymi, koła napinającego i koła napędzającego. Wózki były amortyzowane przez pionowe, spiralne sprężyny. W górnej części mechanizmu gąsienicowego biegła żelazna szyna, a na niej pięć rolek. Jedynie prototyp miał pancerną osłonę zawieszenia. Zrezygnowano z tego rozwiązania, ponieważ płyty pancerne ograniczały dostęp do układu bieżnego. Konstrukcja zawieszenia była wadliwa. W błotnistym terenie gąsienice szybko się blokowały. Jedynym ratunkiem było czyszczenie zawieszenia, a wspomniana pancerna osłona na to nie pozwalała.

czolg-st.chamond-skladanie-podwozie

Dodanie dodatkowego wózka rolek wydłużyło gąsienice. Zabieg ten miał ułatwić pokonywanie szerszych okopów. Zbyt długi w stosunku do zawieszenia kadłub znacznie utrudniał mobilność w terenie. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Prototypowe modele St. Chamond miały gąsienice o szerokości 326 mm, lecz po próbach poligonowych i doświadczeniach na polu bitwy powiększono szerokość do 412 mm, by ostatecznie zakończyć na 500 mm. Po wprowadzeniu szerszych gąsienic nie zmodyfikowano mechanizmu gąsienicowego, co wymusiło niesymetryczne ustawienie gąsienicy względem podwozia. Dach pojazdu był zupełnie płaski. Dzięki temu rozwiązaniu, Niemcy mogli wrzucać granaty, licząc na wyrządzenie pewnych szkód. Dopiero w późniejszych egzemplarzach zlikwidowano tę wadę poprzez zamontowanie ukośnie położonych płyt pancernych.

St. Chamond miał kilka drzwi i włazów umożliwiających wchodzenie, jak i opuszczanie pojazdu. Zlokalizowane one były w dolnej części tylnej ściany i w prawej przedniej części bocznego pancerza. Każda z dwóch wieżyczek obserwacyjnych miała po jednej klapie w kształcie elipsy. Wieżyczki przypominały walce, w których wycięto szczeliny umożliwiające dowódcy, kierowcy i tylnemu kierowcy obserwację terenu wokół czołgu.

Nowy model był pierwszym czołgiem posiadającym mechaniczny układ wentylacyjny. Duży wentylator pobierał powietrze przez otwór w dachu i tłoczył je przez chłodnicę silnika do wewnątrz. Było ono gorące, co pogarszało i tak złe warunki załogi. W przedziale bojowym, co było wówczas normą, panował hałas i wysoka temperatura bagatela około 40 °C!

NAPĘD HYBRYDOWY

Innowacyjny układ napędowy składał się z dwóch rodzajów silników, spalinowego i elektrycznego. Czterocylindrowy, rzędowy, gaźnikowy, silnik spalinowy Panhard napędzał dynamo, które dostarczało prąd do dwóch silników elektrycznych. Te napędzały osobno każdą z gąsienic. Napęd hybrydowy pozwalał zrezygnować ze standardowej skrzyni biegów. Panhard był zmodyfikowanym silnikiem używanym przed wojną do napędzania autobusów. Uruchamiało się go za pomocą korby. Po modyfikacjach osiągał moc 90 hp. Benzyna, 250 litrów, znajdowała się w trzech zbiornikach zlokalizowanych po bokach pojazdu. Silnik spalinowy mógł pracować od 6 do 8 godzin. Zasięg drogowy czołgu to 59 km. Osiągał prędkość 8 km/h.

czolg-st.chamond-montaz-silnik

Oryginalny napęd hybrydowy eliminował tradycyjną skrzynię biegów, dzięki temu czołgiem mógł kierować tylko jeden czołgista. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Każdy z silników elektrycznych posiadał jedną trójstopniową (stop, przód, tył) przekładnię elektryczną. Dzięki temu rozwiązaniu, kierowca w łatwy sposób mógł zakręcać, a nawet skręcać w miejscu, co było nieosiągalne dla ówczesnych czołgów. Do dyspozycji kierowcy oddano pedał gazu do silnika benzynowego, hamulec i dźwignię ręcznego gazu. Oddzielna przekładnia elektryczna z pięcioma pozycjami pozwalała na stopniowe zmniejszanie i zwiększanie szybkości marszu.

System napędowy był niewątpliwie zaletą. Jeden żołnierz był w stanie kierować modelem, podczas gdy w brytyjskich pojazdach Mark I Tank potrzeba na to było aż czterech członków załogi. Umożliwiał płynne przyspieszenie i hamowanie. Niemniej, rozwiązanie spowodowało zwiększenie masy czołgu i skomplikowało jego konstrukcję, co podniosło koszt produkcji i zwiększyło liczbę defektów, a co za tym idzie przeciągało czas napraw w warsztatach.

Z CZYM NA NIEMCA?

Uzbrojenie składało się z działa polowego 75 mm oraz czterech karabinów maszynowych Hotchkiss kalibru 8mm. Działo konstrukcji inżyniera Rimaillo, zamontowano w pierwszych 165 egzemplarzach. Pozostałe modele zostały wyposażone w działo 75 mm wz. 1897, po tym, jak administracja wojskowa zorientowała się w niezbyt uczciwym zagraniu inżyniera. Armata nie miała jarzma, a jedynie otwór, przez który wystawała długa lufa. Całość zamontowana była klamrami do podłogi czołgu, przez co kąt ostrzału w poziomie był bardzo ograniczony – wynosił tylko 10° w każdym kierunku. Kąt podniesienia od poziomu wynosił 20°.

czolg-st.chamond-wnetrze-armata

W pierwszych modelach zastosowano działa skonstruowane przez głównego konstruktora czołgu. Gabaryty działa polowego wydłużyły kadłub czołgu, nadając mu mało praktyczne kształty. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Drugie typ działa posiadał zamek śrubowy i było produkowane przez firmę Schneider. Strzelało 6-10 strzałów na minutę. Można było ładować trzy rodzaje pocisków, granat odłamkowy, szrapnel i pocisk przeciwpancerny. Przy okazji: używając dzisiejszej klasyfikacji, St. Chamond to działo samobieżne. Nieruchoma, umieszczona w osi kadłuba armata to podstawowa cecha tych pojazdów. Nie licząc pewnych wyjątków, jak chociażby szwedzka konstrukcja z lat 60-tych Stridsvagn 103, który klasyfikowany jest jako czołg.

W dwóch szafach opartych o boczny pancerz i uchwytach zawieszonych za plecami działonowego mieściło się 106 pocisków kalibru 75 mm. Zapas amunicji do karabinów wynosił 7488 sztuk w 78 stalowych taśmach. Karabiny maszynowe były umieszczone w cylindrycznych jarzmach, po jednym na każdej ścianie czołgu. Przedni znajdował się po prawej stronie pojazdu i był obsługiwany przez ładowniczego działa.

Załogę tworzyło dziewięć osób. Oficer-dowódca, czasem podoficer, kierowca-mechanik, celowniczy, ładowniczy oraz czterej strzelcy. Na tyle pojazdu po prawej stronie znajdowało się drugie stanowisko dla kierowcy. Ciekawostką jest fakt, że czołg ST. Chamond mógł jechać do tyłu z taką samą łatwością jak do przodu. Zawdzięczał to zastosowaniu napędu spalinowo – elektrycznego. Po lewej stronie z tyłu znajdowało się stanowisko strzelca karabinu maszynowego. Dwa pozostałe były ulokowane na bokach pojazdu.

ZALETY I JEDNA KONKRETNA WADA

ST Chamond był pojazdem nowocześniejszym od Schneider CA. Podczas konstruowania nowego modelu wady udało przekuć się w zalety. Były to:

• kierowanie w terenie
• silne uzbrojenie
• przestronne wnętrze
• widoczność i warunki obserwacji terenu

Czołg miał jednak jedną zasadniczą wadę, która utrudniała prowadzenie działań bojowych. Żołnierze tak wypowiadali się na ten temat:

czolg-st.chamondt-zaloga

Dziewięciu żołnierzy stanowiło załogę czołgu. Rekrutowali się oni głównie z oddziałów kawalerii. Broni, która nie mogła wykazać się podczas wielkiej wojny. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Ogromny St. Chamond, potężny niszczyciel na zbyt krótkich gąsienicach, który miał wielkie możliwości, oprócz jednej – przynajmniej w tym czasie – nie można było nim jeździć.

Pierwszy model wyjechał z fabryki 7 września 1916 roku. Kolejne siedem sztuk, jeszcze bez uzbrojenia trafiło do obozu szkoleniowego dopiero 27 kwietnia 1917. Do końca listopada 1917 roku udało się wyprodukować 400 zamówionych pojazdów. Ostatnie maszyny armia odebrała dopiero w marcu 1918 roku.

W toku działań bojowych model przeszedł szereg modyfikacji, mających na celu:

• poprawienie jego zdolności poruszania się w terenie
• usuwania gazów spalinowych z wnętrza
• zwiększenie odporności na ogień przeciwnika

Z przodu dachu zamontowano trzecią wieżyczkę, która miała ułatwiać usuwanie gazów prochowych po wystrzale z działa. Dwie przednie wieżyczki usunięto, ponieważ były łatwo odstrzeliwane przez broń maszynową. Dowódca i kierowca patrzyli teraz tylko przez szczeliny w kadłubie, co znacznie ograniczyło obserwację terenu. Dokonano, zatem następnej modyfikacji, polegającej na ustawieniu płaskiej, kwadratowej wieżyczki obserwacyjnej, która miała odchylaną do przodu przednią ścianę. Wieżyczka znajdowała się po lewej stronie pojazdu nad stanowiskiem kierowcy. Dodano także reflektor, który umieszczono na prawo od wieżyczki

czolg-st.chamond-pokaz-wojskowi-cywile

St. Chamond cieszył się dużym zainteresowaniem zwłaszcza u płci pięknej. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Pod koniec wojny 54 pojazdy przebudowano na maszyny zaopatrzeniowe. Usunięto działa i karabiny, a w powstałe dziury włożono płytę pancerną. Nieuzbrojone pojazdy służyły m.in. do holowania uszkodzonych mniejszych czołgów Schneider CA. Niewielką liczbę czołgów dostarczono do Włoch i Rosji. Otrzymali je także Amerykanie. Włosi i Amerykanie używali tych czołgów do szkolenia kierowców.

W BOJU

Czołgi St. Chamond uniknął tak porażającej klęski, jakiej doświadczył wcześniejszy model Schneider CA. Francuzi wyciągnęli wnioski. Nowe akcje były planowane z uwzględnieniem kilku czynników, które były niezbędne do powodzenia akcji:

• odpowiedni teren
• współdziałanie z innymi rodzajami broni (szczególnie piechotą)

Debiut St. Chamond miał miejsce pod Moulin de Laffaux, dnia 5 maja 1917 roku. W akcji brały udział zarówno St. Chamondt jak i Schneidery CA. Komentarz jednego z Niemców mówi sam za siebie:

Po raz pierwszy czołgi pokazały swoją pełną wartość, nie ponosząc większych strat, ich osiągnięcia były decydujące. Na skutek ich działalności straciliśmy wiele dział i karabinów maszynowych.

czolg-st.chamond-natarcie

Czołg dysponował dużą siłą ognia, ale mobilność z uwagi na nieproporcjonalnie duży do zawieszenia kadłub, pozostawiała wiele do życzenia. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Atak był udany, jednak piechota nie podążyła za czołgami. Nie pozwoliło to utrzymać zdobyczy terytorialnych, ponieważ osamotnione czołgi nie mogły utrzymać terenu. To zadanie należało właśnie do piechoty. Zastosowanie pojazdów w mniejszych grupach zaowocowało mniejszymi stratami. Po tej pierwszej bitwie St. Chamond uznano za maszynę o dużej sile ognia. Z niepokojem patrzono jednak na problemy z mobilnością. Stosowane modyfikacje nie wnosiły wielu pozytywnych zmian. Dlatego też piechota otrzymała nowe zadanie, którym miało być poprawianie drogi dla czołgów. Współpraca saperów z pancernymi pojazdami wyglądała różnie.

Kolejna bitwa, uderzenie pod Malmaison 23 października 1917 zakończyło się sukcesem. Wynikał on z następujących aspektów:

• starannego przygotowania operacji
• braku obrony przeciwpancernej
• płytkiego urzutowania obrony

Doświadczenia nabyte podczas tej bitwy pozwoliły Francuzom na wyciągnięcie szeregu kolejnych wniosków:

• współdziałanie czołgów i piechoty przynosi pożądane efekty
• czołgi nie mogą zatrzymywać się w polu widzenia przeciwnika
• chorągiewki służące do kontaktowania się załóg z piechotą są nieprzydatne
• maszyny znajdujące się na skrzydłach natarcia są najbardziej narażone na ataki

Następne starcie z udziałem St. Chamond to bitwa pod Montdider z 14 czerwca 1918. Starcie związane było z niemiecką ofensywą wiosenną. Do akcji zaangażowano około 100 pojazdów St. Chamond. Walczyły także Schneider CA. Czołgi wyszukiwały gniazda karabinów maszynowych i systematycznie je niszczyły. Pozwoliło to naruszyć linię obrony niemieckiej, dzięki czemu piechota mogła prowadzić skuteczny szturm. Pomimo sukcesu, straty w tej bitwie były wysokie. Ogółem stracono 73 pojazdy.

Pod Soissons 18 lipca 1918 roku dowództwo francuskie zebrało imponującą liczbę 490 czołgów. Oprócz 48 St. Chamond udział w walkach brały także Schneider CA oraz Renault FT, który stawał się gwiazdą francuskich sił pancernych. Po raz pierwszy Francuzi zrezygnowali z długotrwałego ostrzału artyleryjskiego, dzięki czemu atakujący mogli wykorzystać element zaskoczenia. Niemcy stawiali bardzo słaby opór. Nie byli przygotowani do niespodziewanego ataku. Podczas tej operacji jednostki atakujące bez wsparcia korpusu pancernego posunęły się do przodu zaledwie o 1-2 km, a w pozostałych przypadkach, to jest ze wsparciem broni pancernej, notowano przełamanie linii obrony. Pierwszego dnia na 223 pojazdy stracono 62. St. Chamond nacierały wraz z amerykańskimi marines:

W czasie, kiedy tyraliery marines przechodziły przez pozycje 23 Pułku Piechoty, czołgi francuskie St. Chamond, rozrzucone wśród piechoty w odstępach 50 metrów, ściągnęły na siebie większość ognia artylerii strzelającej z pozycji oddalonych tylko o 4000 metrów. Czołg po czołgu eksplodował, obsypując żyto deszczem płonącej benzyny i wybuchającej amunicji. Marines omijali płonące wraki i szli dalej. Kompania 75 zdecydowała, że nie może poruszać się dalej, kiedy spłonął ostatni czołg trafiony pociskiem artylerii. Resztki kompanii padły w żyto prawie natychmiast po zniszczeniu tego ostatniego czołgu.

czolg-st.chamond-dane-tehchniczne

St. Chamondy z racji swoich rozmiarów stanowiły łatwy cel dla niemieckiej artylerii, która skupiała swój ogień właśnie na tych modelach, całkowicie „zapominając” o malutkich Renault FT. I tak na odcinku amerykańskiej 1 Dywizji Piechoty na dziewięć atakujących St. Chamond stracono osiem, a Renault FT obeszły się bez strat. Drugiego dnia bitwy na 195 czołgów, Niemcy zniszczyli 50 maszyn. Z każdym kolejnym dniem akcje pancerne zanikały. Brakowało zdolnych do akcji pojazdów, a i niemiecka obrona przeciwpancerna rosła w siłę.

Tam, gdzie atakowano dużą masą czołgów, obrona pękała szybko. Wnioskiem, jaki po tej bitwie wysnuto to wyższość zgrupowania urzutowanego w głąb nad zgrupowaniem liniowym. Wyciągnięto też lekcję dotyczącą dział polowych, które potrafiły niszczyć wiele czołgów. Podczas tej bitwy jedno działo zdołało zniszczyć aż 5 czołgów. W bitwie tej popełniono wiele błędów:

• czołgi były sztywno podporządkowane piechocie, z tego też względu nie mogły wykorzystać powodzenia na innych odcinkach niż własne
• czołgi podporządkowane drugiej fali piechoty nie weszły do boju pierwszego dnia, kiedy szanse na sukces były największe
• dowódcy jednostek czołgów zostali w sztabach pełniąc rolę łączników, zabrakło ich podczas kluczowych momentów na froncie

Bitwa była sukcesem taktycznym, lecz nie strategicznym. Nie przełamano frontu. Po tym starciu St. Chamond zaczęły pełnić rolę czołgów pomocniczych, pojazdów transportowych. Ostatnią akcją, w której wzięły one udział to natarcie we Flandrii w połowie października 1918 roku. Operacja prowadzona była w częściowo zalanym rejonie, na terenie błotnistym i z tego też względu czołgi, nie odegrały tam większej roli.

Grafiki zamieszczone w galerii pochodzą ze strony www.ww1artwork.jexiste.fr

_________________________________________________________________________________________________________________________

J.F.C Fuller, Tanks in the great war 1914-1918, E.P. Dutton and Company, New York 1920.
A.G.Stern, Tanks 1914-1918, The Log-Book Of A Pioneer, Hodder and Stoughton, London, New York, Toronto 1919.
W.Ł. Ławrynowicz, Schneider CA – St. Chamond, Gdańsk 2008.
S.J. Zaloga, French Tanks of World War I, Osprey Publishing Ltd, Oxford 2010.

Modelstory 5 marca 2013 FRANCUSKIE, GŁÓWNA, NARODZINY