SCHNEIDER CA – JEŻDŻĄCE KREMATORIUM

Tak ochrzcili swoje pierwsze czołgi francuscy żołnierze. Wadą tego modelu był cienki pancerz. Strzelcy wyborowi, obsługa karabinów maszynowych celowały w schowane za stalową płytą zbiorniki paliwa. Trafienie zamieniało czołg w piec hutniczy.

Francuska przygoda z czołgami rozpoczęła się na ziemi brytyjskiej, w Aldershot, gdzie testowany był ciągnik Holt’a. Brytyjczykom traktor się nie spodobał. Obecny na testach francuski inżynier, Eugene Brillie, uznał, że pojazd nadaje się do dalszych prac rozwojowych. Zarekomendował kupno kilku egzemplarzy firmie Schneider. Wiosną 1915 roku przeprowadzono testy we Francji. Wyniki przyjęto z dużą aprobatą.

Wspomniana firma rozpoczęła przebudowę jednego z ciągników. Zmodernizowany traktor zaprezentowano podczas następnych testów w grudniu 1915 roku. Nie wypadły one dobrze. Zbyt krótkie gąsienice nie były w stanie pokonać przygotowanego okopu. Niepowodzenie mogło wpłynąć na zahamowanie projektu. Zalecono jednak dalsze prace nad rozbudową czołgu. Zaangażowani w przedsięwzięcie zdawali sobie sprawę, że z każdym miesiącem będą trafiać na poważniejsze przeszkody. Program budowy pojazdów szturmowych potrzebował bodźca, który przyśpieszyłby podejmowanie potrzebnych decyzji. Osobą, która mogła skutecznie walczyć z administracyjną dżunglą był pułkownik Jean Baptiste Estienne.

czolg-pierwszy-francuski-testy

Testy platformy zbudowanej na podwoziu ciągnika Holt’a. Ten charakterystyczny pręt stalowy z przodu to przecinarka do drutów kolczastych. Żaden z konstruktorów nie pomyślał, że zasieki mogą być miażdżone przez ciężar czołgu. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond

To on, po pierwszych doświadczeniach wojennych 1914 roku miał powiedzieć Zwycięstwo przypadnie tej stronie konfliktu, która pierwsza ustawi działo 75 mm na pojeździe zdolnym do poruszania się w każdym terenie. Pod koniec 1915 roku zobaczył ciągnik Holt’a podczas holowania artylerii. Od tego momentu usilnie dążył do budowy pierwszego francuskiego czołgu.

Swoje starania rozpoczął od przekonania do idei głównodowodzącego armii francuskiej, gen. Joffre’a. Kiedy miał już zielone światło, Estienne spotkał się z Louisem Renault, ale przemysłowiec odmówił tłumacząc się realizacją innych zamówień dla armii i ogólnie brakiem mocy przerobowych. Estienne trafił niebawem na głównego inżyniera firmy Schneider, wspomnianego na początku tekstu, Eugen’a Brillie. W przeciągu zaledwie sześciu dni (20-26 grudnia 1915 roku) opracowali oni ogólny plan modelu. Już dwa dni później, padła propozycja budowy 400 egzemplarzy, a więc o 250 sztuk więcej, niż zamówiona dwa miesiące później seria brytyjskich Mark I Tank.

OPÓŹNIENIA

Udane próby przeprowadzono 5 stycznia 1916 roku. Pod koniec miesiąca gen. Joffre poinformował Ministerstwo Wojny o decyzji zamówienia 400 sztuk pojazdu. Można, zatem rzec, że Francuzi wyprzedzili Anglików, którzy oficjalne testy prototypu mieli przeprowadzić dopiero 2 lutego. Zaraz! Mówi się, że to Brytyjczycy wynaleźli czołg.  Parę linijek wyżej piszę natomiast, że Francuzi już na początku stycznia testowali pierwszą maszynę. Jak to się stało, że to Anglicy byli pierwsi? Po prostu pewna ważna persona podeszła do sprawy zbyt ambicjonalnie.

Schneider CA-jezdzace-krematorium

Schneider CA mógł pokonywać standardowe okopy, których pełno było na froncie zachodnim do jesieni 1916 roku. Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku wywołanego atakami angielskich czołgów, Niemcy zaczęli poszerzać okopy i francuski pojazd mógł je forsować tylko z pomocą saperów. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Albert Thomas, podsekretarz stanu ds. artylerii i amunicji, wstrzymał wykonanie rozkazu budowy zamówionych egzemplarzy, gdyż chciał ujrzeć prototyp podczas testów. W rzeczywistości wojsko zazdrościło cywilom. Dotychczasowy projekt był rozwijany przez firmę prywatną z pomocą oficera, który miał dojścia na sam szczyt armii. Wstrzymanie prac pozwoliło armii szybko powołać własny zespół, który miał stworzyć konkurencyjny projekt czołgu. Był to St. Chamond, ale o nim będzie w następnym wpisie.

Przepychanki między płk. Estiennem, a administracją wojskową trwały kilka tygodni. Wreszcie 25 lutego 1916 roku odbył się pokaz, dla „niezwykle ważnego” podsekretarza stanu. Zaaprobowano zamówienie sprzed miesiąca, ale kilka tygodni zwłoki kosztowało Francję prestiż. Ostatecznie to Anglicy mogą cieszyć się z palmy pierwszeństwa wynalezienia czołgu.

Aby zmylić niemiecki wywiad zamówienie opiewało na 400 sztuk “ciągnika Estienne”. Nazwa miała sugerować, że produkowane pojazdy to traktory do holowania artylerii. Później przyjęto nazwę chars d’assault (pojazd szturmowy) w skrócie CA. Do nazwy producenta (Schneider) dodano ów skrót i tak też zaczęto oznaczać pierwszy czołg skonstruowany nad Sekwaną.

Produkcję rozpoczęły zakłady SOMUA, które w latach 30-tych będą produkować czołg Somua S-35, uczestnika klęski francuskich wojsk pancernych w 1940 roku. Zakładano, że 400 modeli zostanie oddanych armii do 25 listopada 1916 roku. Dopiero 8 września odebrano w obozie szkoleniowym pierwsze fabryczne egzemplarze, które posiadały nieutwardzone blachy. Przyczyn opóźnień było kilka:

• problemy z dostarczeniem odpowiedniego pancerza
• brak mocy przerobowych francuskiego przemysłu
• rozpoczęcie produkcji drugiego modelu St. Chamond
• zmiany priorytetów produkcji

Nowy głównodowodzący armii francuskiej gen. Robert Nivell, nadał 29 stycznia 1917 roku absolutny priorytet produkcji ciągników artyleryjskich. Od tego momentu czołgi budowano tylko w przerwach między produkcją traktorów.

czolg-schneiderCA-widok-drzwi-wejsciowe

Główne wejście było zlokalizowane z tyłu pojazdu. Obok znajdowały się zbiorniki na benzynę. Ich pożar oznaczał dla załogi pewną śmierć. Co prawda na dachu znajdowały się trzy włazy, ale były one blokowane przez ułożone na dachu wyposażenie. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Ostatecznie zamówienie zakończono dopiero w sierpniu 1918 roku. Podwozie i umieszczony na nim prostokątny kadłub ze zwężającym, się przypominającym dziób przodem to właśnie Schneider CA.  Pojazd miał długość 6,32 m, szerokość 2,05 m i wysokość 2,30 m. Pancerz grubości 11,4 mm (na dachu 5,4 mm) podnosił wagę całego pojazdu do 12,5 tony. Stalowe płyty były nitowane do kratownicy. Przód pojazdu był wyposażony w przecinarkę do drutu kolczastego. Rozwiązanie to było niepotrzebne. Żaden z konstruktorów nie pomyślał, że drut kolczasty może być taranowany przez czołg i jego masę.

WADLIWA KONSTRUKCJA

Do modelu wchodziło się przez tylne drzwi. W dachu zlokalizowane były trzy klapy, które miały ułatwiać ewakuację, ale z tym były bardzo duże problemy. Włazy były blokowane przez dodatkowe zaopatrzenie wożone na dachu pojazdu. Wchodzenie i wychodzenie z pojazdu było bardzo trudne. Jedne źródła dowodzą, że zbiorniki z benzyną (każdy po 80 litrów) były umieszczone z tyłu pojazdu po bokach obok głównych drzwi. Ten błąd konstrukcyjny był przyczyną śmierci wielu czołgistów. Niemieckie pociski przebijając pancerz powodowały pożar, a załoga nie miała praktycznie drogi odwrotu. Schneider CA szybko stawał w płomieniach. Z kolei inne źródła dowodzą, że zbiorniki były zamontowane z przodu. Ta lokalizacja również mogła być błędem ponieważ modele były trafiane pociskami najczęściej z przodu. Penetracja przedniego pancerza rozrywała zbiorniki rozpryskując zapaloną benzynę wewnątrz pojazdu.

Czterocylindrowy silnik o mocy 70 hp rozpędzał model do prędkości około 8 km/h. Schneider CA mógł przekroczyć rów o szerokości 1,75 m, przeszkodę pionową o wysokości 0,79 m i stok o nachyleniu 57%. Powyższe właściwości jezdne szybko okazały się niewystarczające.

Wewnątrz, całą długość czołgu zajmował przedział bojowy, który znajdował się nad silnikiem. Podłoga przedziału wykonana była z …drewna! Wysokość pomieszczenia była ograniczona do 90 cm. Służba odbywała się w pozycji półleżącej, co znacznie utrudniało poruszanie się wewnątrz czołgu i ewakuację.

czolg-schneiderCA- wnetrze-nowe

Tak mała przestrzeń uniemożliwiała sprawne poruszanie się załogi wewnątrz modelu. Szybka ewakuacja była wręcz niemożliwa. Wielu czołgistów przypłaciło ten błąd konstrukcyjny życiem. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Silnik uruchamiało się następująco: ręcznie pompowano paliwo (podczas pracy jednostki napędowej, było ono podawane przy użyciu pompy pulsacyjnej), a następnie zapalano silnik za pomocą korby napędzającej prądnicę. Zapas paliwa starczał na 6 do 8 godzin pracy, czyli około 50 km w marszu po drodze. Hałas w pracującym pojeździe był tak duży, że podobnie jak w brytyjskim czołgu, Mark I Tank, wykluczał porozumiewanie się głosem.

Napęd z silnika przenoszony był na tylne koła napędowe za pomocą wału. Trzybiegową skrzynię przekładniową umieszczono z tyłu czołgu. Sprzęgło główne miało kształt odwróconego stożka. Dźwignie sprzęgieł bocznych, w kształcie uchwytów, umieszczono przy drążkach hamulców ręcznych znajdujących się po obu stronach siedzenia kierowcy.

Zawieszenie opierało się na konstrukcji przeniesionej z ciągnika Holt’a. Koło napędzające znajdowało się z tyłu, a napinające z przodu. W górnej części podwozia zlokalizowanych było pięć rolek zawieszonych na stalowej szynie. Była ona oparta o obudowę podtrzymującą rolki bieżne. W dolnej części było siedem rolek podzielonych między dwa wózki. Przedni wózek miał trzy rolki, a tylny, cztery. Wózki osłonięte były pancerną obudową, na której w tylnej jej części umieszczono dwie spiralne sprężyny resorujące. Czołg w przeciwieństwie do brytyjskiego Mark I Tank miał amortyzację. Gąsienice zbudowane były z 34 zachodzących na siebie płyt połączonych ze sobą dwiema wypustkami.

czolg-schneiderCA-pokonuje-okopy

Cała naprzód! Wąskie okopy pomagał pokonywać “ogon” na którym pojazd podczas manewru się opierał. Takie okopy znajdowały się tylko na poligonie. Podczas bitwy były znacznie szersze. W.J. Ławrynowicz, Schneider CA – ST. Chamond.

Będąc eksperymentalną konstrukcją wypracowaną zaledwie w sześć dni wóz bojowy posiadał wiele wad. Najważniejsze to:

fatalna mobilność: operowanie ciężkim i powolnym pojazdem na nierównym terenie było trudne. Słaby silnik, zbyt krótkie gąsienice oraz wysunięty do przodu pancerz, często powodowały kłopoty z pokonywaniem nawet niewielkich przeszkód terenowych

cienki pancerz: fabrycznie zamontowane płyty były niewystarczające. Amunicja przeciwpancerna używana przez obsługę karabinów maszynowych czy strzelców wyborowych, przebijała słabe płyty, raniąc bądź zabijając członków załogi. Najgorszej, gdy Niemcom udało się trafić w zbiornik paliwa.

konstrukcja: przedział bojowy o wysokości 90 cm, skutecznie utrudniał życie czołgistom. Niedostateczny system wentylacji narażał na zatrucia gazami spalinowymi oraz prochowymi. Przez wadliwie zlokalizowane zbiorniki na benzynę i tylko jedne drzwi w tylnej ścianie, podczas pożaru załoga nie mogła wydostać się z pojazdu. Górne włazy blokowane były przez dodatkowe wyposażenie przytroczone do dachu.

ZAŁOGA

Schneider CA był obsługiwany przez sześcioosobową załogę. Oficer lub podoficer pełniący obowiązki dowódcy, jeden podoficer i czterej szeregowcy. Dowódca pełnił jednocześnie rolę kierowcy czołgu, podoficer i jeden z szeregowych obsługiwali haubicę, a dwóch szeregowych było strzelcami karabinów maszynowych. Ostatni członek załogi, mechanik, odpowiedzialny był za pracę silnika.

czolg-schneiderCA- wnetrze

Z przodu, obok chłodnicy znajdowało się stanowisko kierowcy. Po bokach znajdowali się strzelcy. Pod drewnianą podłogą zlokalizowany był silnik. S.J. Zaloga, French Tanks of World War I.

Kierowca siedział z przodu, po prawej stronie. Obok niego ulokowana była chłodnica. Dowódca miał do dyspozycji główne sprzęgło, hamulec, dźwignię zmiany biegów, dźwignie ręcznych hamulców ze sprzęgłami bocznymi, manetkę ręcznego gazu, dźwignię zapłonu i dźwignię zmieniającą kierunek poruszania się pojazdu do przodu lub do tyłu. Sprzęgło i hamulec służyły do wykonywania skrętów. Dwie klapy z szczelinami wielkości 4 mm zapewniały obserwację przedpola. Jedna w przednim pancerzu i druga po prawej stronie. Dodatkowe klapy ze szczelinami obserwacyjnymi znajdowały się po bokach, obok stanowisk karabinów maszynowych i po lewej stronie w przednim pancerzu.

Uzbrojenie pojazdu stanowiła 75 mm haubica fortyfikacyjna Blockhaus Schneider. Zamontowana była na prawej burcie z przodu kadłuba w jarzmie kulistym. Kąt podniesienia wynosił od – 10 do +30°, a kąt ostrzału 60° w prawo od osi pojazdu. Prowadzenie ognia z haubicy skuteczne było na dystansie około 200 m, chociaż formalnie zasięg sięgał 600 m. Dodatkowym uzbrojeniem były dwa karabiny Hotchkissa o kalibrze 8 mm. Usadowione były po bokach, w tylnej części kadłuba w kulistych jarzmach. Kąt ostrzału wynosił 53°, a podniesienia od -45 do 20°. Schneider CA zabierał 90 pocisków do haubicy i 3840 do karabinów maszynowych w 96 sztywnych taśmach metalowych, z których każda zawierała 40 naboi.

MODYFIKACJE

Już po pierwszych doświadczeniach bojowych dodano po bokach pancerne płyty grubości 5,5-8 mm oddalone od głównego pancerza o 20-40 mm. Dodatkowy pancerz miał zabezpieczyć zbiorniki paliwa przed przebiciem przy trafieniu przez pociski niemieckiej amunicji przeciwpancernej. Dodatkowe płyty pancerne były pierwszym rodzajem tzw. fartuchów rozpropagowanych przez Panzerwaffe w latach II wojny światowej. Jak to udoskonalenie było oceniane przez załogi?

Wracające czołgi były postrzelane przez przeciwpancerną amunicję karabinów maszynowych, która przebijała zewnętrzny pancerz, ale nie była w stanie penetrować drugiej warstwy pancerza. Załogi ucierpiały jedynie od odprysków wpadających przez szczeliny obserwacyjne.

plany-czolg-schneiderCA-trzy

Prototyp Schneider CA III zawierał wiele modyfikacji m.in wieżyczki na dachu, spłaszczony dziób oraz wydłużony tył. S.J. Zaloga, French Tanks of World War I.

Kolejną modyfikacją było dodanie wieży uzbrojonej w 47 mm działko, ale wyprodukowano tylko jeden egzemplarz, który wykorzystywano podczas szkoleń. Powstała też trzecia modyfikacja z dwiema wieżyczkami na dachu, przedłużonym z tyłu kadłubem, przebudowanym płaskim przodem i karabinem maszynowym, zamontowanym w przedniej płycie pancerza. Zamówiono 50 sztuk modelu Schneider CA III, ale nie wykorzystano nawet prototypu tego pojazdu.

Załogi rekrutowano ze wszystkich rodzajów wojsk. Byli to ochotnicy, przeważnie żołnierze kawalerii, którzy z wiadomych przyczyn nie mogli wykazać się do tej pory w działaniach bojowych. Czołgiści nie mieli jeszcze własnych uniformów. Nosili mundury, które mieli na sobie podczas zaciągu. Skórzane kurtki i czarne berety, także baranie kożuchy noszone wełną na wierzch, długie kamizelki, szynele piechoty i kurtki kawalerii-oto typowy ubiór francuskiego tankisty z 1917 roku. Zakładano typowe hełmy Adrian, które nagrzewając się do temperatury panującej wewnątrz pojazdu, czyli około 40° C, potrafiły nieźle parzyć.

PIERWSZE BITWY

Przyjęło się, że Schneider CA jest uważany za jeden z najgorszych czołgów I wojny światowej. Czy tak faktycznie było? Prześledźmy, zatem działania bojowe pojazdu zanim wydamy wyrok.

Pierwsze oddziały Schneider’ów CA zostały włączone do wojsk artyleryjskich. Do 16 kwietnia 1917 roku, a więc dnia, kiedy użyto tych czołgów po raz pierwszy, dostarczono 208 maszyn. Oryginalnie, chciano ich użyć, jako pojazdów szturmowych. Pułkownik Estienne był pesymistycznie nastawiony do tego zamysłu. Jego obawy miały potwierdzenie w taktyce obronnej Niemców, którzy otrząsnęli się już z szoku spowodowanego użyciem czołgów nad Sommą we wrześniu 1916 roku. Zaczęli oni poszerzać okopy, a konstrukcja Schneider CA nie pozwalała na pokonywanie szerszych transzei, niż 1,75 metra. Postanowiono, więc aby francuskie czołgi służyły, jako ruchome punkty artyleryjskie. Pokonywać okopy miały przy wsparciu saperów.

Do ofensywy pod Berry au Bac przeznaczono 132 wozy. Czołgi podchodziły do pozycji wyjściowych za dnia i z tego też względu zwiadowczy samolot niemiecki łatwo je wytropił. Niemcy szybko podciągnęli artylerię, która eliminowała z walki Schneider’y CA jeden po drugim. Kaiserowskie armaty miały ułatwione zadanie, ponieważ w niektórych sektorach wozy ustawiały się wężykiem, jeden za drugim. Powodem takiego ustawienia była zbyt mała ilość przejść przygotowanych przez Saperów, gdyż musieli oni robić to pod ogniem karabinów maszynowych!

zniszczony-czolg-schneiderCA

Tyle zostawało po trafieniu pociskiem artyleryjskim. S.J. Zaloga, French Tanks of World War I.

Jedyny sukces, jaki tamtego dnia zanotowały czołgi to przedarcie się przez okopy jednej grupy Schneider’ów CA i wdarcie się na terytorium wroga w głąb na 3-5 km. Czołgi musiały zawrócić, ponieważ zabrakło wsparcia piechoty. Z wszystkich rzuconych do ataku, aż 57 zostało zniszczonych przez artylerię. Wielu czołgistów zostało zabitych wewnątrz maszyn. Zostali skoszeni ogniem karabinów maszynowych. Pierwsza bitwa okazała się, krótko mówiąc, klęską. To właśnie po tym starciu czołgi otrzymały niechlubny przydomek.

Tego samego dnia, Schneider’y CA walczyły pod Le Mont Cornillet, chociaż to zbyt dużo powiedziane. Bitwa rozgrywała się w niedostępnym dla czołgów, górskim terenie, dlatego też pojazdy mogły jedynie wspierać ogniem nacierającą francuską piechotę. Strat wśród czołgów nie zanotowano.

Wspomniane akcje kończyły się niepowodzeniem, ponieważ były źle przygotowane. Zarówno teren, taktyka, zachowanie załóg, brak współpracy piechoty nie pozwoliły w pełni wykorzystać możliwości czołgów. Szybko wyciągnięto wnioski i Schneider’y CA zaczęły notować także sukcesy.

ELASTYCZNA I ODPOWIEDNIA BROŃ

Pierwszy z nich zanotowano 5 maja pod Moulin de Laffaux, a następny, 23 października, pod Fort Malmaison. Relacja jednego z żołnierzy jest następująca:

W podsumowaniu, użycie czołgów 23 października: 1917 roku zostało ukonorowane zwycięstwem i odbudowało ufność załóg w ich nowe wozy bojowe. Jeńcy zeznali, że wszystkie środki, jakie przedsiębrali zawiodły. Mówili, że uważano czołgi za łatwe do zniszczenia, a tymczasem wprowadziły one dużo zamieszania. Czołgi okazały się elastyczną i odpowiednią bronią.

A jak wyrażała się skuteczność w liczbach? Otóż w trakcie jednego z ataków, piechota francuska wspierana Schneider’ami CA zdobyła 60 karabinów maszynowych i 10 miotaczy min, biorąc do niewoli 571 jeńców. Straty w wojskach pancernych po tej akcji to ośmiu czołgistów. Inna relacja potwierdza przydatność tych pojazdów w boju:

Na lewo czołgi AS 1 [Schneider CA] wjechały na wzgórze Chapelle, gdzie napotkały pierwszy opór. Ostrzelały przeciwnika z dział i karabinów maszynowych. Nagle spadła nawała artyleryjska. Dwa czołgi zostały unieruchomione. Schneider rozgniatają obronę i rozpraszają ocalałych po okolicznych polach, potem zawracają na wschód, gdzie w lasku Merlier broni się jeszcze nieprzyjaciel.

czolg-schneiderCA-transportowiec

Przedni pancerz był pochyły. Konstruktory nie zdawali sobie jednak sprawy z zalet tak ustawionych płyt pancernych. J.W. Ławrynowicz, Schneider CA – St. Chamond.

Następne akcje związane były z wiosenną ofensywą niemiecką, która według Ludendorfa oraz Hindenburga, głównodowodzących generalnego sztabu wojsk niemieckich, miała zakończyć wojnę. W maju swój debiut miał Renault FT i to ten właśnie model zaczął odgrywać główne skrzypce we francuskich wojskach pancernych. Schneider’y CA używane były do końca wojny, ale już raczej, jako wozy wsparcia. Ogółem, podczas wszystkich akcji, Niemcom udało się zniszczyć 165 modeli na 400 wyprodukowanych egzemplarzy.

Część z nich, w 1918 roku, przebudowano na pojazdy zaopatrzeniowe, usunięto uzbrojenie, a w miejsce karabinów maszynowych wstawiono dodatkowe drzwi. Kilka pojazdów przekazano armii amerykańskiej, hiszpańskiej i włoskiej, lecz żadna z nich nie wykorzystała ich bojowo.

ABY MINUSY NIE PRZESŁONIŁY NAM PLUSÓW

Podsumujmy: Schneider CA miał swoje wady. Przede wszystkim mobilność była fatalna, cienki pancerz oraz liczne błędy konstrukcyjne. Mark I Tank, który miał swój debiut pół roku wcześniej także miał wady. Wtrysk paliwa, który gasił silnik przy znacznych przechyłach czołgu, również słaby pancerz oraz brak amortyzacji. Sterowanie odbywało się przy pomocy czterech ludzi, natomiast we francuskiej konstrukcji mogła robić to jedna osoba. W mojej ocenie, kwestia tego, czy Schneider CA był najgorszym czołgiem I WŚ jest sporna i można na ten temat prowadzić długie dyskusje.

dane-techniczne-czolg-schneiderCA

Należy dodać, że francuski czołg miał coś, czego nie posiadały pojazdy brytyjskie. Guirand de Scaevola był malarzem wykładającym na Akademii Sztuk Pięknych. Nie uniknął on służby wojskowej i został przydzielony do baterii artylerii. Artysta miał ciekawe idee odnośnie percepcji ludzkiego wzroku, a zwłaszcza kierunku w malarstwie, jakim był kubizm. Namówił on swoich oficerów, aby poeksperymentować z barwą dział polowych. Efekty jego „prac” były tak satysfakcjonujące, że 12 lutego 1915 roku Ministerstwo Wojny powołało do życia tzw. „sekcję kamuflażu”, a składała się ona z artystów. Schneider’y CA oraz inne francuskie gąsienicowe pojazdy bojowe używane podczas pierwszej wojny światowej doczekały się malowania ochronnego. Nie posiadały go wczesne modele brytyjskie i niemieckie. Dopiero w toku działań wojennych obie armie zaczęły kopiować rozwiązania francuskie.

Możemy śmiać się z francuskich piechurów z czerwonymi spodniami w 1914 roku, ale to nad Sekwaną wymyślono kamuflaż używany po dziś dzień w większości armii zawodowych. Pierwszy francuski czołg walczył często u boku drugiego modelu, którego produkcja ruszyła mniej więcej w tym samym czasie. St. Chamond był podobnie jak Schneider CA kontrowersyjną konstrukcją, ale o tym już w przyszłym tygodniu.

Grafiki zamieszczone w galerii pochodzą ze strony www.ww1artwork.jexiste.fr

_________________________________________________________________________________________________________________________

J.F.C Fuller, Tanks in the great war 1914-1918, E.P. Dutton and Company, New York 1920.
A.G.Stern, Tanks 1914-1918, The Log-Book Of A Pioneer, Hodder and Stoughton, London, New York, Toronto 1919.
W.Ł. Ławrynowicz, Schneider CA – St. Chamond, Gdańsk 2008.
S.J. Zaloga, French Tanks of World War I, Osprey Publishing Ltd, Oxford 2010.

Modelstory 26 lutego 2013 FRANCUSKIE, GŁÓWNA, NARODZINY