RENAULT D1, NIEUDANY NASTĘPCA FT-17

Francja wyszła z wielkiej wojny jako pancerna potęga. Armia znad Sekwany posiadała więcej czołgów, niż wszystkie ówczesne armie razem wzięte. Wydawałoby się, że przed tamtejszymi siłami pancernymi przyszłość jawi się w świetlanych barwach. Nic bardziej mylnego. Zmęczone społeczeństwo, a wraz z nim politycy zadecydowali, że w najbliższych latach Francja w czołgi inwestować nie będzie.

 
Mało tego, ma się pozbyć dużej części parku maszynowego, co też z czasem uczyniono eksportując Renault FT do wielu krajów świata m.in. Polski. Pozostałe na stanie pojazdy szybko się starzały. Funduszy na budowę kompletnie nowych maszyn brakowało, z tego też względu zrodził się pomysł modyfikacji Renault FT. Jakiś czas temu opisywałem NC-1 oraz NC-2. Prowizoryczne próby modernizacji bądź co bądź przestarzałego już pojazdu spełzły na niczym. Co prawda powstawały również inne projekty jak chociażby pojazd Peugeota, czy propozycja Delaunay-Belleville. Były to jednak mniej lub bardziej udane kopie pomysłów Louisa Renault, a po co armii podobny czołg tyle że wyprodukowany kilka lat później? Nie było wyjścia trzeba było postarać się o zupełnie nowy model.

renaultD1-renaultFT-przekroj

U góry Renault D1, na dole jego protoplasta Renault FT. Chociaż obydwa projekty dzielił dystans niemalże dekady, widać jak na dłoni, że nie różniły się od siebie wieloma aspektami. Ułożenie płyt pancernych, wieża, a nawet rozkład przedziałów wewnątrz były bardzo podobne.

Z tego też względu w połowie lat 20-tych zlecono wybudowanie nowego czołgu, który byłby co najmniej tak udany jak jego słynny poprzednik. Opracowaniem koncepcji zajęła się sprawdzona jak dotąd w branży pancernej firma Renault. Owoc jej nowych prac może jednak poddać w wątpliwość dotychczasowe doświadczenie znanego przemysłowca. Projektowanie nowego modelu rozpoczęło się w 1926 roku. Trzeba przyznać że inżynierowie zbytnio się nie wysilili, gdyż konstrukcję oparli o dotychczasowe wozy, a ściślej rzecz biorąc modyfikację Renault FT, pojazd NC 29. D1, bo tak oznaczono nowy czołg charakteryzował się dłuższym i szerszym kadłubem. Większe wymiary spowodowały wzrost masy do 13 ton, ale nie przeszkodziło to w klasyfikacji pojazdu w gronie czołgów lekkich.

 

Dopracowywanie projektu trwało wiele lat. W końcu na przełomie lat 20-tych i 30-tych, model został przyjęty do służby. Wyprodukowano go w liczbie 160 egzemplarzy. Załoga składała się z trzech czołgistów: dowódcy, kierowy oraz radiotelegrafisty. Na samym przedzie znajdowało się stanowisko kierowcy, zaraz obok radiotelegrafisty. Dowódca zajmował stanowisko w wieży. Zwrócę tu przy okazji uwagę na pewien aspekt, który był jednym z czynników znacząco wpływających na końcowy wynik kampanii na zachodzie w 1940 roku. Już w połowie lat 20-tych kształtowała się we Francji myśl, zresztą nie tylko tam, że dowódca oprócz dowodzenia powinien zajmować się również innymi rzeczami.

D1-Renault-czolg-przod

Tak prezentowała się nowa konstrukcja z przodu. Stanowisko kierowcy znajdowało się w lewej części kadłuba (wybrzuszenie ze szczeliną obserwacyjną) po prawej stronie siedział radiotelegrafista, a dowódca w wieży. fot. www.panzertruppen.org

Małe, dopasowane do sylwetki pojazdu wieże (wczesne wersje T-34, cała gama pojazdów produkowanych we Francji w latach 30-tych) co prawda ładnie współgrały z linią wozu, ale nie były praktyczne na polu bitwy. Nie było tam zbyt dużo miejsca. Ciasnota oraz brak dostatecznego podziału obowiązków w wieży, zmuszały dowódcę do absorbowania uwagi na innych niż wyłącznie dowodzenie czynnościach. Schemat ten złamali dopiero Niemcy wprowadzając do produkcji w połowie lat 30-tych, Pz III oraz Pz IV. W czołgach III Rzeszy w wieży znajdowało się miejsce dla trzech czołgistów. Dowódca mógł koncentrować się wyłącznie na dowodzeniu. Może z tego względu w latach 1939-1942 niemieckie wojska pancerne odnosiły tak oszałamiające sukcesy?

 

Wróćmy do konstrukcji. Szerszy niż w poprzednich modelach kadłub był podyktowany koniecznością zmieszczenia trzeciego członka załogi, wspomnianego wcześniej radiotelegrafisty. Pojazd miał następujące wymiary: długość 4,8 m, szerokość 2,1 m, wysokość 2,4 m. Wewnątrz podzielony był na dwa przedziały: bojowy i silnikowy. Głównym uzbrojeniem D1 była armata SA mod. 34 kalibru 47 mm, która charakteryzowała się krótką lufą (jak większość ówczesnych armat stosowanych w czołgach). Wszystko się zgadza tylko, że ten typ uzbrojenia przeważał w pojazdach już zmodyfikowanych.

charD1-model-czolg

Renault D1 podobnie jak większość ówczesnych czołgów miał zawieszenie chronione płytami pancernymi. Ten trend przetrwał we Francji również w latach 30-tych. fot. www.ww1artwork.jexiste.fr

Na samym początku produkcji czołg uzbrajano w armatę 47 mm ale wyprodukowaną w 1892 roku na potrzeby marynarki. Jaka była skuteczność wspomnianej broni? Nie jestem specjalistą od balistyki oraz dział. Szybkie przezbrojenie Renault D1 każe mi domyślać się, że działa z 1892 roku nie były najlepszym rozwiązaniem. Zgoła odmiennym zresztą stosowanym do dziś był sprzężony z działem karabin maszynowy. Kadłub składał się z płaskich płyt przykręcanych do ram. Grubość wynosiła w najwrażliwszych miejscach 30 do 35 mm. Stanowisko kierowcy łatwo można było zlokalizować z zewnątrz. W przednim pancerzu było „wybrzuszenie”. To właśnie tam znajdował się czołgista odpowiedzialny za prowadzenie maszyny. Silnik oraz zbiornik z benzyną znajdował się w tylnej części pojazdu. Pierwsze czołgi wyposażono w wieżyczkę pochodzącą z Renault FT. Docelowa ST-2 została dostarczona później, a co najgorsze była jednym wielkim bublem.

Zawieszenie składało się z 15 kół nośnych zamontowanych z każdej strony oraz kół napinających z przodu, a także napędowych z tyłu. Charakteryzowało się typowymi pionowymi sprężynami, które po raz pierwszy pojawiły się w modyfikacji Renault FT, czołgu oznaczonym jako NC2. Całość chroniona była przez pancerz, co zwiększało odporność kosztem mobilności. 13 tonowy czołg napędzany był 4 cylindrowym silnikiem benzynowym o mocy 65 hp chłodzonym cieczą. Silnik ten pozwalał rozpędzić 13-tonową maszynę do 18 km/h. Pancerz grubości 35 mm, był w latach 20-tych i 30-tych można by rzec wystarczającą ochroną załogi.

czolg-d1-rog

Na tym zdjęciu Char D1 “wychyla” się zza rogu. Na pierwszym planie jego następca R-35. fot. www.ww1artwork.jexiste.fr

No i właśnie takie były francuskie czołgi tamtego czasu. Powolne, słabo się nimi manewrowało, jednakże były dobrze opancerzone. Miały stanowić wsparcie piechoty jako powiedzmy ruchome punkty umocnione. Pod koniec lat 20-tych we Francji ważyły się losy wojsk szybkich. Wnioski wyciągane z manewrów prowadzonych w tamtym czasie wskazywały jedno, o przyszłości będą decydować wojska zmechanizowane. W związku z tym rozpoczęto przygotowywać koncepcje systematycznego dozbrajania armii francuskiej w jednostki szybkie wyposażone w czołgi, półgąsienicowe i samochody pancerne.

 

Niestety jak to często bywa, polityka wzięła górę. Zmęczone społeczeństwo, pamiętające koszmar lat 1914-1918 z radością przyjęło program budowy linii Maginota, która miała stać się zaporą nie do przebycia. Francja w przyszłym konflikcie miała schować się za podwójną gardą. Chociaż konstruowano nowe maszyny, nie cieszyły się one dużą popularnością w kręgach podejmujących strategiczne decyzje. Wielu generałów nadal była przekonana o wyższości, piechoty, kawalerii i artylerii. Zresztą podobnie było również i w innych armiach, polskiej, brytyjskiej, amerykańskiej, niemieckiej. Wydaje się że jedynie w ZSRR już w połowie lat 20-tych wiadomo było, w którym kierunku to wszystko będzie szło.

chard1-czolg-model

Chociaż to już przełom lat 20-tych i 30-tych we francuskich wozach nadal montowano “ogon”. Miał on pomagać pokonywanie okopów wroga. fot. www.ww1artwork.jexiste.fr

Z pozostałych wymienionych krajów jedynie w Niemczech, znów za sprawą nacisków politycznych, tym razem Adolfa Hitlera, priorytetem zostały objęte siły pancerne. Gdyby nie wola rozpętania nowej wojny, jaką miał w sobie Adolf Hitler, Heinz Guderian i jego współpracownicy nie pozyskaliby potężnego sojusznika politycznego, który otwierał im każde drzwi i łamał opór generalicji wierzącej w siłę piechoty, artylerii i kawalerii. No a co w tej całej opowieści z samym Renault D1? Zyskał sobie złą sławę wśród francuskich czołgistów. Narzekali na małą przestrzeń w środku i małą funkcjonalność. Czasy pierwszej wojny światowej już dawno się skończyły o czym dobrze wiedzieli jego użytkownicy w przeciwieństwie do inżynierów. W 1937 roku czołgi rozpoczęły swoją służbę w Tunezji, a w 1940 roku zostały przetransportowane z powrotem na kontynent. Próbowały stawić czoła niemieckiej inwazji lecz bez większych sukcesów. Egzemplarze, którym udało się przetrwać gorącą wiosnę 1940 roku, zostały przekazane wojskom Vichy. Wykorzystane w pierwszym etapie walk z amerykańską inwazją w Afryce, w końcu ponownie zmieniły front walcząc ostatecznie z siłami osi w Afryce Północnej.

 

dane-techniczne-RenaultD1-NOWY

_________________________________________________________________________________________________________________________

P. Chamberlain, Ch. Ellis, Tanks Of The World, 1915-1945, Cassel & Co Ch. Chant, World Encyclopedia of The Tank, London 1994
www.ww1artwork.jexiste.fr
www.chars-francais.net

Modelstory 21 stycznia 2014 DZIECIŃSTWO, FRANCUSKIE, GŁÓWNA