NORWESKIE JEZIORO UCHYLA RĄBKA TAJEMNICY

Należące do polskiej armii lawety firmy Skoda, służące do przewożenia moździerzy zostaną niebawem podniesione z dna jeziora Jernvatnet. Sprzęt znany głównie z historycznych zdjęć zostanie przewieziony do Bydgoszczy do tamtejszego Muzeum Wojsk Lądowych.

Mógłbym tak dalej pisać, o tym, że lawety do Norwegii “przytachali” Niemcy i zatopili je po instalacji moździerzy na nabrzeżu. Postanowiłem ten artykuł „ugryźć” z trochę innej strony. Wspomniane lawety będą tłem dla pewnych nieprzydługich rozważań.

Wojsko Polskie z września 1939 roku, kojarzy się przeciętnemu Kowlalskiemu głównie z szarżą kawalerii na niemieckie tanki. Fałszywy obraz zasiany kreatywnością niemieckich kronikarzy, podtrzymywany po wojnie przez polskie władze, a uświadomiony u masowego odbiorcy filmem „Lotna” w reżyserii Andrzeja Wajdy, wywarł duże spustoszenie w świadomości Polaków, co do stanu technicznego armii polskiej końca lat 30-tych. W ogólnej świadomości armię mieliśmy przestarzałą, a dowodzić temu ma rozmiar klęski odniesionej podczas pamiętnego września.

historia_wozek_mozdzierz220mm

Sprzęt odnaleziony na dnie norweskiego jeziora, znany jest głównie z fotografii? fot www.polska-zbrojna.pl

Ktoś tam pamięta, że mieliśmy samolot bombowy „Łoś” ( głównie ci, którzy sklejali modele nabywane w składnicach harcerskich). Ilu natomiast Polaków zdaje sobie sprawę, że to właśnie polski samolot był pierwszym, który zestrzelił maszynę pilotowane przez niemieckich pilotów podczas II wojny światowej? Świadomość ogółu odnośnie polskich czołgów okresu II wojny światowej, kończy się na „Rudym 102”. Znów nieliczni będą znali 7TP, ewentualnie 9TP, a ilu Kowalskich zdaje sobie sprawę, że pierwsze problemy niemieckich pancerniaków zaczęły się już we wrześniu, chociażby pod Nowym Wiśniczem? Nie była to kawaleria, ale „czarne diabły” dowodzone jeszcze przez pułkownika Stanisława Maczka.

Na szczęście dzięki miłośnikom historii ten obraz powoli się zmienia. W ostatnich latach pojawiło się trochę eksponatów, które przeczą ogólnej tezie zacofania technologicznego Wojska Polskiego. Zamiast konkretnych filmów oddających z detalami sprzęt, którym walczyli polscy żołnierze mamy rekonstrukcje, podczas których widzowie dowiadują się, że kawaleria owszem walczyła z czołgami niemieckimi, ale używała do tego armatek przeciwpancernych. Zgoła odmienny to obraz od utartej w świadomości ogółu wizji artystycznej słynnego reżysera.

historia_przyczepa_mozdzierz220mm

Wózki transportowe zostaną wydobyte a następnie przewiezione do Polski, gdzie najprawdopodobniej przejdą renowacje. fot www.polska-zbrojna.pl

W dużej części wspomnianych rekonstrukcji udział bierze czołg 7TP (replika). W zeszłym roku w Mielcu wybudowano replikę samolotu bombowego „Łoś”. Szkoda, że nie lata. Wzbić się w powietrze, ma z kolei PZL P.11c, którego budowa jest we wstępnej fazie. W Poznaniu trwa odbudowa tankietki TK-S. Te konstrukcje wskazują, że z polską armią nie było tak źle, jak mogłoby się wydawać. Kolejne dni przynoszą kolejne wieści, odkrywające obraz armii polskiej z września 1939 roku. Tym razem tropy zawiodły, aż w norweskie fiordy.

Jakiś czas temu na „światło dzienne” przebiła się informacja, że w norweskim jeziorze znaleziono przyczepy do przewożenia dział dużego kalibru. Przyczepy nie były zaprzężone w konie, lecz w ciągniki artyleryjskie C2P i C7P, których nie powstydziłaby się żadna ówczesna armia świata. Cieszymy się gdyż jest to kolejny ślad ukazujący nam sprzęt, jakim dysponowali żołnierze II RP. Najważniejsze jest to, że lawety wrócą do Polski. Najpierw zostaną wydobyte przez norweską armię. Najprawdopodobniej przejdą renowację i będą cieszyć oczy miłośników militariów nad Wisłą.

I na koniec ktoś rzeknie słusznie zresztą, że Polska miała jedynie 800, a Niemcy dysponowali 2700 czołgów we wrześniu 1939 roku, więc o czym tu mówić. Tylko niech ten ktoś pamięta, że Wojsko Polskie dysponowało 1 mln żołnierzy, a Wehrmacht 3.700 mln sołdatów. To oznacza, że na jeden czołg w Wojsku Polskim przypadało 1250 piechurów, a w Wehrmachcie 1350 kamratów. Oznacza to, że Wehrmacht miał podobny stopień mechanizacji armii, jak wojsko polskie. Nie zastanawialiście się nigdy dlaczego myśląc o niemieckim czołgu macie przed sobą obraz Pantery bądź Tygrysa? A co z “zabawkami” pokroju PzKpfw I?

historia_mozdzierz_przyczepa_220mm

Zaprzęg konny nie był jedyną formą transportu ciężkich dział w przedwojennym Wojsku Polskim. Na zdjęciu ciągnik artyleryjski C7P, którego nie powstydziłaby się żadna armia okresu międzywojennego. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Modelstory 22 lipca 2013 GŁÓWNA, NIUSY