MARK IX TANK, PANCERNA ŚWINIA

Transporter opancerzony to kołowy, bądź gąsienicowy opancerzony pojazd, zdolny transportować piechotę na polu bitwy. Pojawił się w schyłkowej fazie pierwszej wojny światowej. Nie zdążył wziąć udziału w działaniach bojowych.

Rozwiązując istniejące problemy, człowiek napotyka kolejne. Banalne stwierdzenie, które sprawdza się również na wojnie.  Wielka wojna przebiegała pod znakiem zasadniczego problemu, jakim była niemożność pokonania okopów wroga. Tradycyjne środki bojowe zawodziły. Wymyślono, więc czołg. Po jakimś czasie rozpoczęto konstruować transporter piechoty. Dlaczego? Pozbawieni osłony żołnierze nie nadążali za impetem natarcia stalowych potworów. Ciężkie czołgi, mimo że były powolne wydatnie przyśpieszyły natarcie. To, co osiągano, kiedyś w kilka dni, a niekiedy tygodni, można było uzyskać za pomocą nowej broni w jeden dzień. Pancerne pojazdy potrafiły zdobyć teren, ale  gorzej było z jego utrzymaniem. Niemcy szybko nauczyli się przeciwdziałać. Ich metody były proste i skuteczne, tak długo, jak Anglicy stosowali niezbyt wyrafinowane formy ataku. Podczas pierwszych starć, po krótkiej wymianie ognia, Niemcy opuszczali rejon objęty atakiem. Kiedy pojazdy przekroczyły pierwszą linię okopów, piechota wracała na swoje pozycje, otwierając ogień do podążającej w pewnej odległości za czołgami angielskiej piechoty.

historia_markIXtank_przekroj

Silnik zamontowano z przodu, zaraz za plecami kierowcy i dowódcy. Po środku była przestrzeń ładunkowa, w której transportowano piechotę bądź zaopatrzenie. fot. D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919.

Przypomina to trochę zabawę w kotka i myszkę, ale tak właśnie wyglądały początki broni pancernej. Szybko zaczęto wyciągać wnioski. Udoskonalano taktykę, pomyślano też o nowej konstrukcji. Jej podstawowym zadaniem miał być transport żołnierzy pod osłoną pancerza na linię wroga. Mieli oni “wysypywać” się z pojazdu bezpośrednio do okopów. Pierwsze szkice nowej maszyny, Mark IX Tank, powstały w lipcu 1917 roku. We wrześniu gotowa była koncepcja, a w 1918 roku prototyp. Niektórzy podają, że był to ostatni brytyjski czołg wybudowany podczas I wojny światowej, co moim skromnym zdaniem, nie jest do końca prawdą. Ostatnim był Mark V** Tank, o którym będę pisać niebawem.

Czołg w odniesieniu do “dziewiątki” to za dużo powiedziane. Znacznie lepiej pasuje tutaj określenie transporter opancerzony. Podobnie jak Mark VIII Tank, transporter był zaprojektowany przez duet Tennyson’ D Eyncourt i J.G. Rackham. W przeciwieństwie do konstrukcji zaproponowanej przez W.G. Wilsona, od której wywodzi się cała dotychczasowa linia brytyjskich czołgów ciężkich, Mark IX Tank miał być wielozadaniowym pojazdem. Według teorii model przeznaczony był do walki, transportowania oddziałów i zaopatrzenia. Do tej pory transportem zaopatrzenia zajmowały się przerobione pojazdy Mark I-IV Tank, bądź Gun Carrier Mark I. Problem polegał na tym, że nie można było nimi transportować większych ilości żołnierzy. Konieczny był więc nowy kadłub, bez uzbrojenia, z inaczej rozmieszczonymi elementami układu napędowego.

historia_czolg_Mark_IX_tank

W każdej z bocznych ścian znajdowała się para owalnych drzwi oraz linia ośmiu otworów strzeleckich.

Kluczem w nowej konstrukcji była przestrzeń. Nie zdecydowano się na ustawienie przedziałów. Usunięto niemalże w całości wewnętrzne ramy kadłuba, co znacznie osłabiło konstrukcję. Silnik Ricardo o mocy 150 hp zainstalowano z przodu, zaraz za plecami kierowcy i dowódcy. Układ przenoszenia napędu, znajdował się z tyłu, a łączył je z silnikiem, puszczony w podłodze, wał napędowy. Górą puszczono instalacje, dzięki której kierowca kontrolował skrzynię biegów. Środek czołgu zdominowała przestrzeń ładunkowa. Profil „dziewiątki” różnił się nieznacznie od poprzednich modeli. Była to długa skrzynia. Gąsienice owinięto wokół kadłuba podobnie jak przy innych modelach tamtego czasu. Z przodu, konstrukcja przypominała zadarty pysk pewnego hodowlanego zwierzęcia. “Świnia”, tak zaczęto nazywać pierwszy transporter opancerzony.

Model nie posiadał sponsonów. W bocznych ścianach zlokalizowane były duże owalne drzwi. Wzdłuż wspomnianych ścian biegła linia otworów strzelniczych. Z każdej strony znajdowało się osiem stanowisk. W teorii żołnierze mogli prowadzić z nich ogień w kierunku przeciwnika, ale czy było to możliwe? O niuansach, które mogły w tym przeszkodzić będę pisać za chwilę, a teraz skupię się na załodze. Tworzyło ją czterech czołgistów. Dowódca i kierowca, o których już wspominałem oraz mechanik i strzelec. Pierwsza dwójka siedziała z przodu, przy czym, po raz pierwszy kierowca siedział z lewej strony, a po jego prawej znajdowało się stanowisko dowódcy.

historia_czolg_kaczka_modelstory

Kaczka to pierwszy pływający czołg. Pierwsze udane testy przeszedł w dniu zawieszenia broni. fot. www.ww1artwork.jexiste.fr

„Świnia” nie posiadała przygotowanych miejsc dla transportowanych żołnierzy, co generowało więcej przestrzeni, ale było niewygodne dla piechoty. Kto jednak przejmowałby się takimi błahostkami? W teorii pojazd mógł zabrać ze sobą trzydziestoosobowy oddział. Część źródeł podaję liczbę 50-ciu żołnierzy. Trudno na oko ocenić jak było w rzeczywistości. Wiadomo jednak jak koszmarne warunki towarzyszyły piechurom. Na niewielkiej przestrzeni ściśnięci byli niczym sardynki. Wewnątrz panował, jak w poprzednich modelach, nieznośny hałas, temperatura dawała się we znaki, a do tego dochodziły wydobywające się z silnika spaliny. Dodajmy do tego jeszcze pot żołnierzy i mamy niezwykłą atmosferę, która na pewno skuteczne utrudniała oddawanie celnych strzałów ze wspomnianych wcześniej stanowisk strzeleckich. Pamiętajmy też o słabej, a raczej żadnej amortyzacji.

Zamiast, żołnierzy można było przewozić zaopatrzenie. Cześć ładowano w przestrzeń ładunkową wewnątrz pojazdu, pozostały ładunek na dach. Maksymalnie można było transportować 10 ton materiałów wojennych. Sam pojazd ważył 27 ton, ochronę stanowił pancerz gruby na 6 do 10 mm. Silnik o mocy 150 hp nie wystarczał i pojazd cierpiał z tego powodu na niedobory mocy. Zwłaszcza w pełnym załadunku. Maksymalną prędkość, jaką rozwijał to 6-7 km/h!

historia_czolg_MarkIXTank_dane_techniczne

Ogółem zamówiono 200 sztuk, ale przed końcem wojny udało się ukończyć zaledwie trzydzieści pięć egzemplarzy. Trzy z nich dostarczono jako opancerzony ambulans. Jeden egzemplarz ukończono jako pierwszy na świecie czołg pływający. “Kaczka”, tak nazwano prototyp pojazdu, który 11 listopada 1918 roku przeszedł udane testy. Konstrukcja została wyposażona w nadbudówkę, do boków przymocowano podłużne beczki z powietrzem w środku. Załączony film pokazuje, że ta prowizoryczna konstrukcja działała! Z racji zakończenia wojny, Mark IX Tank nie zrobił oszałamiajacej kariery w brytyjskich siłach pancernych.

Z uwagi, że sezon wakacyjny w pełni, na zewnątrz upały, słońce rozwesela twarze, postanowiłem zrobić sobie kilka dni wolnego. Co to oznacza dla Was drodzy Czytelnicy? Na pewno mniej wpisów w tygodniu. Może zdarzyć się tak, że przyszły tydzień będzie przebiegać pod znakiem głuchej ciszy w opowieści o czołgach. Pytanie tylko, czy uda mi się uwolnić chociaż na chwilę od pojazdów na gąsienicach? Czasami o tym marzę, ale pasja wygrywa ze zdrowym rozsądkiem.

Grafiki zamieszczone w galerii pochodzą ze strony www.ww1artwork.jexiste.fr

_________________________________________________________________________________________________________________________

D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919, The Crowood Press Ltd, Marlborough 2001.
http://www.landships.info/landships/index.html
http://ww1artwork.jexiste.fr/

Modelstory 30 lipca 2013 BRYTYJSKIE, GŁÓWNA, NARODZINY