MARK IV TANK – BOHATER CAMBRAI

Wiosną 1917 roku Anglicy rozpoczynali produkcję Mark IV Tank. Nowy model miał wiele modyfikacji eliminujących wady poprzednich wersji. Dodano tłumik z wydechem, poprawiono osiągi silnika, zwiększono pancerz, przeniesiono zbiornik benzyny na tył. Konstruktorom nie udało się wyeliminować wszystkich błędów. Nadal czołgiem musiało sterować czterech ludzi!

Od momentu rozpoczęcia produkcji Mark I Tank, Brytyjczycy skupiali się w zasadzie na modyfikowaniu i udoskonalaniu jednego modelu. Z tego też względu w przeciągu kilku miesięcy opracowali oni system produkcji, który z każdym nowym modelem udoskonalano na tyle na ile pozwalała gospodarka czasu wojny. Mimo to osiągano niezłe jak na tamte czasy efekty. Z chwilą zakończenia produkcji „trójki” ruszyło składanie nowego pojazdu. Dosyć szybko osiągnięto produkcję rzędu 20 czołgów tygodniowo. Spodziewano się, że w najbliższym czasie uda się tę liczbę podwoić.

czolg-markIVtank-vs-markItank

U góry Mark I poniżej Mark IV. Na zewnątrz niby to samo, w środku zmiany poprawiające służbę załogi. Jedną z nich było przeniesienie zbiornika paliwa z wewnątrz kabiny, na zewnątrz na tył pojazdu. grafika D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919.

KONSTRUKCJA I RÓŻNICE

Jak wyglądał proces składania pojazdu? Najpierw montowano kadłub, który następnie opuszczano na przygotowane gąsienice. Następnie instalowano koła zębate i pozostałe elementy układu jezdnego. Silnik, skrzynia biegów, dyferencjał, które dostarczyła firma Daimler, opuszczano z góry do kadłuba. Następnie nitowano tylną płytę pancerną, a dach dokręcano. Teraz można było dodać ostatnie szczegóły takie jak, zbiornik paliwa oraz sponsony. Na koniec malowanie i pojazd był gotowy do służby. Nie zupełnie, ponieważ brakowało jeszcze uzbrojenia, które montowano na końcu. Z zamówionych 1.400 sztuk w tym:

• 950 szt. bojowych
• 205 szt. zaopatrzeniowych
• 11 szt. eksperymentalnych
• 54 szt. nadwyżki

ostatecznie zmontowano 1220 sztuk. 1155 egzemplarzy było przygotowanych do walki bądź treningu. Dużą część użyto do licznych testów sprawdzających nowe pomysły i idee. Tradycyjnie już, modele wyprodukowano w dwóch rodzajach: męskim i żeńskim.

Z zewnątrz pojazd nie różnił się zbytnio od poprzednich serii. W środku dokonano kilku zmian, które w pewnym stopniu poprawiły warunki służby. Zacznijmy jednak od tego, co od początku było bolączką tej konstrukcji. System sterowania pojazdem stosowany już od Mark I Tank angażował siły oraz uwagę czterech członków załogi. Francuskie konstrukcje, co podkreślałem już w poprzednich tekstach, pozwalały kierować pojazdem tylko jednej osobie. Zdawali sobie z tego wszyscy zainteresowani rozwojem nowej broni, dlatego też w marcu 1917 roku kilka egzemplarzy „dwójek” służyło testom nowych układów kierowania.

czolg-markIVtank-konstrukcja-modelstory

Gotowy kadłub. Wystarczy zamontować jeszcze gąsienice, silnik, przekładnie, skrzynie biegów, uzbrojenie, sponsony…fot. D. Fletcher, British Mark IV Tank.

Wygrał projekt zaproponowany przez Wilsona. Niestety było zbyt późno, aby montować go w „czwórce”, której opóźniona (ciągłe zmiany konstrukcyjne) o dwa miesiące produkcja właśnie ruszała. Wyprodukowanie odpowiedniej ilości układu kierowniczego spowodowałoby kolejne opóźnienia, na co armia brytyjska nie chciała się zgodzić. Pomimo niemalże rocznej produkcji gąsienicowych wozów bojowych, Brytyjczycy nadal nie posiadali czołgu, którym mogła kierować jedna osoba.

Konstruktorom udało się zmodyfikować silnik, co skutkowało zwiększeniem mocy. Dokonano tego w trywialny wręcz sposób. Porucznik W. O. Bentley, ten sam, który wsławi się w przyszłości konstruowaniem sportowych samochodów, wpadł na pomysł, aby w silnikach zastosować aluminiowe tłoki. Wraz z nowym gaźnikiem, podniosły stopień sprężania z 4.2:1 do 4.75:1, co równało się wzrostowi mocy ze 105 hp do 125 hp. Jak przełożyło się to na prędkość pojazdu? Pozostała ona taka sama. Czołg rozwijał tylko 6,5 km/h, a to dlatego, że wzrosła grubość opancerzenia, a wraz z nim masa pojazdu.

Pancerz nowej serii miał następujące parametry: front kabiny 12 mm (niektóre źródła podają 14 mm), boki pokryto cieńszymi 8 mm płytami, przez co pogarszała się znacznie osłona załogi oraz silnika i innych elementów układu napędowego. Tylna płyta oraz spód otrzymały opancerzenie grubości 6 mm. Stosowana stal pozostawiała wiele do życzenia. Produkcja cienkich, kuloodpornych płyt była nadal w powijakach. Pancerz wytwarzano tradycyjnymi narzędziami i sporo elementów odrzucano ze względu na wysoki stopień kruchości.

“UKŁON” W KIERUNKU ZAŁOGI

Istotną zmianą ułatwiającą życie załogi było dodanie tłumika oraz układu wydechowego. Do trzech wylotów spalin, kończących się w poprzednich modelach na suficie podłączono jedną długą rurę. Biegła ona dachem wzdłuż kadłuba w kierunku tylnej części pojazdu. Brak tak prostego rozwiązania był źródłem problemów załóg wczesnych modeli. Po pierwsze w czołgu panował nieznośny hałas, a nie jest on sprzymierzeńcem dobrego komunikowania, które jest podstawą właściwego wykonywania zadań. Po drugie nad pojazdem zbierały się, gęste chmury za dnia, a w nocy czerwona poświata, a nawet iskry. Jak łatwo się domyśleć zdradzały one pozycje pojazdów, co narażało na wrogi ostrzał artyleryjski. Czołgiści próbowali różnych rozwiązań, o czym szerzej piszę w tekście poświęconym poprzednim modelom.

SONY DSC

Wejście do czołgu (wersja męska). Dopiero teraz widać ile trudności sprawiała sprawna ewakuacja. Pół biedy, jeśli przeciskać się miał jeden czołgista, ale służbę w tym pojeździe pełniło 8 ludzi!. fot. Adam Grzymski.

Dzięki pozbyciu się tylnego ogona sterującego, otrzymano trochę przestrzeni w tylnej części pojazdu. Zamontowano tam pancerną skrzynkę, w której umieszczono zbiornik paliwa o pojemności 318 litrów. Zastąpił on dwa 113 litrowe zbiorniki, które wcześniej zamontowane były wewnątrz kabiny. Jak łatwo się domyśleć zwiększały one prawdopodobieństwo wystąpienia pożaru. Przeniesienie zbiornika na tył pojazdu i wypchnięcie go po za kabinę załogi, znacznie podniosło bezpieczeństwo czołgistów. Rozwiązanie to zwiększyło również zasięg czołgu o całe 16 km.

Zmiana położenia wspomnianego zbiornika nie rozwiązała jednak wszystkich dotychczasowych problemów. Jednym z nich był system dostarczania paliwa, który opierał się na siłach grawitacji! Z uwagi, że nowy zbiornik paliwa znajdował się teraz niżej, konieczne było zastosowanie mechanizmu podającego paliwo do silnika. Oryginalnie w silnikach Daimlera stosowano pompy powietrza, podobno ten system nie sprawdzał się. Z tego też względu zastosowano nowy próżniowy układ Autovac, który był skuteczniejszy niż poprzednie rozwiązania.

Najbardziej widocznymi zewnętrznymi modyfikacjami, które wprowadzono już w “trójce” (wersja żeńska) były zmiany uzbrojenia oraz kształtu i wielkości sponsonów. W modelu męskim poważny problem stanowiły długolufowe morskie działa. W warunkach bojowych, łatwo można je było uszkodzić przypadkowym uderzeniem w różne przeszkody terenowe. W tamtym okresie czołgi często operowały w błotnistym terenie, z tego też względu często zdarzało się, że działa zatykały się błotem. Powyższe problemy zmusiły konstruktorów do zaproponowania nowego działa. Nowe armaty miały ten sam kaliber ale były znacznie krótsze. Zasięg maksymalny to 6.675 m przy prędkości wylotowej pocisku 411.5 m/s. Z odległości 457 m można było przebić pancerz grubości 30 mm.

Kontakt z błotem „lubiły” również stare wielkie sponsony (męskie wersje “jedynki”, “dwójki” i “trójki”), które ze względu na kształt i rozmiary często skutecznie spowalniały postępy pojazdu. Ponadto załogi nienawidziły ich ze względu na czynność polegającą na demontowaniu i montowaniu 1,5 tonowych elementów podczas przygotowań pojazdu do transportu kolejowego. Jeśli sądzicie, że miały to robić specjalne maszyny to jesteście w błędzie. Dlatego też nowy sponson miał być nieco mniejszy. Z dołu bardziej ścięty, co miało ustrzec przed zakopywaniem się w podmokłym gruncie.

czolg-markIVtank-droga-Cambrai-modelstory

Transport na pole bitwy pod Cambrai. Na czołgach faszyny, niezwykle przydatne do przeprowadzenia tzw. “świdrującego uderzenia”, nowej taktyki broni pancernej. fot. D. Fletcher, British Mark IV Tank.

W przypadku żeńskich wersji, sprawa sponsonów wyglądała nieco inaczej. Nowy rodzaj testowano już w „trójce”, ale dopiero w “czwórce” opracowano ich ostateczny wygląd. Podzielono je na dwie części. U góry znajdowała się obudowa wraz z uzbrojeniem. W dole szeroko otwierające się włazy (coś a’la wejście do salonu w westernach). Teoretycznie w wypadku zagrożenia np. pożarem wystarczyło kopniakiem otworzyć włazy. Brutalna rzeczywistość, czego dowodem są drastyczne zdjęcia z Cambrai, dowodzi, że teoria czasem zawodziła.

PRZED CAMBRAI

Korpus czołgów otrzymał w pierwszej partii 216 wozów bojowych podzielonych pomiędzy sześć batalionów. Podziału dokonano we Francji. Każdy batalion miał dodatkowo sześć modeli zaopatrzeniowych, a były nimi czołgi Mark I i II. Początek trzeciej bitwy pod Ypres  to błotna kąpiel, podczas której więcej niż 70 czołgów zakopało się. Niemcom nie udało się urządzić strzelania do kaczek. Łupem ich artylerii padło mało pojazdów. Tak słaby wynik to efekt błędnych założeń co do samego użycia czołgów. Korpus oficerski, nie chciał słuchać kolegów dowodzących wojskami pancernymi. Sytuacja powodowała tarcia, dyskusje i kłótnie, które mogły zaważyć na dalszym losie broni pancernej.

Zaledwie kilka dni po rozpoczęciu bitwy, 3 sierpnia J.F.C Fuller, główny teoretyk broni pancernej uznał, że zadania Mark IV Tank w tej bitwie dobiegły końca. Kolejne protesty odniosły sukces i następną dużą bitwy planowano pod kątem użycia nowej broni. Fuller jak mantrę powtarzał, że skuteczne użycie pancernych pojazdów musi być poprzedzone wyborem odpowiedniego terenu. Przed starciem nie wolno czynić długotrwałego przygotowania artyleryjskiego. Ważnym też jest masowe użycia na małej przestrzeni. Wielu oficerów także tych wyższych rangą było zdania, że skoro czołgi nie są w stanie walczyć w każdym terenie, są bezużyteczne. Ich pogląd szybko został zweryfikowany.

Już dwa tygodnie później 19 sierpnia 1917, dziewięć czołgów wzięło udział w desperackiej wydawałoby się misji zdobycia wioski St. Julien. Atak nie został poprzedzony ostrzałem artyleryjskim, a jedynie wystrzeleniem pocisków dymnych, które postawiły zasłonę. Efektem nowatorskiej taktyki było zdobycie wspomnianej wioski przy stratach własnych 15 ludzi! Teoretycy broni pancernej wiedzieli, że w nadchodzącej bitwie muszą trzymać jasno określonych wspomnianych już zasad.

Front zachodni nie był jedynym teatrem działań wojennych, w którym użyto bojowo nowej broni. Doszło do tego również w miejscu, które również dziś jest miejscem niepokojów i starć zbrojnych. Pierwsze operacje z użyciem pojazdów gąsienicowych na bliskim wschodzie wiązały się z udziałem maszyn w drugiej bitwie o Gazę. Z ośmiu użytych tam Mark I Tank, Anglicy stracili trzy. Zostały one zastąpione trzema nowymi modelami. Bitwa znana jako trzecia pod Gazą rozpoczęła się 1 listopada 1917 roku. Czołgi miały odegrać w niej dużą rolę. Tak się jednak nie stało.

swidrujace-uderzenie-taktyka

“Świdrujące uderzenie”. Oddział czołgów dzielono na sekcje po trzy pojazdy, które atakowały linie zasieków oraz dwie linie okopów. Niemieccy żołnierze mieli do wyboru poddać się lub zginąć. fot. J. Solarz, Czołgi brytyjskie 1914-1918.

Pierwsza fala uderzeniowa złożona z trzech modeli ugrzęzła i została porzucona przez załogi. Maszyny rezerwowe również miały kłopoty z mobilnością i nie zdążyły na czas dotrzeć w wyznaczone miejsce. Mimo to Brytyjczycy zdobyli Gazę, ale nowa broń nie pozostawiła dobrego wrażenia.

CAMBRAI

Miejscowość ta jest dla czołgów tym samym czym zmagania o Midway dla lotniskowców. To pod Cambrai bitwa została dostosowania do tanków, a nie odwrotnie. Przygotowania realizowane pod okiem dowódców wojsk pancernych zaowocowały następującymi rozwiązaniami:

• na względnie małej przestrzeni skoncentrowano 378 maszyn oraz dodatkowo 54 czołgi zaopatrzeniowe i 9 wozów łączności. Pojazdy podzielono pomiędzy trzy brygady. 32 maszyny bojowe wyposażono dodatkowo w sprzęt do cięcia zasieków

• właściwy atak poprzedził krótki lecz gwałtowny ogień artyleryjski (Niemcy byli przekonani że atak nastąpi dopiero po kilkunastu godzinach). Pierwsza fala maszyn ruszyła jeszcze przed świtem, kiedy obrona była zupełnie nie przygotowana

• przed bitwą dokonano rekonesansu przyszłego pola bitwy, miejsca uderzeń czołgów wytypowano starannie i zadbano o to, aby wolne były od naturalnych przeszkód terenowych, spowalniających lub uniemożliwiających ruch

Wszystkie użyte pojazdy miały 1,5-tonowe faszyny zamontowane na szczycie swojej kabiny. Parę słów o faszynach. Każda była złożona z 75 mniejszych powiązanych ze sobą, a następnie mocno ściśniętych. Obwiązywano je łańcuchami ciągniętymi przez czołgi poruszające się w przeciwnych kierunkach. Okoliczny las Crecy utracił około 400 ton lekkiego drewna, z którego przygotowano faszyny dla około 300 maszyn. Do czego służyły? Były zrzucane do okopów, dzięki czemu wozy łatwiej pokonywały okopy. Z ich użyciem wiąże się pewna nowa taktyka. Pozwólcie, że w paru zdaniach opiszę tzw. “świdrujące uderzenie”…

czolg-MarkIVTank-zaladunek-statek

Załadunek na statek i w drogę w kierunku Gazy. fot. D. Fletcher, British Mark IV Tank.

…atakujący oddział podzielony był na sekcje bojowe. W każdej z nich znajdowały się trzy pojazdy atakujące zasieki oraz pierwszą i drugą linie okopów. Na przedzie jechał czołg prowadzący, za nim w odległości około 20 m podążały wozy piechoty (nazwa wzięła się od tego, że skrywała się za nimi piechota). Kiedy czołg prowadzący pokonał linię zasieków, skręcał przed pierwszym okopem w lewo i otwierał ogień (z prawej burty) do kryjących się w transzei Niemców. W tym samym czasie jeden z pojazdów piechoty dojeżdżał do pierwszego okopu, zrzucał faszynę i za jej pomocą pokonywał umocnienie. Za okopem skręcał w lewo i z obu burt otwierał ogień do pierwszej i drugiej linii transzei. Trzeci czołg pokonywał pierwszy okop (po faszynie zrzuconej przez poprzedni pojazd) i kierował się w kierunku drugiej linii transzei. Zrzucał swoją faszynę po czym po pokonaniu rowu skręcał w lewo i z lewej burty otwierał ogień w kierunku drugiej linii okopów. Cała sekcja jechała tak do momentu spotkania sekcji sąsiedniej, po czym zawracała i poprawiała to czego nie udało się unicestwić przy pierwszym przejeździe.

Jak ujął to Guderian – Na całym atakowanym odcinku frontu w krótkim czasie stracono cały system umocnień… …Nacierały nie pojedyncze czołgi, lecz całe ich linie ciągnące się kilometrami! Amunicja SmK okazała się nieskuteczna, zaporowy ogień artylerii skierowano na ziemię niczyją i nie można go było cofnąć, a nielicznymi granatami ręcznymi można było zaszkodzić strzelającym maszynom jedynie w wyjątkowych przypadkach. Zatem bezbronni! Straszliwa konstatacja dla niemieckiej piechoty: stanąć bezbronnym wobec materialnej przewagi wroga. Pozostał tylko wybór między śmiercią a pójściem do niewoli; próba przebicia się do tyłu w tym ogniu była beznadziejna.

Cambrai co prawda nie było sukcesem w dłuższym wymiarze czasu, ale początkowa faza bitwy przyniosła efekty na niespotykaną do tej pory skalę. Dzień upływał pod znakiem sukcesów. Niemcom przy pomocy dział kalibru 77 mm udało się zniszczyć (pod Flesquieres Ridge) zaledwie 16 wozów, ale było to zbyt mało, aby powstrzymać trzysta egzemplarzy!

Z powodu braku wystarczających rezerw Anglicy nie wykorzystali sukcesu wojsk pancernych. Potem było już za późno. Opór Niemców rósł z każdym dniem. Chwytali się oni wszystkiego byleby powstrzymać przeklęte gąsienicowe maszyny, których z każdym dniem było coraz mniej zdolnych do walki. Używali nawet mobilnych dział przeciwlotniczych jako broni przeciwpancernej. Skąd my to znamy?. Czyż tego samego rozwiązania nie użyto w przypadku legendarnego działa kalibru 88 mm? Niemieckie kontrataki z końca miesiąca doprowadziły do odzyskania terenu, utraconego w wyniku ataku pancernego. Przy okazji armii Kaisera udało się zebrać mnóstwo (około 50 sztuk) porzuconych w listopadzie czołgów. Około 30 z nich przywrócono do sprawności bojowej, pozostałe służyły, jako źródła części zapasowych.

MODYFIKACJE

Na przełomie 1917/1918 dokonano modyfikacji pojazdu. Zastosowane pierwotnie chłodnice firmy Daimler nie były tak dobre jak chłodnice rurowe, które instalowano w kolejnych egzemplarzach.

SONY DSC

Na pierwszym planie armata kalibru 57 mm, w tle karabin maszynowy Lewisa 7,7mm. Na prawo od armaty wizjer służący do obserwacji przedpola. fot. Adam Grzymski.

Jednym ze sposobów na rozwiązanie problemu szerszych okopów (od 1917 roku, Niemcy poszerzali okopy, w ten sposób chcieli zatrzymać czołgi) było wydłużenie czołgu. Jak chciano tego dokonać? Foster wpadł na pomysł urządzenia zwanego „ogonem kijanki”. Konstrukcja wydłużała tył ramy trakcyjnej, tak że czołg miał osiągnąć 9 metrów długości. Zwiększała się ilość płyt na każdej gąsienicy o 28 nowych. Zmodyfikowany model był testowany, ale nie sprawdzał się na tyle dobrze aby wprowadzać go do służby. Ogon był zbyt lekki i elastyczny, a powinien być raczej sztywny. Pewna liczba ogonów została wysłana do Francji, ale nie ma dowodu na to aby zostały użyte podczas działań.

Testowano i starano się wdrażać system komunikacji głosowej pomiędzy czołgami i samolotami (już wówczas taktycy myśleli o wspólnych działaniach różnych rodzajów wojsk). Takie podejście do tematu podpowiadały im niektóre wcześniejsze starcia. Ówczesna technologia nie pozwalała na wdrożenie tej nowatorskiej koncepcji w życie. Prowadzono również prace oraz testowano trzeci rodzaj czołgu. Hermafrodyta na lewej burcie uzbrojona była w działa, na prawej w karabiny maszynowe.

Podczas niemieckiej wiosennej ofensywy 1919 roku większość modeli została odesłana do rezerwy, a załogi wyposażono w karabiny maszynowe. Część pojazdów ukryto w miejscach w pobliżu linii frontu. Miejsca te gen. Hugh Elles nazwał króliczymi norami. Pomysł był taki, że Niemcy atakując natrafialiby na czołgi, które zrzucając siatki maskujące wkraczałyby do walki odnosząc lokalne sukcesy. Piechota Kaisera okazała się sprytniejsza. Atakowano najsłabsze punkty oporu omijając dużą część zasadzek. W ten sposób wiele modeli znalazło się za linią frontu co skutkowało porzuceniem przez załogi.

SCHYŁEK SŁUŻBY I LATA POWOJENNE

Do lata 1918 roku, większość batalionów została przezbrojona w Mark V Tank lub była przygotowywana do tego. Wówczas, gdy rozpoczynała się wielka bitwa pod Amiens z sierpnia 1918, Mark IV były wozami zaopatrzenia. Były jednakże dwa bataliony uzbrojone w Mk IV i użyto ich w późniejszych bitwach.

czolg-markIVtank-mozdzierz

Usunięcie nieprzydatnego ogona (miał wspomagać sterowanie) stworzyło przestrzeń z tyłu, którą można było wykorzystać w różnoraki sposób. Przeniesiono tam zbiornik na benzynę, o czym już wspominałem. Na załączonym zdjęciu widać, że można było tam montować także moździerze. fot. D. Fletcher, British Mark IV Tank.

W 1919 r., przekazano społecznościom lokalnym w Anglii, Walii i Szkocji część zbędnych pojazdów. Jeden z Mark IV służył w Irlandii, tuzin został wysłany do USA. Inne zostały przesłane do krajów wspólnoty brytyjskiej i do kolonii zamorskich takich jak Australia i Kanada. Jeszcze inne wysłano do Japonii, nie wiadomo czy w geście dobrej współpracy, czy jako wzór służący rozwojowi broni pancernej .

Większość złapanych przez Niemców i użytych przez nich czołgów, została odzyskana przez Brytyjczyków, jednakże dwa żeńskie Mark IV działały we Freikorpsach. W 1919 roku użyto ich w Berlinie w starciach z rewolucją. Zostały potem oddane pod kontrole sojuszniczej komisji. Jeden z żeńskich znalazł się w Stuttgarcie. Miał służyć jako wzorzec dla niemieckich projektów. Rok później Brytyjczycy odebrali swoją “zgubę”.

“Czwórka” była pierwszym brytyjskim wielkoseryjnym czołgiem. Łącznie wybudowano około 1200 pojazdów. Model był wykorzystywany we wszystkich ważniejszych bitwach frontu zachodniego począwszy od lata 1917 roku i zmagań pod Amiens, a zakończywszy na zawieszeniu broni jesienią 1918 roku. Był także drugim podczas I wojny światowej, zaraz po Mark I Tank, pojazdem walczącym na bliskim wschodzie. Zapisał się w historii, jako pierwszy brytyjski czołg użyty masowo w planowanej bitwie. I jeszcze jedno. Ostatnie egzemplarze oznaczone jako Mark IVA otrzymały nowy silnik oraz układ sterowania. Nowy model był w zasadzie czymś przejściowym, co miało w przeciągu kilku miesięcy zaprezentować się światu jako Mark V Tank.

Grafiki zamieszczone w galerii pochodzą ze strony www.ww1artwork.jexiste.fr

czolg-markivtank-dane-techniczne

_________________________________________________________________________________________________________________________

J.F.C Fuller, Tanks in the great war 1914-1918, E.P. Dutton and Company, New York 1920.
A.G.Stern, Tanks 1914-1918, The Log-Book Of A Pioneer, Hodder and Stoughton, London, New York, Toronto 1919.
J. Solarz, Czołgi brytyjskie 1914-1918, Kraków-Warszawa 1996.
D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919, The Crowood Press Ltd, Marlborough 2001.
D. Fletcher, British Mark IV Tank, Osprey Publishing Ltd, Wellingborough 2007.
H. Guderian, Achtung Panzer!, Erica, Warszawa 2012.

Modelstory 21 maja 2013 BRYTYJSKIE, GŁÓWNA, NARODZINY