FURIA -TO NIE MOGŁO WYDARZYĆ SIĘ W REALU

To pierwszy film fabularny jaki dane było mi oglądać, w którym wystąpił oryginalny Pzkpfw VI “Tygrys”. Legendarny czołg jest głównym atutem tej produkcji. Plusem filmu jest także sposób w jaki przedstawiono wojnę. Bez zbędnego patosu, prostymi, dosadnymi i wbijającymi w fotel scenami. Coś jednak zgrzyta w filmie “Furia” i nie jest to gra aktorów.

Dowódca tyułowej “Furii” Don “Wardaddy” Colier (znakomity Brad Pitt) staje na czele oddziału amerykańskich czołgów, których głównym zadaniem jest przyjście z pomocą kolegom walczącym z resztkami niemieckiej armii. Grupa pancerna Jankesów dysponuje początkowo pięcioma Shermanami. Na ich drodze staną doskonale zamaskowane niemieckie działa przeciwpanerne, wspomniany “Tygrys” oraz batalion SS. Śledząc kolejne perypetie dzielnych czołgistów odniosłem wrażenie, że czuwa nad nimi coś więcej niż tylko wojenne szczęście. Może to niewidzialna ręka reżysera?

furia-czolg-film

M4A3 76W HVSS to późniejszy Sherman z długolufowym działem kalibru 76,2 mm oraz szerokimi gąsienicami. Miał większe szanse w starciu z Tygrysem niż podstawowe wersje Shermanów. fot. www.dailymail.co.uk

W pierwszym starciu właściwej misji załoga Furii wraz z towarzyszącymi czołgami niszczy dobrze ukryte niemieckie działa przeciwpancerne. Niby nie ma się do czego przyczepić, ale ktoś kto zna realia II wojny światowej zdaje sobie sprawę, że coś takiego nie miało prawa zaistnieć w rzeczywistości. Po pierwsze czołgi amerykańskie są wystawione na odstrzał niemalże jak na strzelnicy. Po drugie, czołgi te to tylko Shermany, które były niezwykle podatne na ostrzał prowadzony z dział przeciwpancernych. Wreszcie po trzecie niemiecki sprzęt dysponował świetnymi przyrządami celowniczymi, które eliminowały niecelne strzały. Co natomiast mamy w scenie starcia z niemiecką baterią przeciwpancerną?

Niemiłosierne pudłowanie. Żaden niemiecki pocisk nie jest w stanie w opisywanej scenie dosięgnąć słabego pancerza amerykańskich tanków. Z kolei “Wardaddy” i jego kompani bez większego problemu trafiają ukrytych w zaroślach Niemców. Ok, można tłumaczyć tę scenę tym, że niemieccy artylerzyści spanikowali na widok nadciągających Amerykanów, jednakże ten argument upada kiedy przypomnimy sobie scenę poprzedzającą tę potyczkę. “Wardaddy” zostaje uprzedzony o wysokiej skuteczności ostrzału niemieckich artylerzystów. Argument paniki i braku chęci do walki upada.

furia-czolg-pojazd-shermany

Chociaż Shermany wystawione były na odstrzał, żaden nie został zniszczony w walce z dobrze zamaskowanymi niemieckimi działami przeciwpancernymi.

No dobrze. Przymrużyłem oko, gdyż poszedłem na ten film przede wszystkim dla obejrzenia sceny walki z Tygrysem. W historii kinematografii, potyczek z Tygrysami było wiele. Wystarczy wspomnieć chociażby rodzimych “Czterech pancernych…” czy też niezapomniane “Złoto dla zuchwałych”, bądź też serię radzieckich produkcji traktujących o “Wielkiej wojnie ojczyźnianej”. We wspomnianych filmach rolę Tygrysów odgrywały zazwyczaj sowieckie T-34, bądź też ciężkie czołgi IS-2. Tym razem miał występować prawdziwy Tygrys. Jedyny jeżdżący na świecie Pzkpfw VI o numerze bocznym 131, który został przechwycony przez Anglików w Tunezji wiosną 1943 roku. Obecnie pojazd ten stacjonuje w Muzeum Czołgów w Bowington w południowej Anglii i jest jego główną atrakcją. Musi gdyż koszt utrzymania 56-tonowego potwora to kilkadziesiąt tysięcy funtów miesięcznie!

Wróćmy do filmu. W potyczce z Tygrysem biorą udział cztery amerykańskie załogi, z których w najlepszym połozeniu jest załoga tytułowej Furii. Obsługiwała ona Shermana w wersji M4A3 76W HVSS. Model ten charakteryzował się długolufową armatą kalibru 76,2 mm, szerokimi gąsienicami oraz lepszym opancerzeniem, niż wcześniejsze wersje produkcyjne. To efekt doświadczeń bojowych i starć z niemieckimi panzerami. Trzy pozostałe Shermany to wersje podstawowe, z krótkolufowym działem, które nadawało się wyłącznie do walk z piechotą, a już na pewno nie z jednym z najlepszych czołgów II wojny światowej, jakim był Tygrys.

The Tiger Tank in Columbia Pictures' FURY.

Oryginalny Tyrys prezentuje się dobrze, chociaż filmowcy mogli postarać się o mocniejsze zamaskowanie pustynnego malowania.

Podobnie jak w przypadku wcześniejszego starcia, załoga niemieckiego czołgu ma problemy z trafieniem Ronsonów. Wiedząc, że Shermany są nadzwyczaj łatwopalne, amerykańscy czołgiści przechrzścili je mianem popularnych w tamtych czasach zapalniczek! Niemcy nadali im jeszcze bardziej makabryczną nazwę… “Tommy kocher” czyli “opiekacz Angoli”! Załoga Tygrysa staje wreszczie na wysokości zadania i zaczyna trafiać czołgi Jankesów. Jeden po drugim Shermany stają w płomieniach. Oprócz tytułowej Furii. Co prawda bohater filmu otrzymuje dwa strzały, ale w przypadku pierwszego, zamontowane na burcie czołgu pale drewna ratują sytuację. W drugim przypadku pocisk rykoszetuje. Co jak co, ale pocisk armaty KwK 36 kalibru 88 mm był w stanie przebić pancerz amerykańskich czołgów już z dystansu 2 km! Pamiętajmy, że walka odbywała się na dystansie kilkunastu metrów! Jak to możliwe?

Filmowy Tygrys nie był w stanie tego zrobić i przegrał pojedynek z kretesem. Na polu walki pozostał już tylko jeden Sherman. Na drodze unieruchomionego czołgu stanął batalion SS uzbrojony m.in. w Panzerfausty. “Nie chcą się poddawać, śpiewają i są w nastroju bojowym” tak scharakteryzował napotkanych podczas zwiadu Niemców, świeżo upieczony strzelec “Furii” Norman Elisson. Starcie które następuje w końcówce filmu trwa kilka godzin i Niemcy nie są w stanie zniszczyć czołgu, chociaż mają przewagę oraz wiele wariantów do zastowania. Mogą przecież obejść pojazd z wielu stron, wykorzystać posiadane Panzerfausty. Robią to dopiero po kilku godzinach boju i stracie przynajmniej połowy oddziału.

sherman-vs-tygrys

Chyba nie ma wątpliwości po tym porównaniu, który z czołgów dominował na polu walki.

Sekwencja scen i zdarzeń wyłaniająca się w tym bądź co bądć dobrym filmie jest jak najbardziej możliwa, ale dla zachownia realizmu starć pancernych II wojny światowej, brakuje w nim co najmniej dziesięciu Shermanów. Zaczynając piętnastoma czołgami Amerykanie mogliby faktycznie pokonać jednego Tygrysa, baterię dobrze ukrytych dział przeciwpancernych oraz batalion SS. Wówczas mielibyśmy kompletny i realny obraz starć pancernych jakiem miały miejsce w Europie Zachodniej w latach 1944-45. Niestety oprócz “zatrudnienia” w filmie oryginalnych maszyn i świetnie odwzorowanych warunków walki mamy powtórkę z dawnych produkcji wojennych, gdzie Niemcy nie potrafili celować i legionami szli wprost pod lufy Amerykanów, Polaków, czy też Rosjan.

Mimo to film mi się podobał. Jest w nim dużo scen skutecznie zniechęcających to bycia czołgistą. Po za tym jest Tygrys, a usłyszeć w kinie jego ryk to coś więcej niż oferowano dotychczas nawet w “Szeregowcu Ryanie”.

Modelstory 10 listopada 2014 GŁÓWNA, NIUSY