DIABEŁ NADCHODZI – MARK I TANK

Nie miał wentylacji. Hałas w środku był tak wielki, że nie można było się porozumieć, nawet krzykiem. Temperatura wzrastała do 50° Celcjusza! Z silnika i układu wydechowego wydobywały się chmury dwutlenku węgla, podtruwając załogę. Takie warunki panowały w pierwszym zastosowanym bojowo czołgu.

Mark I Tank był do momentu pierwszego użycia obiektem drwin w armii brytyjskiej. Największe wrażenie wywarł na żołnierzach niemieckich. Generalicja niemiecka dopiero po bitwie nad Sommą dostrzegła potencjał, jaki drzemie w tych maszynach.

W celu zmylenia wywiadu niemieckiego nową maszynę nazwano „tank”. W dodatku, budowę nowego rodzaju broni skutecznie zakamuflowano. Oficjalnie fabryka Fostera produkowała zbiorniki na zamówienie rządu rosyjskiego. Aby uwiarygodnić tę wersję wydarzeń, na kadłubach maszyn malowano cyrylicą Z troską dla Piotrogrodu.

silnik-dyferencjal-chlodnica-mark-I-tank

Od lewej chłodnica, dyferencjał, silnik. Załoga musiała znosić sąsiedztwo mechanizmu napędowego. Z silnika wydobywały się spaliny co nie wpływało pozytywnie na samopoczucie pierwszych czołgistów. D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919.

Budowę czołgów rozpoczęto w kilku zakładach jednocześnie. Wyprodukowano ogółem 150 sztuk. Hartowane, pancerne płyty montowano do metalowego szkieletu za pomocą nitów. Gąsienice rozciągnięte były na czterech kołach zębatych, dwóch z przodu oraz dwóch z tyłu. Dwa przednie były regulowane. Miało to pozwolić uniknąć sytuacji nadmiernego napinania się gąsek. Rama dolna, w której znajdowały się rolki, nie była płaska, lecz miała kształt łukowaty. Tylko 8 z 90-ciu ogniw (tyle miała cała gąsienica) dotykało gruntu. Dzięki temu rozwiązaniu, łatwiej było napędzać maszynę, ale gorzej było ze zmianą kierunku jazdy. Po prostu, mniejszy nacisk na podłoże wpływał negatywnie na manewrowanie pojazdem.

MĘSKI/ŻEŃSKI

Problemem, który zarysował się przy produkcji pierwszej serii czołgów była niewystarczająca ilość dział, w które miały być uzbrojone. Z tego właśnie względu, zadecydowano, aby część czołgów uzbroić wyłącznie w ciężkie karabiny maszynowe Vickers’a, chłodzone wodą. W każdym sponsonie (boczne występy, w których zlokalizowane było uzbrojenie) znajdowały się dwa karabiny. W ten sposób wyeliminowano tzw. „martwą strefę” z lewej i prawej burty pojazdu. Ten model określono, jako czołg żeński. Oprócz standardowych zadań, zajmował się zwalczaniem piechoty wroga. Bez dział nie miał możliwości niszczenia bunkrów i umocnień. Tym zajmowały się czołgi męskie, które uzbrojone były w dwa działa morskie kalibru 57 mm oraz trzy karabiny Hotchkiss’a chłodzone powietrzem.

Oprócz tych, zauważalnych na pierwszy rzut oka różnic, oba modele różniły się także wielkością włazów umieszczonych w sponsonach. Wejście do czołgu żeńskiego było mniejsze, niż do męskiego. Na osiem osób przypadały tylko trzy (jeden mały znajdował się w suficie). Miało to niebagatelne znaczenie przy ewakuacji załogi na wypadek trafienia pojazdu pociskiem artyleryjskim. Jakikolwiek pożar, zamieniał w przeciągu kilku sekund wnętrze pojazdu w piec hutniczy. Artylerzyści mieli jeszcze jakieś szanse na wydostanie się, ale dowódca i kierowca…

stanowisko-ladowniczy-dzialonowy-mark-I-tank

Nie usiądziesz, ani się nie wyprostujesz. Siedem do ośmiu godzin w przykurczonej pozycji, kto to wytrzyma? Ładowniczy i działonowy w Mark I Tank. Warunki nie do pozazdroszczenia. D. Fletcher, British Mark I Tank 1916.

Drobne różnice pomiędzy oba typami występowały także wewnątrz konstrukcji. W czołgach żeńskich obsługa karabinów maszynowych siedziała na siodełkach rowerowych, przymocowanych do kolumn. Maszyny męskie charakteryzowały się gorszymi warunkami służby działonowego i ładowniczego. Nie mieli oni siedzisk, nie mogli się także wyprostować. Oznacza to, że przez kilka godzin musieli walczyć w pozycji pochylonej z przykurczonymi nogami. Słabo? O spartańskich warunkach, w jakich przyszło czołgistom pełnić służbę będzie jeszcze w tym wpisie. Teraz będzie o mało skutecznym wtrysku paliwa i jego zbiornikach.

NIEPRAKTYCZNY POJAZD

Dużą wagę przykładano do wyważenia czołgu, z tego też względu dwa zbiorniki na paliwo (o łącznej pojemności 225 litrów) chciano zamontować w najwyższym punkcie maszyny. Ostatecznie zostały one zlokalizowane w przedniej części kadłuba na każdej z burt. Dużą wadą był wtrysk paliwa opierający się na siłach grawitacji! Jeśli czołg zbyt ostro zanurkował w okop lub wyżłobiony pociskami krater, mógł zgasnąć silnik. Ratunkiem było tylko holowanie przez inny pojazd, co nie było łatwe podczas natarcia.

Pancerz o grubości od 6 mm do 12 mm mógł wytrzymać jedynie naboje z broni ręcznej oraz niektóre odłamki pocisków. Zachodziła duża obawa, że wiązki granatów rzucone na dach będą wyrządzać duże szkody. Prowadzono w tym względzie różne próby, z dodatkowymi płytami pancernymi. Ostatecznie zdecydowano się na konstrukcję z drewna i siatki, która dawała pewną osłonę. Po pierwszych bitwach zrezygnowano z tego, niepraktycznego, rozwiązania.

przod-mark-i-tank-ochrona-przeciw-granatom

Żeński model. Po czym go poznać? W lewym sponsonie widać dwa karabiny Vickers’a (model męski uzbrojony był w działa okrętowe 57 mm). Ten Mark I Tank tak jak pozostałe pierwsze partie, ma zamontowaną osłonę, która miała chronić przed wiązkami granatów.

W pierwszym zastosowanym bojowo w historii czołgu służbę pełniło 8 żołnierzy. W czołgu męskim, dwóch artylerzystów zajmowało się obsługą dział. Wykorzystywali oni ciężar swojego ciała do kierowania działem w płaszczyźnie pionowej i poziomej. Oddawanie strzału podczas jazdy było wręcz niemożliwe. Należy pamiętać, że czołg nie posiadał systemu amortyzacji i wszelkie drgania wywołane jazdą przechodziły na członków załogi, jak i sprzęt. Pojazd musiał się zatrzymać, aby oddać w miarę celny strzał.

Inaczej było w przypadku obsługi karabinów maszynowych. Oddając krótkie serie, strzelcy podczas jazdy mieli duże szanse na trafienie, chociaż kilku żołnierzy wroga. Męskie czołgi, co już było napisane w tym tekście uzbrojone były w trzy karabiny Hotchkiss’a. Jeden na froncie pojazdu obsługiwany był przez dowódcę lub w razie potrzeby przez kierowcę. Ostatnie dwa były zamontowane w sponsonach i pozostawały pod opieką biegowego lub ładowniczego. Ten ostatni musiał także pozbywać się pustych łusek po pociskach. Robił to zazwyczaj wyrzucając je przez drzwi sponsona. W żeńskich czołgach zamiast działonowych byli dodatkowi strzelcy.

NAPĘD I STEROWANIE

Silnik o mocy 105 hp uruchamiało czterech żołnierzy. Rozruch następował poprzez przekręcanie korby zlokalizowanej nad skrzynią biegów. Napęd był przekazywany do silnika za pośrednictwem trzech skrzyni przekładniowych. Jedna służyła do zmiany szybkości, dwie pozostałe do wykonywania skrętów. Napęd do silnika przekazywany był za sprawą skrzyni przekładniowej, którą sterował kierowca i przekładni głównej przez mechanizm różnicowy do dwóch dwustopniowych skrzyni przekładniowych obsługiwanych przez mechaników. Spełniali oni rolę bocznych strzelców karabinów maszynowych, podawali amunicję oraz obserwowali silnik.

dyferencjal-mark-I-tank

Po środku dyferencjał, ta wajcha nad nim to dźwignia uruchamiająca silnik. Za dyferencjałem mieści się chłodnica. Z góry zwisają skrzynki, w które zapakowane są pociski do dział kalibru 57 mm. D. Fletcher, British Mark I Tank 1916.

Kierowanie pojazdem było tak samo skomplikowane, jak opisany parę zdań wyżej mechanizm przekazywania napędu. Zbieramy więc siły i jedziemy dalej 😉

W celu wykonania łagodnego skrętu o dużym łuku, dowódca czołgu obsługujący hamulce za pomocą pedałów, hamował jedną z gąsienic. Dzięki mechanizmowi różnicowemu, druga gąsienica obracała się szybciej. Dla wykonania bardziej „ostrego” skrętu wymagane było współdziałanie, aż czterech członków załogi. Na znak kierowcy, który wyłączał sprzęgło główne, dwaj mechanicy dokonywali przełączeń w bocznych skrzyniach przekładniowych. Równocześnie dowódca hamował jedną z gąsienic.

W manewrowaniu pojazdem miał pomagać ogon. Sprężyny wywierały nacisk kół stalowych na podłoże, co według konstruktorów miało wspierać zmianę kierunku jazdy przy wychyleniu wózka w jedną bądź drugą stronę. Dziś może nam wydawać się, że to pomysł z innej galaktyki. Pamiętajmy jednak, że czołg był konstruowany przez ludzi związanych z admiralicją. Spodziewano się, że ogon będzie działał na podobnych zasadach jak ster w okręcie.

PANCERNE PIEKŁO

Skoro udało nam się przejść przez techniczne szczegóły, to teraz powinno być już z górki. Najpierw o warunkach wewnątrz pojazdu. W dwóch słowach: były tragiczne! Pojazd nie miał wentylacji, nie posiadał przedziałów. Wymyślił je Gunter Burstyn już w 1911 roku, ale nikt go nie chciał wówczas słuchać. Dlatego teraz czołgiści musieli pełnić służbę w bezpośrednim sąsiedztwie silnika!

Hałas był tak głośny, że nie można było się porozumiewać nawet krzykiem. Temperatura wzrastała do 50° Celcjusza, a czołgistów zmuszano do zakładania rękawic, skórzanych kasków i masek na twarz chroniących przed poparzeniami! Z silnika i układu wydechowego wydobywały się chmury dwutlenku węgla, które systematycznie podtruwały załogę. Dodać należy również gazy wydobywające się przy użyciu dział i karabinów maszynowych. Mieszankę dopełniał ludzki pot. Klimat nie do pozazdroszczenia. Acha, zapomniałbym o rurach. Rozgrzane do czerwoności, skutecznie podgrzewały już nieznośną atmosferę. Dziękuję za taki komfort. Można się teraz zastanowić, kto miał lepiej. Czołgiści, czy skrywająca się za pancernymi pojazdami piechota?

POJEMNA PUSZKA

Pierwszy czołg był pojazdem niezwykle pojemnym. Męski model woził 334 pociski 57 mm, żeński woził 24.320 pocisków do karabinów maszynowych. W sterowaniu, przynajmniej w teorii, pomagać miał kompas morski, ale zamknięty w pancernej puszce, nie zawsze wskazywał odpowiedni kierunek. Za to głód załodze nie mógł grozić. Do dyspozycji mieli 16 bochenków chleba, 30 puszek z jedzeniem, ser, herbatę (ech, Ci Anglicy), cukier i mleko. Dodatkowo, czołg woził zapasowy kanister oleju silnikowego, biegowego, dwa mniejsze kanistry smarów oraz trzy puszki wody. Do tego apteczka pierwszej pomocy, dwa pudełka z amunicją do rewolweru, zapasowy karabin maszynowy Vickersa, dwie pary nożyc do cięcia zasieków i trzy flagi sygnalizacyjne. Wiele czołgów woziło na wózku dodatkowe beczki z benzyną. Pojazd wyposażony był ponadto w kilka lamp do oświetlenia wnętrza.

przekroj_mark_I_tank

Ośmiu członków załogi musiało znaleźć sobie miejsce na małej przestrzeni wypełnionej silnikiem i dyferencjałem. Tylko trzy włazy (po jednym w sponsonie oraz jeden w suficie) prowadziły na zewnątrz. Stanowczo za mało w razie pożaru. D. Fletcher, British Mark I Tank 1916

Ekwipunek osobisty, przedstawiał się następująco: dwa hełmy z maską przeciwgazową, parę gogli, skórzany hełm, butelka wody i chlebak. Do tego broń osobista, rewolwery, z których można było strzelać przez specjalne otwory rozmieszczone w kadłubie. Był nawet otwór w dolnej części przedniego pancerza. Niektóre czołgi miały dziewiątego członka załogi właśnie do opiekowania się wspomnianymi otworami.

Kierowca oraz dowódca mogli korzystać z małych peryskopów, przez które “podziwiali” najbliższą okolicę. Mieli też do dyspozycji klapy przednie. Kilka szczelin obserwacyjnych rozmieszczonych w sponsonach, na burtach oraz na przedzie czołgu dawały dodatkowe możliwości obserwacji terenu. Kończyło się to jednak z reguły ranami twarzy ciekawskiego czołgisty. Osłonięte szkłem nie dawały dobrej widoczności i były często roztrzaskiwane przez ogień przeciwnika. Niektóre pojazdy woziły jeszcze parę gołębi w koszu, lampę sygnalizacyjną oraz kabel telefoniczny o długości 90 metrów. Szybko z tego ostatniego zrezygnowano, ponieważ okazał się niepraktyczny.

TRENING

Pierwsze pojazdy były gotowe do opuszczenia fabryki w połowie czerwca 1916 roku. Rozpoczęło się szkolenie kadry. Początkowo mogli ćwiczyć tylko na jednym prototypie, Matce i progresja ich umiejętności była bardzo mała. Z czasem, kiedy zaczęto dostarczać nowe maszyny, tempo szkolenia rosło. Podczas szkoleń załogi uczyły się najrozmaitszych umiejętności. Największe problemy sprawiały sponsony, które na czas podróży koleją były demontowane przez czołgistów w ramach hartowania zdrowego ducha rywalizacji. Ostatni w tej rywalizacji byli obiektem drwin i kpin. Nie było to takie proste – ważył 1,5 tony – a nałożyć go trzeba było na 16 sworzni. Nawet dla 8 żołnierzy było to nie lada wyzwanie.

mark-I-tank-bez-sponsona

Aby ukryć przed wrogiem program budowy czołgów, poczyniono wiele ostrożności. Oficjalnie budowano zbiorniki na wodę, które miały być przekazane sojuszniczej Rosji. D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919

Załogi werbowano na różny sposób. Ochotnicy byli najczęściej czytelnikami magazynu „Motor Cycle”. Przyszłych czołgistów rekrutowano także spośród oficerów wyróżniających się największą odwagą podczas działań bojowych we Francji. Pakowano ich na statki do Anglii, gdzie przechodzili szkolenie, które trudno nazwać specjalistycznym. Wszyscy się wówczas wszystkiego uczyli.

Szkolenie odbywało się początkowo bez sponsonów (wentylacja oraz mniej ważący czołg) nie oddawały w pełni warunków panujących w czołgu. Niepokoiło to angielskich, pełnych konserwatywnych nawyków instruktorów. Mieli oni jeszcze jedno zmartwienie. Zanim czołgi dotarły na poligon, załogi nie miały, na czym ćwiczyć strzelań artyleryjskich. Problem rozwiązano szybko. Tymczasowym poligonem dla załóg „małych statków” okazał się okręt HMS Excellent.

PIERWSZE ROZKAZY

Produkcja 25 sztuk tygodniowo pozwoliła od sierpnia rozpocząć transporty czołgów na kontynent. Zbliżał się nieuchronnie, o czym wszyscy wiedzieli (oprócz Niemców) moment pierwszego starcia z użyciem nowej broni. Plan bitwy był przygotowany przy całkowitym zlekceważeniu wskazówek, które zebrano w poradniku Uwagi dla załóg czołgów, autorstwa Ernesta Swintona. Były jednak ku temu pewne przesłanki.

testy-mark-i-tank

Pierwsze testy wykazały wysokie zdolności pokonywania przeszkód. Romboidalny kształt idealnie nadawał się do przekraczania okopów. W przyszłości Niemcy będą zmuszeni poszerzać transzeje. Anglicy w odpowiedzi będą produkować dłuższe modele. D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919.

Głównodowodzący korpusem ekspedycyjnym sił brytyjskich w Europie, gen. Douglas Haig, chciał użyć czołgów jak najszybciej. Teoretycy i taktycy broni pancernej, m.in. wspomniany już Swinton, przestrzegali przed użyciem tej broni zbyt wcześnie. Według nich czołgów należało użyć w wielkich ilościach przy zmasowanym ataku, a nie wprowadzać je stopniowo. Nie zdołali oni przekonać naczelnego dowództwa ani co do ilości użytych czołgów, ani miejsca oraz czasu akcji. Haig był po prostu zdesperowany. Po klęsce nad Sommą, którą armia brytyjska doznała w czerwcu 1916 roku (z 100 tys. atakujących pierwszego dnia rzezi, bo inaczej tego nazwać nie można stracono 60 tys.) morale Brytyjczyków były gorsze, niż złe. Zmienić ten stan miały właśnie czołgi, które wśród wielu oficerów były obiektem kpin.

Założenia taktyczne były bardzo proste. Czołgi miały niszczyć ogniem swoich dział i karabinów maszynowych wykryte stanowiska i umocnienia wroga oraz torować drogę piechocie przez zasieki z drutu kolczastego.

15 września 1916 roku miała miejsce pierwsza bitwa z wykorzystaniem czołgów. Z 49 gotowych do użycia było tego dnia tylko 32 pojazdów. Pięć zakopało się w okopach lub kraterach po pociskach. Czyżby wpływ na to miał grawitacyjny system wtryskiwania paliwa? Dziewięć zepsuło się, dziewięć poruszało się zbyt wolno podczas samego ataku, jedynie dziewięć ostatnich zdołało dotrzeć do okopów wroga. Czołgi wyrządziły spore szkody frycom. Czołgiści raportowali, że kule z niemieckich karabinów maszynowych przebijały pancerz, zabijając lub raniąc członków załogi podczas walki. Były to specjalne pociski typu K, w które wyposażano obsługę karabinów maszynowych i strzelców wyborowych. Mimo tego, straty wśród czołgistów były niewielkie w porównaniu z dotychczasowymi stratami piechoty.

Po drugiej stronie bitwa wyglądała następująco: …Kiedy we mgle, rankiem 15 września 1916 roku, niemieccy zwiadowcy wyczołgali się ze swoich schronów, wyciągnęli szyję i spojrzeli w stronę Anglików, krew zamarzła im w żyłach. Dwa monstrualne stwory pełzły w kierunku ich okopów. Nie zważając na rozrywające się wokół nich pociski, zwiadowcy przecierali oczy ze zdumienia, będąc w pełni zafascynowani tym, co zobaczyli. Diabeł nadchodzi! – ktoś zdążył krzyknąć w niemieckich okopach.

mk_I_tank_wspinaczka_skaly

Czołg żeński ze specjalnymi nakładkami nałożonymi na ogniwa gąsienic. Nakładki umożliwiały wspinanie się czołgom po zboczach skał. Alianci planowali przeprowadzić desant na wybrzeże Belgii, które charakteryzuje się wysokim skalistym brzegiem. D. Fletcher, British Mark I Tank 1916.

Dzień później, 16 września, w walce użyto tylko trzech czołgów. Miało to miejsce podczas walk związanych z kontratakiem Niemców niedaleko Flers. Wszystkie pojazdy zostały, mówiąc delikatnie, wyłączone z akcji. Pierwsze walki czołgów można określić, jako limitowany sukces. Jednakże wszędzie tam gdzie walczyła nowa broń, piechota notowała duże postępy. Dlatego też cztery dni po pierwszej bitwie, głównodowodzący korpusem brytyjskim we Francji wysłał gratulacje załogom czołgów oraz polecenie budowy nowych 1000 sztuk czołgów. Armia powoli przekonywała się do nowej broni.

ZWIASTUN PANCERNEJ POTĘGI

Jeszcze w tym samym miesiącu, miała miejsce prorocza akcja, która zdefiniowała XX-wieczny styl walki. Pod koniec września cztery czołgi (niektóre źródła podają, że jeden) zostały wykorzystane w akcji koło Gueudecourt. Posuwając się wzdłuż niemieckich okopów, tanki niszczyły zasieki i pokrywały ogniem niemieckie linie. W tym samym czasie wyznaczony do tego samolot ostrzeliwał z powietrza wykryte stanowiska niemieckich karabinów maszynowych. Połączony atak piechoty, czołgu i samolotu dał nadzwyczaj dobre efekty. Siły te bez trudu wzięły do niewoli 370 jeńców zmuszając do poddania się bez walki piechotę znajdującą się pół mili od miejsca ataku! Straty brytyjskie wyniosły tylko 5 ludzi. Czyżby były to zręby pewnej taktyki rozwiniętej w latach 30-tych, a doprowadzonej do perfekcji dekadę później? Na razie miał się nią zajmować brytyjski oficer, J.C.F Fuller, który przygotuje niebawem Plan 1919, biblię teoretyków broni pancernej lat 30 – tych ubiegłego stulecia.

Czołgi walczyły także 13 i 14 listopada. Drugi dzień przeszedł do historii, jako klasyka złego wykorzystania czołgów. Dwa pojazdy ruszyły w kierunku pozycji wroga i po pewnym czasie ugrzęzły w błocie. Pomimo tego ich załogi dzielnie ostrzeliwały wrogie pozycje, wskutek czego cały garnizon niemiecki (400 ludzi) poddał się! Anglicy nie mogli wziąć ich do niewoli, ponieważ za każdym razem, gdy próbowali ruszyć czołgi do przodu, grzęzły one coraz bardziej w brunatnej mazi.

Modele Mark I Tank, które przetrwały pierwsze bitwy, zostały przekazane do celów treningowych w styczniu 1917 roku. Właśnie w tym miesiącu wysłano osiem egzemplarzy na bliski wschód, gdzie w kwietniu weszły w skład brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego w Egipcie. Walczyły one przeciw Turkom o Gazę. W pustynnych warunkach czołgi dawały sobie radę różnie. Największym problemem był dostający się w każdą szczelinę piasek. Mimo tego, po kilku miesiącach udało się zdobyć miasto.

Pierwsze doświadczenia bojowe odsłoniły wady i zalety czołgu. Na pierwszy plan wysuwał się ogon. Pojazdy, które go w skutek walk traciły, zachowywały się dokładnie tak samo, jak te z ogonem! Sponsony były zbyt duże i wadliwie zaprojektowane. Silnik miał zbyt mało mocy, a pancerz był zbyt cienki. Również górna osłona przeciw granatom przysparzała problemów. Okazało się także, że problemem może być wciskające się wszędzie błoto. Zbyt wąskie gąsienice, złe położenie zbiorników z benzyną dopełniały reszty.

SŁUŻBA W DRUGIEJ LINII

Model służył także, jako czołg zaopatrzeniowy w czerwcu 1917 roku. Zdemontowano działa i karabiny maszynowe. W ich miejsce wygospodarowano przestrzeń ładunkową. Przewożono materiały niezbędne, tj. (amunicję, benzynę, oleje, smary). Jeden Mark I Tank został przystosowany do wspinania się po ścianach skał nad wybrzeżem. Było to związane z operacją Hush, która była propozycją desantu na wybrzeże Belgijskie. Ta operacja wymagała nałożenia na gąsienice specjalnych nakładek. Część czołgów wyposażono w anteny nadawcze tak, że były wykorzystywane do kontaktowania się z kwaterą główną.

Mark-I-tank-dane-techniczne

W listopadzie 1916 roku, wprowadzono poprawki do czołgów: mocniejsze rolki i hamulce. Dodano nowe, przednie koła zębate, które lepiej dawały sobie radę ze zbyt napiętymi gąsienicami. W kwietniu 1917 roku, tylko 15 z poprawionych egzemplarzy wzięło udział w bitwie pod Arras.

Egzemplarz nr 555, z końca 1916 roku, był protoplastą kolejnego modelu czołgu Mark II Tank, który miał służyć głównie do celów szkoleniowych. Modyfikacje objęły wprowadzenie węższej kabiny w celu zainstalowania szerszych gąsienic. Zrezygnowano z dwóch zbiorników na benzynę na rzecz jednego mieszczącego się z tyłu pojazdu. Zamontowano go w miejsce dawnej ramy na którym opierał się ogon.

Tak kończy się, krótka historia modelu Mark I Tank, który zasłynął, jako pierwszy czołg użyty bojowo. Największe wrażenie robił na żołnierzach, którym przyszło z nim walczyć. Ich relacje podchwycili korespondenci wojenni, których wyobraźnia napawała zgrozą europejskich czytelników. O tym oraz innych mało znanych projektach, już w następnym wpisie.

Grafiki zamieszczone w galerii pochodzą ze strony www.ww1artwork.jexiste.fr

_________________________________________________________________________________________________________________________

J.F.C Fuller, Tanks in the great war 1914-1918, E.P. Dutton and Company, New York 1920.
A.G.Stern, Tanks 1914-1918, The Log-Book Of A Pioneer, Hodder and Stoughton, London, New York, Toronto 1919.
J. Solarz, Czołgi brytyjskie 1914-1918, Kraków-Warszawa 1996.
D. Fletcher, The British Tanks 1915-1919, The Crowood Press Ltd, Marlborough 2001.
D. Fletcher, British Mark I Tank 1916, Osprey Publishing Ltd, Wellingborough 2004.

 

Modelstory 12 lutego 2013 BRYTYJSKIE, GŁÓWNA, NARODZINY