CZOŁGIEM DO TARCZY

W Rosji “wymyślono” nowy sport – biatlon czołgowy. Tak przynajmniej donoszą serwisy internetowe. Na razie mistrzostwa odbywają się w granicach dawnego ZSRR. Plany rosyjskiego ministerstwa obrony sięgają znacznie dalej.

Same zawody to nic nadzwyczajnego. Czołgi gnają po torze poligonowym, przekraczają brody, przeszkody i strzelają do ruchomych celów. Każdy niecelny lub spóźniony strzał to kara równająca się z pokonaniem dodatkowych cennych metrów. W pierwszej edycji pancernych mistrzostw startują załogi z Armenii, Białorusi, Rosji i Kazachstanu. Organizator, którym jest rosyjskie ministerstwo obrony, a może ministerstwo spraw zagranicznych (co serwis „informacyjny” to padają inne nazwy), chce aby w przyszłym roku zawody wyszły poza granice dawnego ZSRR. I tutaj przeglądając internetowe doniesienia spotkałem się z kolejną już nieścisłością. Jeden z serwisów informuje, że Rosjanie chcą zaprosić do zawodów Amerykanów, Niemców i Włochów. Inny donosi, że czołgiści NATO sami pchają się do przyszłorocznych zawodów. Kolejny z kolei, że Rosjanie rzucili już Amerykanom rękawicę na spotkaniu w Waszyngtonie. Jak więc jest?

Nie wiem do końca, ale wiem, że zawody, choć widowiskowe, raczej nie będą cieszyły się sporym zainteresowaniem ze strony państw NATO. Chyba, że wystawione zostaną załogi w historycznych maszynach. Po co bowiem czołgistom z zachodu taki sport? Mają już swój, tak przynajmniej donosi jeden z serwisów. Od kilku lat odbywają się spotkania najlepszych załóg wywodzących się z Państw, w których arsenale są czołgi Leopard. Ponoć Polacy wypadają w nich wysoko. Swoją droga obejrzałbym takie zmagania, wracając jednak do meritum. Najnowsze modele Abramsa i Leoparda, byłyby zapewne faworytami w zawodach organizowanych przez Rosjan. Gospodarze najprawdopodobniej musieliby uznać wyższość konstrukcji zachodnich, ale zyskaliby znacznie więcej. Możliwość oceny na własnym terenie skuteczności najnowocześniejszych maszynek. Jakie bowiem będą gwarancje, że arena rozgrywek nie będzie naszpikowana specjalistycznym sprzętem pomiarowym, który przeskanuje zachodnie konstrukcje wzdłuż i wszerz?

czolg_bwp_stluczka

Podobno nuda jest głównym powodem organizacji biatlonu czołgowego. Nie widzę tu nigdzie nudy…

Duże straty rosyjskich czołgów w ostatnich konfliktach, głównie wojny w Iraku, nie mogą napawać optymizmem decydentów w Moskwie. Ostatnio mało było okazji do sprawdzenia zachodnich czołgów w akcji. Jak w takim razie to zrobić? Może właśnie organizacją wspólnych zawodów? Innego lepszego nie znajduje. Jest pewien oficjalny, ale umówmy się, takie tłumaczenie mogą kupić osoby, dla których tematyka czołgów to odległa sprawa.

Powodem tym jest nuda, którą wieje z rosyjskich poligonów. Co to, więc za ćwiczenia, na których wieje nudą? Może polegają one na tym, że biorące udział w manewrach oddziały reprezentują tylko jedną stronę “konfliktu”, która atakuje niewidzialnego wroga, przepraszam tarcze. Klasyczna metoda ćwiczeń znana z czasów Układu Warszawskiego. Na pierwszy rzut oka widowiskowa, brak w niej jednak pierwiastka rywalizacji. Jak bowiem można rywalizować z wyimaginowanym przeciwnikiem? Na zachodzie już dawno wpadli na ciekawszy pomysł. Dzielą jednostki biorące udział w manewrach na drużyny błękitną i czerwoną. Lepsza wygrywa, a żołnierze mają okazję przećwiczyć rozmaite manewry z realnym „przeciwnikiem”. Tę metodę przeszczepiono na grunt Polski, w której niegdyś królowała szkoła radziecka. Panowie wojskowi w Moskwie czerpcie, więc z zachodnich wzorców, w końcu od kilkudziesięciu lat armie wywodzące się z NATO nie przegrały żadnego konfliktu zbrojnego. Jest pewien wyjątek, ale z uwagi, że teren tam ewidentnie nie pasował do działań wojsk pancernych, nie biorę go pod uwagę.

historia_cmentarzysko_czolgow

Nudą wieje jednak w rosyjskich magazynach…

Mogę się jednak mylić i faktycznie w przyszłym roku dojdzie do takich zawodów. Jeśli tak, czekam na mecz Niemcy vs Rosja. Myślę, że czołgistów obu stron nie trzeba będzie zbytnio motywować. Walki przeciw sobie mają przecież we krwi. Obszar, na którym najprawdopodobniej będą się potykać jest im dobrze znany, a to za sprawą wielu wspomnień żołnierskich wydanych po 1945 roku. Dla przypomnienia, wspólną rywalizację tankiści obu nacji rozpoczęli dość wcześnie, bo już w dwudziestoleciu międzywojennym na poligonach ZSRR. W późniejszym okresie same ćwiczenia nie wystarczyły i jak wiemy obszar środkowej i wschodniej Europy naznaczony został serią spektakularnych „ćwiczeń” pancernych. Czekam, więc na rywalizację. Ufam, że niemieckie załogi będą zagrzewać się do boju pieśnią „Panzerlied” a rosyjskie „Tri tankista”.

A gdzie w tym wszystkim Polacy? Zazwyczaj, kiedy w szkole omawiano jakiś problem mowa była również o polskim pierwiastku. Więc gdzież on jest? Nasi pancerniacy mają przecież wspaniałą historię sięgającą lat wojny polsko-bolszewickiej, podczas której pokazali hart ducha, odwagę oraz dużą skuteczność. Mają więc wszystko, oprócz własnej maszyny. Po co więc Rosjanom zapraszać nacje, które nie posiadają własnego czołgu. Konstrukcji zdolnej zagrozić rosyjskim tankom? Może to i dobrze. Na wszelki wypadek dobrze mieć asa w rękawie, którego przeciwnik się nie spodziewa. Tak nacięli się dygnitarze i generalicja III Rzeszy, którzy nie wzięli pod uwagę, że na wschodnich stepach „brykają” T-34 oraz KW-1. Tylko tego asa trzeba mieć.

czolg_manewry_układ_warszawski

Stare metody ćwiczeń a’la Układ Warszawski odchodzą do lamusa.

I już na zakończenie. Czytając ten wpis można odnieść wrażenie, że autor spodziewa się konfliktu zbrojnego Rosja vs. Zachód. Podejrzewa, jest nieufny świetnej przecież inicjatywy biegnącej wprost z Moskwy. Odkąd świat trzymany jest w ryzach czynnikiem nuklearnym, nie ma mowy o globalnym konflikcie na wzór II wojny światowej. Jest jednak pewien inny czynnik, który może decydować o takim, a nie innym zachowaniu Rosjan. Kasa misiu, kasa. Czołgi to produkt, który można tak jak proszek do prania eksportować do innych krajów. Słyszeliście kiedyś o eksportowym proszku wprost z Rosji, który był bestsellerem sprzedażowym? Ja też nie. A kto nie słyszał o T-34 i konstrukcjach budowanych w kolejnych dziesięcioleciach XX wieku? Rosjanie chcą zarabiać na swych czołgach. Jeśli mają to robić, muszą produkować konkurencyjne czołgi, bo przemysł pancerny to dziś zabawa warta wiele miliardów dolarów. I o to idzie ta zabawa…

PS Temat podesłał pancerfan Maciej Fryźlewicz. Wielkie dzięki 😉

 

 

Modelstory 16 sierpnia 2013 GŁÓWNA, NIUSY