CZAS, W KTÓRYM WYKUWAŁA SIĘ STAL

W 1916 roku Anglicy po raz pierwszy w historii użyli czołgów. Nie od razu zyskały sobie sympatię i uznanie. Wówczas, 98 lat temu były wyśmiewane przez oficerów broniących tradycyjne rodzaje wojsk. Zwolennicy piechoty i kawalerii trzymali się dobrze żądając napływu rekrutów oraz nowych dział. Dwa lata uporu zwolenników tanków wystarczyły do stworzenia kilkudziesięciu modeli, które miały duży wpływ na bieg wydarzeń na froncie zachodnim.

O tym jak powstawały pierwsze czołgi pisałem kilka miesięcy temu na łamach tego bloga. Dziś postaram się podsumować to, co udało nam się razem drodzy czytelnicy prześledzić. Pojazdy te powstały z potrzeby przełamania dobrze okopanych armii, które stanęły naprzeciwko siebie w drugiej połowie 1914 roku. Do rywalizacji, której celem było wyprodukowanie czołgu, stanęły niemalże wszystkie potęgi uczestniczące w wielkiej wojnie. Państwem przodującym w tej dziedzinie była niewątpliwie Wielka Brytania. Świadczy o tym chociażby liczba zrealizowanych projektów oraz myśl taktyczna, którą rozwijali właśnie wyspiarze.

Oprócz Anglików czołgi w latach 1914 – 1918 opracowywali bądź produkowali także Francuzi, Rosjanie, Amerykanie, Włosi i Niemcy. Pierwsze poddane testom projekty powstały w carskiej Rosji. Nietoperz inaczej też zwany Car Tank, był pojazdem, który w żaden sposób nie przypomina dzisiejszych czołgów. Nie posiadał gąsienic. Wielkie koła upodobniły maszynę bardziej do potężnego bicykla. Podczas jedynych testów eksperymentalny pojazd zaklinował się w przydrożnym rowie i tak zakończyła się jego historia. Rosjanie pracowali jeszcze nad Vezdekhodem (przedsięwzięcie zakończyło się na testach) oraz pojazdem zwanym Mendelejew Tank. Ten ostatni koncept nie wyszedł poza ramy szkiców.

czolg-renaultft-walka-przeszkoda

Najliczniejszy nie oznacza najlepszy. Renault FT miał spore problemy z pokonywaniem przeszkód terenowych. Wadę tę rekompensowała ilość wyprodukowanych egzemplarzy. Francuzom udało się wybudować ich więcej, niż Brytyjczykom wszystkich czołgów podczas całej wojny!

KONSTRUKCJE ZNAD SEKWANY

Nacją, która w tym samym czasie, co Brytyjczycy, przystąpiła do wyścigu była Francja. Jean Baptiste Estienne, ojciec czołgów znad Sekwany, zauważył podczas jednego z pokazu ciągników artyleryjskich, we wstępnej fazie wojny, że zwycięską w wojnie będzie ta strona, która jako pierwsza umieści na pojeździe zdolnym pokonywać bezdroża, armatę kalibru 75 mm. Przyznacie, że były to prorocze słowa. Francuzi dosyć szybko przeszli etap eksperymentów, uznając, że czołg należy wybudować na podwoziu wykorzystywanym do produkcji traktorów. Wybrano zawieszenie produkowane przez Holt Manufacturing Company. St. Chamond i Schneider CA były pierwszymi francuskimi czołgami. Nie miały najlepszej prasy. Obydwa miały kłopoty z poruszaniem się i pokonywaniem przeszkód. Jeden z wymienionych modeli okrył się złą sławą jeżdżącego krematorium. Pomimo licznych poprawek, pierwszego, fatalnego wrażenia nie potrafiły zmazać późniejsze udane starcia, które stoczono w drugiej połowie 1917 roku oraz 1918 roku.

Zupełnie inaczej został przyjęty koncept lekkiego czołgu, który narodził się w głowie Estienne’a mniej więcej w czasie rzezi Verdun. Postawił on na prostotę i tanie koszty produkcji, dzięki czemu francuskie wojska miały zasilić tysiące małych Renault FT. Jest to najsłynniejszy model znad Sekwany, który wyznaczył kierunek rozwoju tych maszyn. Klasyczny układ konstrukcji, kadłub, obracana wieża, gąsienice stosowane są po dziś dzień. Pojazd ten stał się hitem eksportowym. Niebawem po wojnie zasilił szeregi wielu europejskich armii. W Ameryce produkowano M1917 na licencji, a we Włoszech, kilka lat po wojnie, powstał Fiat 3000. „Maluch” ze stajni Renault znaczył swój szlak na wielu po za Europą kontynentach m.in. w Azji, Afryce i Ameryce Pd.

czolg-FCM2C-widok-bok

FCM2C lub Char 2 C, bo pod taką nazwą też był znany, był najcięższym czołgiem w historii zastosowanym bojowo. Ten mastodont, jak trafnie zauważył to jeden z czytelników, był projektowany w celu przełamywania niemieckich okopów. W starciu z niemieckim Luftwaffe w czerwcu 1940 roku, nie miał najmniejszych szans. fot. www.war.ee.

Zaskoczeniem dla Czytelników była pewnie historia pierwszej afery czołgowej, która dotyczyła produkcji ciężkiego modelu FCM2C. Pojazd zdobył palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o najcięższy w historii czołg zastosowany bojowo. Nie zdążył wejść do boju podczas wielkiej wojny, ale miał okazję walczyć podczas kolejnego globalnego konfliktu. Zanim do tego doszło służył celom francuskiej propagandy. Wojenna rzeczywistość była bezwzględna dla tego, jak to określił jeden z czytelników bloga „mastodonta”. Transport francuskich kolosów, został zbombardowany przez Luftwaffe, a całe zdarzenie zdawało się symbolicznie podsumowywać wydarzenia z maja i czerwca 1940 roku, jakie toczyły się nad Sekwaną.

WŁOSI PRĘŻĄ MUSKUŁY

Pierwszym skojarzeniem terminu czołg jest „Rudy”, czyli legendarny „teciak” lub niemiecka Pantera. Przynajmniej ja tak mam. Niemcom udało się zbudować pewien mit kraju specjalizującego się w produkcji czołgów. Wiele dyskusji na forach, a także opracowania dają jednak wystarczająco dużo argumentów, że wcale tak nie było. Podczas I wojny światowej cesarstwo nie garnęło się do produkcji gąsienicowych pojazdów przełamania. Pod względem rozpoczęcia prac nad tego typu pojazdami wyprzedziła ich nawet taka „potęga” pancerna jak Włochy.

Fiat 2000 był atrakcją wielu defilad mających miejsce w Rzymie za czasów rządów Duce. fot. www.landships.info/landships/index.html

Mussolini lubił prężyć muskuły, do czego wykorzystywał podczas defilad pojazd gąsienicowy FIAT 2000. Model nie wszedł do masowej produkcji z uwagi na koniec wielkiej wojny. fot. www.landships.info/html

W produkcję jedynego włoskiego czołgu czasów wielkiej wojny zaangażowała się dobrze znana nad Wisłą firma FIAT. Pojazd, który powstawał w Turynie nawiązywał rozwiązaniami do pomysłów francuskich. Nic w tym dziwnego. Włoska misja wojskowa zakupiła kilka egzemplarzy od sojusznika, wychodząc z założenia, że lepiej budować poprawiając czyjeś błędy. Fiat 2000 nie zdążył wziąć udziału w wielkiej wojnie. Model uczestniczył w powojennych paradach militarnych organizowanych przez włoskich faszystów. Mussolini wielbił prężyć muskuły, a pojazd ten zdawał się być dobrym argumentem podkreślania potęgi, przynajmniej w latach 20-tych. I to w zasadzie cała historia włoskiej pancerki podczas I wojny światowej.

NIEMCY VS ANGLIA

„Diabeł nadchodzi” tak podobno krzyczeli niemieccy żołnierze na widok brytyjskich czołgów jesienią 1916 roku nad Sommą. Dopiero widok w miarę skutecznych pancernych pojazdów przełamujących niemieckie linie, zmusiło twardogłowych z Berlina do wszczęcia produkcji tych dziwnych, jak im się wydawało maszyn. Miało to miejsce dopiero pod koniec 1916 roku. Podczas wojny Niemcy zdążyli opracować kilka projektów. A7V był jedynym, który udało się wyprodukować i wypuścić w bój. LK I i II wyprodukowano w zaledwie kilku egzemplarzach. Nigdy nie wzięły udziału w walce. Podobnie K-Wagen, który był przykładem niemieckiego upodobania gigantyzmu. Miał ważyć 150 ton, które podczas prac projektowych udało się zbić do 120 ton. Kolos byłby najcięższym pojazdem wielkiej wojny, gdyby tylko zdążył zjechać z taśmy montażowej. A7VU jest dowodem tego, że Niemcy byli pod wrażeniem brytyjskich konstrukcji, gdyż jest to niemalże wierna kopia czołgów serii Mark Tank.

Dobrze znany Mark IV Tank oraz A7V (replika) fot. Duarte Teixeira

Mark IV Tank oraz A7V (replika) podczas parady w Bowington. Dziś to miejsce jest jednym z największych muzeum broni pancernej. W latach pierwszej wojny światowej był to jeden z pierwszych ośrodków szkoleniowych. To właśnie tam załogi ćwiczyły montowanie i demontaż sponsonów.

To właśnie wyspiarze są przeze mnie najwyżej oceniani, jeśli chodzi o wkład w rozwój broni pancernej w latach 1916-1918. Udało im się wyprodukować około 14 modeli czołgów, w tym pierwszy projekt działa samobieżnego. Są wśród nich czołgi ciężkie (Mark Tank), średnie (Medium Mk A,B, C, D), a także pojazd transportowy/działo samobieżne Gun Carrier Mk I. Ich konstrukcje zoptymalizowane były pod kątem pokonywania okopów. Przejście z wojny pozycyjnej do działań opartych na manewrach w drugiej połowie 1918 roku, wpłynęło na kształt konstrukcji projektowanych w tamtym czasie. Wyspiarze zrezygnowali z romboidalnego kształtu, który w okopach sprawdzał się znakomicie. W terenie otwartym sprawiał jednak więcej kłopotów.

JANKESI I ICH PAROWE ZABAWKI

Ostatnim krajem, który zaangażował się w pancerny wyścig były Stany Zjednoczone. Oryginalność konstrukcji zza oceanu, polegała przede wszystkim na rodzaju paliwa, jakie w kilku projektach wdrożono. Steam Wheel Tank, Steam Tracklayer Tank to pojazdy napędzane parą. Skończyło się jedynie na prototypach. W pierwszym przypadku eksperymentalny egzemplarz nie zachwycił podczas testów, natomiast seryjna produkcja drugiego pojazdu została przekreślona przez koniec wojny. W miarę udane amerykańskie konstrukcje bazowały na trendach i doświadczeniach zaczerpniętych z Anglii (Mark VIII Tank) oraz Francji (M1917).

historia_czolg_skeletontank

Niezwykle oryginalnym i jedynym w swoim rodzaju konceptem był projekt Skeleton Tank, czyli czołgu z minimalną ilością pancerza. Jedyną opancerzoną częścią pojazdu była kwadratowa skrzynia, w której mieścił się przedział bojowy oraz silnikowy. Masowej produkcji nie rozpoczęto z uwagi na koniec wojny.

MITY VS RZECZYWISTOŚĆ

Co jeszcze mógłbym o tym pasjonującym miłośników broni pancernej okresie rozwoju broni pancernej powiedzieć, a raczej napisać? Na pewno zwróciłbym uwagę na ewolucję koncepcji użycia opancerzonych pojazdów, która postępowała w umysłach teoretyków broni pancernej. W latach 1914-16 nie bardzo wiadomo było, jakie zawieszenie należy stosować. Konkurencyjną dla gąsienic była idea wielkiego koła, która przewinęła się w projektach rosyjskich (Nietoperz), brytyjskich (Big Wheel) oraz amerykańskich (Steam Wheel Tank). Niemcy od razu wiedzieli, że najlepszym będzie napęd gąsienicowy, ale oni na własnej skórze przekonali się, jakie zagrożenie dla umocnień i okopów wielkiej wojny, może być opancerzony pojazd o takim właśnie zawieszeniu. Jeśli chodzi o ochronę pancerza, to należy zwrócić uwagę na fakt, że już podczas I wojny światowej konstruktorzy zdawali sobie sprawę z zalet pochyłego pancerza.  Przyjrzyjcie się przedniemu pancerzowi wszystkich czołgów typu Mark Tank. Wyraźnie widać pochyłe płyty, przypadek? Koncepcja „latającego słonia” również potwierdza tę tezę. Projekt przewidywał bowiem pochyły bądź zaokrąglony pancerz.

Podobne rozwiązanie stosowano w czołgach konstrukcji francuskiej, nawet Niemcy stosowali tego rodzaju ułożenie płyt. Na pierwszy rzut oka A7V wygląda jak pudełkowata stodoła, ale jeśli dobrze się przyjrzymy to stwierdzimy, że pancerz jest pochyły. Nie dajcie się, zatem następnym razem zwieść, zapewnieniom, że pochyły pancerz zaczęli po raz pierwszy stosować radzieccy konstruktorzy przy okazji konstruowania czołgu T-34. Co prawda w latach 20-tych pojawiło się parę pudełkowatych konstrukcji, ale było też kilka z pochyłym pancerzem. Najlepszym tego przykładem będzie francuski FCM 36, który był produkowany już w połowie lat 30-tych.

swidrujace-uderzenie-taktyka

“Świdrujące uderzenie” jedna z pierwszych taktyk stosowanych przez Brytyjczyków. Wcześniej stosowano ataki frontalne, na które Niemcy szybko znaleźli odpowiedź. fot. J. Solarz, Czołgi brytyjskie 1914-1918.

KIERUNEK “BLITZKRIEG”

Taktyka podczas wielkiej wojny przeszła duże przeobrażenia. Początkowo atak pancerny polegał na frontalnym natarciu na pozycje na możliwie najszerszym obszarze frontu. Nie zapewniano rezerw, dodatkowych rzutów. Atak kończył się na danym odcinku frontu wraz ze zniszczeniem maszyny. Początkowo nie brano pod uwagę, warunków atmosferycznych, terenu oraz konieczności zaskoczenia obrońców przy planowaniu akcji z użyciem czołgów. Po jakimś czasie Anglicy zaczęli stosować taktykę „świdrującego uderzenia”. Zaczęto z rozwagą planować kolejne akcje. Przed atakiem jedynie krótki ostrzał artyleryjski, co przy ówczesnych wielodniowych nawałnicach było raczej czymś niespotykanym. Dbano też o właściwe miejsce ataku pancernego. Teren walk musiał być pozbawiony cieków wodnych, a podłoże musiało być w miarę twarde. Anglicy zbyt dobrze pamiętali błoto Flandrii aby po raz kolejny popełniać ten sam błąd. Świdrujące uderzenie doskonale sprawdzało się na tym etapie rozwoju techniki wojennej.

Prawdziwa rewolucja, dodam, że nie sprawdzona podczas wielkiej wojny miała jednak dopiero nadejść, a wszystko oczywiście przez przypadek. Gueudecourt przeszło do historii, jako miejsce, w którym po raz pierwszy użyto zrębów blitzkriegu. Cztery angielskie czołgi wraz z piechotą atakowało umocnione niemieckie pozycje. W ataku brał udział też jeden samolot. Areoplan ostrzeliwał z powietrza wykryte stanowiska niemieckich karabinów maszynowych. Połączony atak piechoty, czołgu i samolotu dał nadzwyczaj dobre efekty. Siły te bez trudu wzięły do niewoli 370 jeńców zmuszając do poddania się bez walki piechotę znajdującą się pół mili od miejsca ataku! Straty brytyjskie wyniosły tylko 5 ludzi.

Tacy ludzie jak J.F.C. Fuller szybko pojęli potęgę wspólnego działania kilku rodzajów broni. Wiosną 1918 roku, gotowy był „Plan 1919” autorstwa tegoż Fullera. Przewidywał on zastosowanie w zmasowanym uderzeniu pancernym, kilku rodzajów pojazdów. Ciężkie miały przełamywać linie obronne, a szybkie miały powodować chaos na tyłach niemieckich wojsk i co najważniejsze dążyć do odcięcia całych armii od linii zaopatrzenia. W akcji miały uczestniczyć piechota, lotnictwo oraz artyleria. Anglikom nie udało się przetestować w praktyce tych założeń, gdyż skończyła się wojna. Wspomnianą pracę oraz inne publikacje brytyjskich taktyków, studiowali w latach dwudziestych i trzydziestych niemieccy oficerowie. Jednym z wyróżniających się uczniów był Heinz Guderian, który zaczął testować teorię w praktyce pod koniec lat trzydziestych.

czolg-A7V-lato 1918-roku-halas-wewnatrz-zaloga-na-zewnatrz

Fatalne warunki w środku zachęcały załogi czołgów do opuszczania wnętrza przy każdej nadarzającej się okazji. Temperatura 60 stopni wymuszała wietrzenie pojazdu co 15 minut! fot. S.J. Zaloga, German Panzers 1914-18.

GORĄCA ATMOSFERA

Podsumowując okres lat do 1918 roku, należy wspomnieć też o warunkach, w jakich przyszło czołgistom pełnić służbę. Wielokrotnie o tym pisałem, ale jeszcze raz przypomnę. Potworne ciepło zazwyczaj 50° do 60° Celcjusza, ciasnota, hałas, trujący dym spalin oraz prochu strzelniczego umiejętnie uprzykrzały służbę czołgistów. W pierwszych konstrukcjach jednym z większych problemów było złe rozmieszczenie zbiorników na benzynę, źle rozwiązana wentylacja lub jej brak. Źle rozwiązane były też drzwi wejściowe i wyjściowe. Pierwsze czołgi miały zazwyczaj więcej niż pięciu członków załogi, w razie pożaru część z nich skazana była na śmierć w męczarniach. Wówczas nie stosowano spawanego pancerza. Królowały nitowane płyty, które podczas ostrzału z ckm-ów „lubiły” gubić nity, które niczym pociski raniły bądź zabijały członków załogi. Tego problemu nie zdołano rozwiązać do końca wojny. Udało się jednak, zwłaszcza w brytyjskich konstrukcjach poprawić system wentylacji, a także zmienić układ ewakuacyjny. Pod koniec wojny, szanse przeżycia czołgisty na polu bitwy nieznacznie, ale jednak wzrosły.

Na koniec trochę statystyki. Ogółem w sześciu krajach wyprodukowano około 39 modeli. Część z nich weszła do masowej produkcji, pozostałe odrzucono podczas testów. Najwięcej modeli, jak już wspomniałem wyprodukowali Brytyjczycy. Który z czołgów był najcięższy? Bez wątpienia francuski „mastodont” FCM2C. Ważył 69 ton, a jeden z egzemplarzy nawet 75 ton! Znacznie cięższy był niemiecki K-Wagen (150 ton) tylko, że ten projekt nie został dokończony. Wspomniany pojazd był największym czołgiem pierwszej wojny, jeśli do statystyki podciągniemy również nie ukończone projekty. Miał długość 13, wysokość 3, szerokość 6 m. Miało go obsługiwać nawet 27 czołgistów i gdyby wszedł do służby byłby to rekord nie pobity do dziś. Najwolniejszym pojazdem pierwszej wojny światowej był bez wątpienia Mark I Tank. Rozwijał prędkość 6,5 km/h. Umówmy się, że jak na inaugurację to wystarczyło. Jeden z francuskich projektów, który bardziej przypomina pojazd z „Gwiezdnych wojen”, autorstwa L. Boirault’a, rozwijał „kosmiczną” prędkość 1 km/h! Pojazd ten z wiadomej przyczyny nie wszedł do służby.

historia_medium_markD_czolg

Najszybszy czołg pierwszej wojny światowej. Medium Mark D. Konstruowany był z myślą o pancernej ofensywie, która miała złamać ducha niemieckiej armii w 1919 roku. fot. www.landships.info

Najszybszym czołgiem był bez wątpienia Medium Mark D, który osiągał prędkość 37 km/h. Model był istnym Ferrari wśród ówczesnych czołgów, których średnia prędkość wówczas wynosiła około 13 km/h. Na koniec wspomnę o najsłynniejszej z ówczesnych maszyn. Była nią bez wątpienia Renault FT. Obracana o 360 stopni wieża, kadłub z przedziałami oraz gąsienice to klasyka stosowana po dziś dzień. Był najliczniej produkowanym czołgiem podczas I wojny światowej. Wybudowano około 3500 sztuk, po wojnie trafił pod strzechy tj. do armii nowo powstałych państw m.in. do Polski. To na nim polscy pancerniacy odnosili pierwsze sukcesy w wojnie z bolszewikami. I tak zupełnie już na koniec, łącznie podczas wielkiej wojny wyprodukowano około 7600 czołgów, dla porównania podczas II wojny światowej ZSRR samych T-70 wyprodukował około 8200 egzemplarzy. Skala zupełnie inna, ale zanim uda się osiągnąć taką produkcję minie jeszcze 20 lat eksperymentów, zarówno z konstrukcjami, jak i ideami zastosowania broni, która ledwie się narodziła.

Dla ciekawskich dane produkcyjne:

  • Wielka Brytania – 3035 sztuk
  • Francja – 4310 sztuk
  • Włochy – 2-6 sztuk
  • Niemcy – 53 sztuki
  • Stany Zjednoczone – 203 sztuki

 

Modelstory 8 października 2013 GŁÓWNA, NARODZINY