BĘDĄ SPRAWDZAĆ, CZY WYDOBYLI ZGODNIE Z PRAWEM

Cieszyłem się jak dziecko kiedy dowiedziałem się przed ponad rokiem że będą wydobywać Mark IX Valentine z ziemi. Niestety nawet w sprawach zabytkowego czołgu musi się swoimi butami wpie….ić brutalna polska rzeczywistość. Osobami dramatu jest gość, który wydobył to cudo, ktoś komu się to nie spodobało, czołg oraz państwo, które po raz kolejny pokazuje, że jest go za dużo. Później nikt nie wie co z takim fantem należy zrobić.

Pod koniec 2012 roku nie tylko Polskę lecz cały kolekcjonerski świat obiegła wiadomość o wydobyciu brytyjskiego czołgu MK IX Valentine, który służył podczas II wojny światowej w Armii Czerwonej. Dało się odczuć szczególne zainteresowanie na wschodzie, a więc z kierunku, z którego czołg do Polki “przywędrował”, a także na wyspach brytyjskich, gdzie go wyprodukowano. W Polsce też dało się odczuć duże zainteresowanie, a przede wszystkim smak szczęścia. Tak bowiem można mówić o uczuciach Jacka Kopczyńskiego, właściciela prywatnej kolekcji pojazdów pancernych, który dokonał niecodziennego odkrycia. Zorganizował pieniądze, doświadczoną ekipę i zamiast gadać, wziął się za działanie. Nie było to proste gdyż oprócz posiadania takich atrybutów jak wspomniana kasa oraz zespół specjalistów, trzeba było przebić się przez gąszcz urzędów i przepisów. Po otrzymaniu zezwoleń od Urzędu Ochrony Zabytków w Sieradzu, Pan Kopczyński przystąpił ku uciesze wszystkich miłośników broni pancernej w Polsce do działania. Jak się później okazało nie wszystkich, gdyż znalazł się ktoś, kto postanowił sprawdzić, czy eksplorer oraz wydający decyzję urząd, dopełnili wszelkich formalności.

I tu właśnie chciałbym przedstawić kolejną osobę dramatu. Piotr Lewandowski współzałożyciel Muzeum Eksploracji w Przeźmierowie, złożył w lutym ubiegłego roku na ręce (to się tak fajnie pisze 😉 ) Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji zezwalającej wydobycie wraku, który wydał wspomniany wyżej Urząd Ochrony Zabytków w Sieradzu. Po co? Nie wiem. Może dla zabawy. Może dla wprawy, przecież już kilka lat wcześniej Pan Piotr prowadził jak to napisano w lokalnej gazecie “istną krucjatę” przeciw Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu. Chodziło o to samo, o sprawdzenie legalności wydania decyzji dotyczących wydobycia. Prędzej spodziewałem się, że przy następnej okazji będę pisać na temat wydobytej “Walentyny” w aspekcie postępujących prac renowacyjnych. Niestety nasza śmieszna rzeczywistość dostarcza zupełnie innych tematów. Trzeba będzie bowiem pisać o nudnych bataliach prawno-administracyjnych. Bo teraz znając naszą rzeczywistość zacznie się istny ping-pong administracyjny. Sprawa będzie przerzucana niczym “gorący kartofel” z jednego urzędu do drugiego, dając społeczeństwu złudne poczucie, że urzędnicy są potrzebni do rozstrzygania idiotycznych sporów.

tabliczka_MK_IX_Valentine_wydobycie- MK IX Valentine

Czołg posiada identyfikator, który rozwiał wszelkie wątpliwości. Fot. www.alert.24.pl

Sprawa jest śmieszna, wręcz idiotyczna, ale to chyba Państwo prowokuje tego typu kretynizmy. Nie prościej byłoby, aby tego Państwa nie było w postaci tylu urzędów, kontrolujących każdy aspekt naszego życia. Nie tak dawno mieliśmy przykład kolejnej dyrektywy unijnej, która zakazuje nam spożywania wędzonych produktów. Okazuje się, że również na kanwie militariów może być za dużo prawa dającego nam złudne poczucie bezpieczeństwa. Sprawy nie byłoby, gdyby nie potrzeba zezwoleń na wydobycie przedmiotów z ziemi. W innej, prostszej rzeczywistości, gość, który zorganizował ekipę, wyłożył na to środki i podjął się ryzyka, nie musiałby starać się o zgodę urzędnika. Jeśli Państwo chciałoby się upomnieć o znalezisko, proszę bardzo, mogło by je odkupić od wydobywcy. Zdaje się sobie sprawę, że pojawią się głosy chcące bronić tego co pozostało w naszej ziemi. Bo przecież ludzie by wszystko rozkradli i sprzedali za granicę – takie zapewne będą głosy. Nie do końca. Nie każdego jest stać na wydobycie zabytkowego czołgu. Ponadto jeśli państwo w postaci ministerstwa dziedzictwa narodowego, z jego agendami chce już tak dbać o to co leży w polskiej ziemi, powinno samo zorganizować akcję wydobycia tak cennych zabytków. W przeciwnym razie będzie dochodziło do takich kretynizmów, bo przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto w nawet najgłupszy sposób będzie chciał wykorzystać prawo. Prawo, którego moim zdaniem jest za dużo, o czym przekonujemy się przy okazji wędzonej, a dziś także czołgu.

Tekst powstał w oparciu o doniesienia z serwisu www.fakty.interia.pl

Modelstory 29 stycznia 2014 GŁÓWNA, NIUSY