10TP, CZYLI CHRISTIE ZNAD WISŁY

Siłą wojsk Rzeczpospolitej Obojga Narodów była bez wątpienia jazda, a w szczególności husaria. W II RP tradycje te przejęli ułani. Z biegiem lat wiadomym było, przynajmniej niektórym, że czasy konnej kawalerii dobiegają konia. Owies powoli, acz systematycznie zastępowano koniami mechanicznymi. Już w latach 40-tych, kresy wschodnie miały być bronione przez czołgi szybkie polskiej konstrukcji, 10TP.

Ilekroć patrzę na sylwetkę prototypowego czołgu polskiego 10TP, przychodzą mi na myśl skojarzenia z najnowocześniejszymi ówczesnymi konstrukcjami, które tu i ówdzie powstawały. To wrażenie to zasługa zastosowania rozwiązań, które jako pierwszy zaprojektował i rozwinął w latach 20-tych Walter Christie. Tak w dzisiejszym tekście to nazwisko pojawiać będzie się nader często. Oprócz samej konstrukcji, dowiecie się także co nieco o próbach ściągnięcia do Polski amerykańskiego prototypu, które spełzły na niczym, a brak w naszym kraju przełomowego dla konstrukcji czołgów pojazdu, spowolnił prace nad polskim szybkim czołgiem o kilka ładnych lat.

model-10tp-czolg-pojazd

To nie Christie lecz polski projekt czołgu szybkiego 10TP. Pomimo faktu posiadania wyłącznie folderów reklamowych firmy Christie, polskim inżynierom udało zbudować się całkiem ciekawy prototyp. Trzeba było na to jednak niemalże całej dekady. rys. www.derela.republika.pl

W przeciwieństwie do konstruowanego na początku lat 30-tych 7TP, 10TP miał być znacznie szybszy i wykorzystywany szczególnie na kresach wschodnich. To z wschodniego kierunku w latach poprzedzających wybuch II WŚ spodziewano się w warszawskich kręgach wojskowych uderzenia. Projekt budowy szybkiego czołgu zlecono Wydziałowi Broni Pancernych Departamentu Inżynierii Wojsk. Początkowo szukano nieco innych rozwiązań, niż wykorzystane ostatecznie. Wiadomo było tylko, że nowy czołg miał mieć układ kołowo-gąsienicowy i z tego też względu polscy eksperci wybrali się do Czechosłowacji, aby zaznajomić się z tamtejszą konstrukcją KH-50, inne źródła podają KH-60. Prototyp naszych południowych sąsiadów nie wzbudził jednak entuzjazmu.

Nad Wisłą przypomniano sobie wówczas, że w 1926 roku Walter Christie przesłał materiały dotyczące jego eksperymentalnego czołgu M1921. Wówczas koncepcję odrzucono. Trzy lata później to Polacy postanowili udać się za ocean. Forpocztą był kpt. Marian Ruciński z Wojskowego Instytutu Badań Inżynierii (WIBI). Miał on okazję oglądać nowszy prototyp Christiego, mianowicie M1928. Przedstawione zostały mu także plany ulepszonego modelu M1931. Polski oficer, entuzjastycznie odniósł się do rewolucyjnej konstrukcji. Nie trzeba było długo czekać na efekty tej prezentacji. Kilka miesięcy później, w lutym 1929 roku, do USA przybyła komisja pod wodzą szefa WIBI, płk Tadeusza Kossakowskiego.

prototyp-10tp-przekroj

Przekrój prezentuje przedział bojowy oraz silnikowy. Klasyczny układ, który jest wykorzystywany w zasadzie do dziś. rys. www.odkrywca.pl

Co ciekawe M1928 został zaprezentowany jako M1940. Trik, który zastosował konstruktor, miał podkreślić możliwości jej modyfikacji i perspektywiczność. Nie był to do końca czołg, a raczej pojazd gąsienicowy. Był to w zasadzie kadłub bez osłony z góry o wadze 8 ton. Załoga składała się z 2-3 członków. Model uzbrojony był w dwa km-y kalibru 7,62 mm. Niesamowite prędkości tzn. 42 km/h na gąsienicach i 120 km/h na kołach, pojazd mógł osiągnąć dzięki zastosowaniu potężnego silnika Liberty V-12 o mocy 343 hp. Pomiędzy Rzeczpospolitą, a Amerykańskim wynalazcą, rysowały się lata współpracy.

W tym samym czasie o konstrukcje bili się nasi wschodni sąsiedzi. Sowietom udało się zakupić dwa egzemplarze M1931 oraz licencję na pojazd. Dzięki temu w latach 30-tych powstała seria czołgów szybkich BT. Pod koniec lat 30-tych w kraju rad opracowano konstrukcję opartą o zawieszenie Christiego. Nowy czołg miał otrzymać symbol T-34. W Polsce sprawy tak gładko się nie potoczyły. Polacy zamówili jeden egzemplarz za cenę 30 tys. dolarów, natomiast licencja miała być sprzedana za 90 tys. dolarów. Chociaż Warszawa wpłaciła zaliczkę, Christie odmówił przekazania egzemplarza do czasu przekazania całej sumy. Jako główny powód, miał podać obawę przed skopiowaniem konstrukcji.

10tp-czolg-model-pojazd

Dość nietypowa sytuacja. To nie są obrazki z września 1939 roku lecz kwietnia tego samego roku. Kierowca 10TP zmuszony był zjechać w rów, gdyż kolumnę wojskową przeciął niezbyt uważny motocyklista. fot. www.derela.republika.pl

Ostatecznie nie doszło do transakcji. Polacy nie zaufali już więcej Amerykaninowi. Złamał umowę i dla rządu polskiego stał się osobą niewiarygodną, chociaż w niedalekiej przyszłości Christie miał zwracać się do Warszawy z propozycją dobicia targu. Oficjalnie, Amerykańska wersja mówi, że Polacy mieli duże problemy z wywiezieniem modelu z USA z uwagi na kłopoty ze służbą celną. Mnie się jednak wydaje, to tylko moje domysły i insynuacje, że to wywiad sowiecki storpedował w odpowiednim momencie dobrze zapowiadającą się współpracę pomiędzy rządem RP, a jankesem. Jak niby Rosjanie mieli tego dokonać? Wystarczyło szepnąć do ucha Christiego, że Polacy to kłamcy, oszuści i po wpłacie zaliczki „zakupionego” prototypu nie oddadzą. W końcu to sowieci na początku lat 30-tych posiadali dwa egzemplarze i licencję, a Polacy musieli poświęcić jeszcze wiele lat na opracowanie własnego prototypu.

Inżynierowie znad Wisły mieli do dyspozycji jedynie foldery reklamowe firmy Christiego oraz wrażenia zapamiętane z pokazów. Pomimo tych trudności Biuro Badań Technicznych Broni Pancernych pod kierownictwem mjr. Rudolfa Gundlacha przystąpiło do prac. Grupa konstrukcyjna składała się z Jana Łapuszewskiego, Stefana Ołdakowskiego, Mieczysława Staszewskiego, Kazimierza Hejnowicza. Zdolni Polscy inżynierowie szybko opracowali własną konstrukcję. Wstępnie pojazd nazwano “la Christie”. Nie trzeba nikomu wyjaśniać, że zgodnie z nazewnictwem, model miał opierać się o rozwiązania wymyślone za oceanem.

czolg-10tp-prototyp

Ta sama sytuacja nieco później. Widoczny ciągnik artyleryjski C7P wyciągający prototyp z rowu. Dodam jedynie że uszkodzeniu uległa jedna z gąsienic. fot. www.derela.republika.pl

W 1932 roku prace były już dość zaawansowane, jednakże z uwagi na pojawienie się w kręgach zainteresowań Wojska Polskiego brytyjskiego Vickersa Mark E, projekt przystopowano. Teraz priorytetem była budowa 7TP, opartego właśnie o brytyjską konstrukcję. Bez przeszkód udało się zakupić serię egzemplarzy zarówno dwuwieżowych oraz jednowieżowych wraz z licencją. Fatalnym dla opisywanego dziś projektu było zlikwidowanie WIBI, a co najgorsze zniszczenie dokumentacji projektowej poprzez uznanie jej jako zbędnej!

Koncepcja budowy czołgu szybkiego dość szybko wróciła jednak do łask, a to za sprawą pogarszającej się z roku na rok sytuacji politycznej w Europie. W marcu 1935 znana już była oficjalna nazwa nowego czołgu – 10TP. W styczniu 1937 roku KSUS przyjął plan modernizacji Wojska Polskiego na lata 1936/1942, który przewidywał budowę, co najmniej 64 egzemplarzy 10TP. To już był konkret (plan modernizacji), który należało teraz tylko zrealizować. W tym samym roku Warsztaty Doświadczalne BBT w Ursusie przystąpiły do budowy prototypu. Bazowanie wyłącznie na folderach reklamowych i wspomnieniach, musiało zakończyć się wieloma wadami, których konstruktorzy się nie spodziewali.

czolg-10tp-model

A tu widok z przodu. Doskonale widoczne miejsce kierowcy oraz strzelca. Czołgi Christie oraz sowieckie BT tak nie potrafiły. fot. www.derela.republika.pl

Najwięcej problemów przysparzał silnik, a w zasadzie jego brak. Polacy nie posiadali wystarczająco silnej jednostki napędowej własnej konstrukcji i zdecydowali się kupić amerykański silnik o swojsko brzmiącej nazwie “La France”. Niestety przy okazji tego zakupu wyszła niekompetencja osób opiekujących się tym projektem. Amerykański prototyp M1931 posiadał silnik o mocy 343 hp, sowiecki seryjny BT-5 posiadał silnik o mocy 400 hp. Polski 10TP z silnikiem “La France” miał mieć zaledwie 246 hp, to niemalże dwa razy mniej niż sowiecki odpowiednik, z którym 10TP miał zmagać się w niedalekiej przyszłości. Jeśli dodamy jeszcze, że te 246 hp było na papierze, a w rzeczywistości moc silnika wynosiła jedynie 210 hp!

Pomimo tych trudności prototyp ukończono i w sierpniu 1938 roku odbyły się pierwsze jazdy próbne. I nie było tak źle. Czołg osiągnął prędkość 40 km/h na gąsienicach i 70 km/h na kołach. Zgodnie z przewidywaniami silnik okazał się zbyt słaby. Polakom marzył się inny silnik, najlepiej gdyby był to niemiecki Maybach HL 108 o mocy 300 HP. Co prawda w sierpniu 1938 roku sytuacja polityczna sprzyjała współpracy niemiecko-polskiej także w zakresie wymiany technologii, ale już za parę miesięcy wszystko miało się zmienić i ostatecznie plany zakupu niemieckiego silnika “spaliły na panewce”.

polski-prototyp-czolg-model-10tp

Kształt wieży dobrze znany, gdyż jest to Bofors wykorzystany w seryjnie produkowanych 7TP. fot. www.mailer.fsu.edu

Obawy Christiego odnośnie prób skopiowania przez Polaków jego prototypu okazały się irracjonalne. Wystarczy spojrzeć na przygotowany prototyp 10TP. Co prawda zawieszenie bazowało na pomyśle Christiego, było jednakże nieco inne. Kadłub był szerszy, dzięki temu obok siebie mogli siedzieć zarówno kierowca, jak i strzelec. Wykorzystano inną wieżę, zaprojektowaną przez szwedzką firmę Bofors i wykorzystaną uprzednio w 7TP. Prototyp uzbrojono w armatę kalibru 37 mm oraz km 7,92 mm. Oryginalne Christie uzbrojone były jedynie w km-y. Co najważniejsze Polska konstrukcja miała mieć grubszy pancerz.

Testy kontynuowano do końca września 1938 roku. Każde występujące usterki starano się eliminować poprzez wprowadzanie licznych modyfikacji. Dopiero w styczniu 1939 roku prototyp wysłano w pierwszą samodzielną trasę (154 km). Wiosną pojazd pokonał trasę Warszawa-Białystok, Grodno-Vyalikaya Byerastavitsa – Białystok – Warszawa. Pokonał 610 km ze średnią prędkością 36 km/h. Czas rajdu to trzy dni, z czego samej jazdy 25 godzin i 15 minut. Usuwanie usterek zaś 8 godzin.

model-pojazd-prototyp-czolg-10tp

Widok z przodu. Czy ten czołg miał szanse nawiązać równą walkę z podobnymi konstrukcjami produkowanymi na wschodzie jak i zachodzie. fot. www.tyrannosaur.tripod.com

Problemy jakie zauważono podczas rajdu to przegrzewający się silnik, zużywanie się sprzęgieł, zużywanie się kół nośnych a w zasadzie bandaży gumowych. Pomysł jazdy na kołach nie sprawdził się. Polska miała wówczas zbyt mało utwardzonych dróg. Czołg został rozmontowany, a mechanizm napędowy rozebrany i gruntowo przebadany. Po remoncie, w maju 1939 roku, czołg wraz z innymi modelami, 4TP i PzInż został zaprezentowany władzom wojskowym. Co się stało dalej z prototypem, tego nie wiadomo.

dane-techniczne-10TP

 

___________________________________________________________________________________________________________________________________________
J. Magnuski, Czołg 10TP, Nowa Technika Wojskowa nr. 6/96
J. Magnuski, Armor in profile 1 / Pancerne profile 1, Pelta, Warsaw 1997
P. Chamberlain, Ch. Ellis, Tanks Of The World, 1915-1945, Cassel & Co
http://www.1939.pl/uzbrojenie/polskie/pojazdy/10tp-14tp/index.html
http://derela.republika.pl/en/10tp.htm
http://moderndrawings.jexiste.be/WW2Drawings/Files/Site.htm

 

Modelstory 12 sierpnia 2014 DZIECIŃSTWO, GŁÓWNA, POLSKIE